sobota, 5 września 2015

Rozdział 2



Mamy bliską osobę
jest z nami
dla nas
przy nas
Zaczynamy ją poznawać
szanować,tolerować
czasami nawet kochać...
Kiedy jej nam brakuje
tęsknimy a kiedy jest
cieszymy się z każdej
chwili spędzonej razem...
Ale nagle wszystko się wali
szczęście zastępuje niewypowiedziany
ból
a później następuje pustka
która przeradza sie
w ogromne rozczarowanie..


Przed moim nosem pojawiła się filiżanka gorącej herbaty. Spojrzałam na Sherlocka stojącego nade mną.  Dopiero teraz zauważyłam, że ubrany jest w czarną koszulę i wygląda w niej nieziemsko. Wzięłam od niego ciepły napój, a on usiadł na łóżku, które stało obok mnie.
- Dziękuję.
- Kogo tam zobaczyłaś?- Po chwili ciszy usłyszałam pytanie, spojrzałam się na Holmesa i westchnęłam. Skoro jest najlepszym przyjacielem Johna, to chyba mogę mu ufać .
- Tam stał Harry. Mój były narzeczony. Uciekłam od niego ponieważ mnie maltretował. Sądziłam, że tu będę bezpieczna ale pomyliłam się.
- To dlatego rzuciłaś pracę w policji? - Sherlock naciskał dalej, a ja dalej odpowiadałam na jego pytania. Był jedyną osobą, której zamierzałam powiedzieć to wszystko.
- Tak, po tym jak jego kumple zabili moją siostrę.
- Zakładam, że John nic nie wie?- Zacisnęłam usta w wąska linię i pokiwałam głową. Miałam poczucie winy przez to, że nie powiedziałam najlepszemu przyjacielowi takich rzeczy,  ale nie mogłam tego zrobić.  Dopiero dziś ta blokada we mnie pękła.
- Wiedziałem! To są jakieś nudy! Dałem znać policji, już go mają. Poszukiwali go za kradzież i gwałt.- Loczek jakby nigdy nic, uradowany wstał i wyszedł. Ten facet zadziwia mnie coraz bardziej. Skąd mógł wiedzieć jak nazywa się mój były?? Dla niego to nudy? Dla mnie nie. Ja się boję, że on znowu mnie dorwie. Sherlock nawet nic nie zrobi, a tamten zadźga mnie nożem na środku ulicy.  Jednak to nie jest teraz ważne,  może i go złapali, ale on nie odpuści. Mam spokój na tydzień?  Może dwa, a potem co? Przyjdzie i zabije nas wszystkich?  Kiedy nadal tak siedziałam pijąc herbatę, z rozmyśleń wyrwał mnie John. Usłyszałam jak rozmowy dochodzą z salonu więc uśmiechnęłam się dla pozorów,  a potem wyszłam.
- Hej, John.-Rzuciłam szybko popijając herbatę.
- Cześć, wszystko w porządku?- Spojrzał na mnie pytająco, a ja pokiwałam tylko głową uśmiechając się sztucznie. On jednak to połknął, a ja odetchnęłam z ulgą. - Sherlock  nie działał ci zbytnio na nerwy?- Po tym pytaniu oