piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 1


Dwa miesiące później..


Siedziałam przed laptopem pisząc maila do wydawcy, równocześnie przy tym zasypiając. Było już po 23:20 i byłam już cholernie zmęczona.  Jednak czekałam na Johna, który niedawno skończył dyżur. Zapomniał wziąć kluczy, więc ktoś musiał mu otworzyć ponieważ Pani Hudson zamyka drzwi o 22. Nagle w pokoju pojawił się mój przyjaciel wieszając kurtkę na wieszaku. Zmarszczyłam brwi i zamknęłam laptopa. Usiadł na kanapie wzdychając, a ja leniwie ziewnęłam.
- Jak wszedłeś? -Spytałam lustrując go zmęczonymi oczyma.
- Pani Hudson mnie wpuściła.
- Nie no! Ja tu nie śpię tylko po to by ciebie wpuścić do domu, a tu nagle Pani Hudson cię wpuszcza. Mogłam iść spać. Zapamiętam to sobie.- Wstałam, upiłam łyka herbaty, a Johna spiorunowałam wzrokiem. Oczywiście było to dla żartów, ale on wziął to chyba na poważnie bo zmarszczył brwi i czoło.
- Wiem, przepraszam za te klucze.- Patrzył się na mnie przepraszająco gestykulując ręką.
- Spokojnie, tylko żartowałam. Idę spać,  dobranoc.- Uśmiechnęłam się do niego lekko co odwzajemnił. Postawiłam kubek na blacie w kuchni i poczłapałam leniwie do sypialni. Rzuciłam się na łóżko i zamknęłam oczy by w końcu móc rozkoszować się błogim snem.  Wtedy poczułam, że ktoś leży obok. Otworzyłam oczy i zobaczyłam burzę loków. Facet leżał tyłem do mnie, przestraszyłam się i z piskiem spadłam na podłogę. - John!! John!! Chodź tu szybko!- Podniosłam się niezdarnie i przykleiłam plecami do ściany wołając przyjaciela. Mężczyzna usiadł na łóżku z grymasem na twarzy spoglądając na mnie wkurzonym wzrokiem.
- Oooch możesz nie krzyczeć? Jestem zmęczony.- Po tych słowach do pokoju wpadł  John mierząc mnie, oraz resztę pokoju zdziwionym wzrokiem. Zatrzymał go dopiero na łóżku i znajdującym się w nim mężczyźnie.
- Sherlock?!- Watson zdziwił się,  a ja nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi.
- O witaj Johnie. Miło cię znów widzieć. - Loczek uśmiechnął się do niego po czym znów położył się na bok spać.
- Możesz mi to wytłumaczyć?!- John krzyknął, a jego kolega wstał i poszedł do salonu z obrażona miną niczym dziecko. Spojrzeliśmy po sobie , a on zacisnął usta w jedną linie, po czym dał mi znać, że mam iść za nim. Sherlock usiadł w fotelu z założonymi rękoma.  Ja usiadłam cicho na kanapie i słuchałam ich kłótni.   W końcu 
wstałam, chwyciłam płaszcz i już miałam zakładać buty kiedy John mnie zatrzymał. Odwrócił uwagę od Loczka i stanął jak wryty.
- Co ty robisz?- Spojrzał się  na mnie pytająco, a ja zastygłam w bezruchu.
- Chce mi się spać,  idę do hotelu.- Odpowiedziałam szybko, a on podszedł do mnie.
- Nie ma mowy, dziś będziesz spać u mnie w sypialni, a ja prześpię się na kanapie.- Spojrzał mi w oczy wyraźnie wkurzony, a ja po szybkim przemyśleniu tego co powiedział, powiesiłam płaszcz na miejsce i usiadłam z powrotem na kanapie.  Oni nadal zacięcie dyskutowali, a ja w końcu zasnęłam na tej sofie.

*Narrator*

- Kim jest ta osoba Johnie?- Sherlock wskazał głową na śpiącą dziewczynę, a Watson nie wiedział co powiedzieć.  Podszedł do niej i nakrył kocem by nie zmarzła.
- To moja  najlepsza przyjaciółka i współlokatorka.- Podszedł do przyjaciela i usiadł na przeciwko niego w drugim fotelu. Był trochę zmieszany, ale ogromnie się cieszył,  że Sherlock jednak żyje. Brakowało mu go pomimo Jade.
- Współlokatorka??! Na szczęście jutro się wyprowadzi prawda?- Sherlock oburzył się tym, że ktoś mógł zająć jego miejsce w życiu Johna. To był jego jedyny przyjaciel, a a teraz będzie musiał się nim dzielił z obcą dziewczyną.
- Co?! Co, nie! Nie ma mowy! Ona tu zostaje! Nie jesteś pępkiem świata Sherlocku!- John nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał! Nie sądził, że Holmes może być aż tak podły. Zaczął protestować przez co oboje obrazili się się na siebie jak małe dzieci.  W końcu John wstał, podszedł do nadal śpiącej Jade i wziął ją na  ręce zanosząc ją do swojej sypialni. Położył ją na łóżku,  nakrył kołdrą,  a następnie wyszedł zamykając za sobą drzwi. Poszedł do salonu i sam położył się na kanapie nakrywając kocem. - Dobranoc!- Rzucił szorstko w stronę detektywa po czym odwrócił się na bok przodem do ściany.



*Jade*

Otworzyłam ostrożnie oczy przecierając je dłońmi.  Rozejrzałam się po pokoju i zorientowałam się, że jestem w sypialni Johna. Pewnie mnie tu przyniósł po tym jak zasnęłam w salonie. No tak, ten zarozumiały dupek jednak żyje.  Nie sadziłam, że można być tak zadufanym w sobie człowiekiem.  Przecież ja tu z nim nie wytrzymam! Muszę zacząć szukać sobie mieszkania bo raczej nie damy radę mieszkać we trójkę. Teraz jednak powinnam sprawdzić czy oni nadal żyją, czy zdążyli się już pozabijać. Wstałam więc leniwie i wyszłam z pokoju wprost do salonu. Zastałam tam siedzącego w fotelu przyjaciela, który intensywnie nad czymś myślał.  Wydawał się być wyraźnie  zmartwiony.
- Cześć. - Powiedziałam bardzo cicho i ostrożnie, oczekując jego reakcji. Spojrzał na mnie uśmiechając się blado.
- Cześć.  Jade bardzo cię przepraszam za tego egoistę.- Zaczął się tłumaczyć i przepraszać jednak przerwałam mu.
- Daj spokój,  grunt, że jednak żyje.  Ja dziś poszukam sobie mieszkania i wyprowadzę się jak najszybciej. A gdzie on jest?- Rozejrzałam się po mieszkaniu ale tego pajaca nigdzie nie było.  Zmarszczyłam brwi patrząc pytającym wzrokiem na doktora. Wtedy też drzwi od łazienki otworzyły się i w pokoju stanął Sherlock. Przewróciłam oczyma i pokiwałam głową ze zrezygnowania. Popatrzył on na Johna z wyraźnym grymasem na twarzy, a potem na mnie jednak z widoczną już uprzejmością.
- Przepraszam za wczoraj. Jestem Sherlock Holmes, miło mi.- Podszedł do mnie i podał mi dłoń ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu. Chwyciłam ją ostrożnie, myśląc co teraz powiedzieć.
- Nic nie szkodzi, Jade Thrilwall,  mi również miło pana poznać. Proszę być spokojnym, wyprowadzę się jeszcze w tym tygodniu.
- Mów mi po imieniu. Wyprowadzka nie będzie konieczna. Dziś rano doszedłem z Johnem do porozumienia. - Spojrzał na przyjaciela wymownie, a potem znów na mnie.
- Tak, przejmiesz moją sypialnie, a ja będę spał na kanapie lub z Sherlockiem.- Przygryzłam wargę aby się nie roześmiać kiwając przy tym głową.
- Może okażesz się lepszym detektywem od Lestrada
 - Holmes rzucił szybko idąc w stronę kuchni, a mnie trochę zamurowało.
- Słucham?- Zmarszczyłam brwi i spojrzałam w jego stronę. Zniknął za ścianą, pogrzebał trochę po szafkach po czym wrócił z kubkiem herbaty w ręku.
- Jesteś byłym detektywem, teraz piszesz powieści kryminalne i to naprawdę dobre. Uciekłaś z Nowego Jorku przed despotycznym chłopakiem.- Słuchałam tego co mówił,  a moje usta coraz bardziej się otwierały. Patrzyłam przestraszona to na Johna to na Sherlocka.
- Nie patrz na mnie. Nic mu nie mówiłem.- Watson podniósł ręce w obronnym geście,  a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jak tyś to..?- Spojrzałam pytająco na detektywa, a ten tylko wzruszył ramionami i poszedł z powrotem do kuchni.
- Przyzwyczajaj się.  Ja idę na dyżur, mam nadzieję,  że z nim wytrzymasz. Jakby co,  dzwoń. - Doktor zwrócił się do mnie zakładając kurtkę.  Zgarnął klucze z wieszaka i wyszedł. Przygryzłam wargę i poszłam do kuchni by zaparzyć kawę.  Ten czubek siedział przy sprzęcie chemicznym i coś tam mieszał.
- Możesz się nie kręcić? Przeszkadzasz mi.- Odezwał się do mnie ostrym tonem. A mnie zamurowało.
- Słucham?
- Po prostu idź do pokoju i siedź tam. Toleruje cię ze względu na Johna, co nie zmienia faktu, że za tobą nie przepadam.- Nie no!! Co za bezczelny dupek! Myślałam, że zaraz rzucę się na niego z pięściami. Nigdy nie miałam do czynienia z tak niemiłą osobą.
- Nawet mnie nie znasz!- Krzyknęłam w jego stronę,  a on upuścił probówkę, która potłukła się upadając na jasne kafelki.   Wstał i wyraźnie wkurzony stanął przede mną.
- Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje. - Po tych w słowach spiorunował mnie wzrokiem, a ja nie pozostałam mu dłużna. W końcu wzięłam kawę i poszłam do pokoju. Usiadłam przed laptopem i zaczęłam przeglądać pocztę.  Życie z tym czubkiem nie będzie wcale takie łatwe.  Ale albo ja wygram, albo on! Nie ustąpię mu i nie wyprowadzę się. Jest tylko jeden problem, jestem głodna, a on siedzi w kuchni. Nie mam wyjścia i muszę iść zjeść na mieście.  Dopiłam kawę,  poszłam się ogarnąć, a kiedy zakładałam buty i płaszcz on przyszedł i spojrzał na mnie pytająco.
- Co?- Spytałam się go najbardziej niegrzecznym tonem na jaki było mnie stać.
- Gdzie idziesz?
- Zjeść coś,  bo nawet do kuchni mnie nie wpuszczasz.
- Idę z tobą. - Chciałam zaprzeczyć, ale on złapał swój płaszcz i 
wyszedł  w takim tępię,  że nie zdążyłam nic powiedzieć. Pięknie! Teraz będę musiała go znosić przez najbliższą godzinę jak nie dłużej. Właśnie straciłam jedyną okazję by spędzić trochę czasu sama ze sobą. Wypuściłam głośno powietrze z płuc po czym zeszłam na dół za nim. Zastałam go siedzącego w taksówce i czekającego na mnie. Wsiadłam do niej i usiadłam obok niego.
- Gdzie zamierzałaś zjeść?- Spytał się mnie bardzo miłym tonem, a ja odwróciłam głowę siedząc cicho. On podał jakiś adres i samochód ruszył.
- Jesteś zła i obrażona? Musisz nauczyć się nie brać wszystkiego do siebie.- Przysiegam, że zaraz coś mu zrobię!  Co za popieprzony facet!  W ciągu godziny zmienił zdanie o 180 stopni.
- Ale detektyw z ciebie. Brawo za spostrzegawczość.- Skwitowałam szybko, a on westchnął z dezaprobatą.
- W ten sposób się nie dogadamy.- Nie no ja zwariuję zaraz! Jak tak dalej pójdzie za tydzień wyląduje w psychiatryku!
- To twoja wina.
- Uparta Idiotka!
- Uparty psychol!- Oboje zaczęliśmy się przedrzeźniać, aż w końcu wkurzona zatrzymałam taksówkę. On wysiadł za mną, jednak nie zwracałam na niego uwagi. Szedł za mną i coś tam gadał.
- John mnie zabije.- Usłyszałam tylko tyle i uśmiechnęłam się cwaniacko. Stanęłam na środku chodnika i założyłam ręce na piersiach. On popatrzył na mnie dziwnym i nieodgadnionym spojrzeniem.
- Spokojnie, niedługo się mnie pozbędziesz. Jeszcze trzy, góra  cztery tygodnie i znów będę w Nowym Jorku.- Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej. Miałam przejść przez ulice, kiedy nagle zobaczyłam pewną osobę. Nie mogłam się ruszyć,  strach sparaliżował całe moje ciało.  W pewnym momencie usłyszałam klakson oraz poczułam jak ktoś szarpie mnie do tyłu.  Dopiero wtedy otrząsnęłam się z szoku. Gdyby nie Sherlock samochód  przejechałby mnie i to na pasach. Trzymał mnie za ramię patrząc się na mnie trochę przestraszony.
- Co ty wyprawiasz?!
- Ja.. ja.. dziękuję.  Muszę iść.- Skwitowałam szybko po czym złapałam nadjeżdżającą taksówkę i pojechałam do domu. Po wejściu od razu rozebrałam się i poszłam do sypialni Johna. Usiadłam na parapecie i patrzyłam jak deszcz pada płacząc przy tym. Myślałam, że kiedy tu przyjadę wszystko się skończy i w końcu będę szczęśliwa.  Było już prawie idealnie, aż do dzisiaj. To jest chore, tyle czasu uciekam od problemu i nikt nie może mi w tym pomóc. Tkwię w tym wszystkim sama i sama muszę sobie z tym poradzić. Kiedy tak siedziałam, drzwi od pokoju otworzyły się jednak nawet nie spojrzałam w tamtym kierunku.


------------------------------------------------------
Hej Kochani!
Dodałam rozdział wcześniej niż planowałam ponieważ, jest on specjalnie dla mojej przyjaciółki w "nagrodę" za wspaniałe wyniki testów po technikum. Gratuluję ci Kochana:*
Rozdział do oceny pozostawiam wam ;D 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Prolog

Szłam po mokrym chodniku ciągnąc za sobą dużą, szarą walizkę. Taksówka wysadziła mnie ulicę dalej ponieważ nie znałam dokładnego adresu pani Hudson. Deszcz lał jak opętany rozpływając się po moich brązowych włosach. W Nowym Jorku byłam tylko rok i powiem szczerze, że tęskniłam za tą pogodą. Wole kiedy jest chłodno niż upalnie tak, że nie da się wytrzymać z gorąca. Zadzwoniłam do pani Hudson dwa tygodnie temu z prośbą o wynajęcie mi mieszkania. Powiedziała, że ma jedno wolne więc jak najszybciej się spakowałam i przyleciałam tu z powrotem. Jestem pisarką, pisze powieści kryminalne i detektywistyczne. Zanim zaczęłam pisać byłam policjantką, a właściwie detektywem. Wróciłam do "domu", którego w sumie nie posiadam ponieważ tu ciągle coś się dzieje.  Rodzice zginęli w wypadku kilka lat temu, Pani Hudson znam od bardzo dawna gdyż jest to stara znajoma moich również zmarłych dziadków. Także  nie mam żadnej rodziny i muszę radzić sobie sama. Rozglądałam się bacznie szukając budynku, który pamiętam jeszcze z dzieciństwa.
- Bingo! - Znalazłam go, stałam właśnie przed zielonymi drzwiami. Kołatka była przekrzywiona lecz nie użyłam jej. Po prostu weszłam do środka. Moim oczom ukazały się stare ściany z równie starą tapetą w kwiaty. W powietrzu rozchodził się zapach gotowanego obiadu. Mówiąc wprost czuło się tu rodzinną atmosferę.
- Jade kochanie! Ależ ja cię dawno nie widziałam! Jak ty wyrosłaś!- Nie wiem nawet kiedy znalazłam się w uścisku rudowłosej staruszki.
- Pani Hudson! Minął tylko rok! Pani też się świetnie trzyma. Ale jak z tym mieszkaniem? - Kobieta popatrzyła na mnie  z zaciekawieniem marszcząc brwi.
- Ale jakie mieszkanie?- Spytała się mnie, tym samym zbijając z tropu.
- No dla mnie, do wynajęcia. Dzwoniłam dwa tygodnie temu i powiedziała pani, że ma pani jedno wolne.- Odpowiedziałam z nadzieją w oczach. Może jednak on robi sobie żarty.
- Ahh, no  tak! Rzeczywiście!- Na jej słowa rozpromieniłam się od razu jednak nie na długo.- Ale nie mam już nic wolnego.- Po tych właśnie słowach miałam ochotę ją zabić. Westchnęłam głośno, wypuszczając powietrze z płuc by uspokoić się choć troszeczkę.
- Pani Hudson ale na pewno?! Chociaż na jedną noc. Inaczej wyląduje na ulicy!- Staruszka popatrzyła się na mnie, lecz zza moich pleców wydobył się męski głos.
- Przepraszam panią. Usłyszałem waszą rozmowę i jeśli pani chce to możemy zostać współlokatorami. Jedna sypialnia się nie dawno zwolniła.- Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą mężczyznę koło trzydziestki, równego ze mną wzrostem.  Wydawał się być niezwykle miły i uprzejmy. Próbował się uśmiechnąć, ale widać było, że coś go trapi. Podał mi rękę, którą uścisnęłam. Miał chłodną dłoń podobnie do mnie i w miarę mocny uścisk.- Jestem John Watson, miło mi.- Po kilku próbach w końcu uśmiechnął się do mnie lecz trochę sztucznie.
- Mi również, Jade Thrilwall. Bardzo panu dziękuje za przyjęcie mnie w pańskich czterech ścianach.- Posłałam mu miły uśmiech,  a on niespodziewanie wziął moją walizkę i skierował się z nią na górę. Ruszyłam za nim uważając na stopnie.
- Mów mi John.- Skwitował szybko i nim się obejrzałam moim oczom ukazał się nie wielki salon. Wszędzie było pełno książek i panował bałagan. Na ścianie wytapetowanej na czarno z jakimiś tam wzorami była narysowana żółta buźka.  Najbardziej  mnie to, że w jej wnętrzu było widać dziury od strzałów z pistoletu. John pokazał mi kuchnie, w której na stole stały przyrządy chemiczne, potem niewielką łazienkę i na końcu moją sypialnie. Nie była jakaś wielce wspaniała ale to mi wystarczyło. Otworzyłam walizkę i wyjęłam z niej na łóżko złożone w kostkę ubrania. Jednak nie ruszałam nic więcej i poszłam do salonu siadając na przeciwko mojego współlokatora w wygodnym, skórzanym fotelu. Bał on jak najbardziej nowoczesny i przesiąknięty zapachem tytoniu. John podał mi filiżankę herbaty, którą wzięłam z uśmiechem.
- To powiesz mi coś o sobie? - Spojrzał na mnie nie pewnie, tak jak by się bał mojej reakcji. Znam go jakieś 15 minut ale wydaje się jak by to było 10 lat.
- No cóż... Jestem powieściopisarką i pisze kryminały. Wcześniej byłam detektywem ale skończyłam z tym kiedy zabito moją siostrę. Do Londynu wróciłam dlatego, że tęskniłam za tym miejscem. No i aby uciec przed idiotycznym byłym.- Mówiąc to ostatnie przerzuciłam oczyma popijając pyszną herbatę z mlekiem, której już tak dawno nie piłam. John tylko pokiwał głową spoglądając na mnie zza filiżanki.- A ty?- Kiedy zapanowała między nami cisza postanowiłam, że się odezwę.
- Ogólnie jestem lekarzem. Kiedyś byłem w Afganistanie podczas wojny jako lekarz polowy. Kiedy żył mój najlepszy przyjaciel Sherlock Holmes razem z nim bawiłem się w detektywa.- Rozejrzałam się po pokoju i dostrzegłam nad kominkiem jedno zdjęcie. Na pewno był na nim John i wysoki mężczyzna z burzą czarnych loków na głowie. Pewnie to jest Sherlock.
- To on prawda? - Wskazałam głową na fotografie, na co Watson pokiwał głową.
- Tak, był wspaniałym człowiekiem jak na socjopatę.- Przez to jedno zdanie oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Czyli te dziury postrzałowe w ścianie to jego dzieło?- Wskazałam  wzrokiem na ścianę z żółtym symbolem.
- Tak, lubił strzelać gdy się nudził. Czasem w środku nocy.. Mam do ciebie prośbę. W jego sypialni, a teraz już twojej, w szafie wiszą jego ubrania. Chciałbym abyś ich nie wyrzucała. Spakuj w pudła, a ja je wyniosę na strych. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.- Mówił do mnie bardzo spokojnie, miłym i ciepłym głosem. Pokiwałam głową na znak zgody.
- Jasne. Nie ma sprawy.- Wzruszyłam ramionami i wypiłam swoją herbatę do końca.- Mam dziwne wrażenie, że szybko się zaprzyjaźnimy.- Wstałam z fotela, odstawiłam białą filiżankę na blat w kuchni i ruszyłam do swojej sypialni. Otworzyłam drewnianą szafę i moim oczom ukazały się cztery ładne lecz nie za drugie garnitury. Osiem koszul, trzy białe, cztery czarne oraz jedna fioletowa. Jakieś koszulki i spodnie od piżamy. Na dole stały buty. Rozejrzałam się po pokoju i w koncie dostrzegłam kartonowe pudełka, które świetnie nadają się do spakowania tych ubrań. Wzięłam jedno, otworzyłam i zaczęłam pakować ciuchy jedno po drugim składając je w kostkę. Po jakiejś godzinie pakowania skończyłam. W tym samym czasie do pokoju wszedł John.
- Jade ja wychodzę. Rozejrzyj się tutaj i rozgość. Pudłami potem się zajmę.- Przytaknęłam lecz kiedy już miał zamknąć za sobą drzwi wrócił się.- Ale jeśli chcesz możesz iść ze mną. Idę na komisariat do starego znajomego. Mówiłaś, że byłaś detektywem, możesz się przydać.- Patrzyliśmy na siebie, a ja biłam się z myślami co tu zrobić. Nie chcę wracać do tamtego życia, ale w sumie co mi szkodzi? Może nie będzie tak źle. W końcu to tylko odwiedziny.- Wzięłam z łóżka czarny płaszcz i wychodząc z mieszkania założyłam go na siebie. Zauważyłam, że John nie zamyka drzwi na klucz. Jest to raczej trochę dziwne, ale on doskonale wie co robi więc muszę się przyzwyczaić do niektórych rzeczy. Po opuszczeniu budynku moje włosy rozwiał zimny wiatr, a ja lekko się skrzywiłam.
- TAXI!- Mój współlokator krzyknął w stronę jadącej taksówki, która zatrzymała się prawie automatycznie. Puścił mnie pierwszą, abym wsiadła więc nie czekając na nic weszłam do środka czarnego pojazdu, a John zaraz za mną.
- Nie  musisz zachowywać się jak dżentelmen. Traktuj mnie raczej jako starą znajomą. Ja będę się z tym lepiej czuła i będzie nam się łatwiej porozumieć.- Ciemnowłosy pokiwał tylko głową z lekkim uśmiechem na ustach.
- Jasne, może masz i rację.- Odpowiedział  po chwili ciszy, a ja puściłam mu oczko na co oboje się zaśmialiśmy. Dalej jechaliśmy trochę w ciszy lecz nie trwało to zbyt długo. Po kilku minutach zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać oraz śmiać się. Już polubiłam tego człowieka, jest naprawdę miły i wydaje się być takim wzorem przyjaciela na medal.


----------------------------------------------------------

Hej, hej!
Jak podoba się prolog?  Za kilka dni dodam rozdział pierwszy :D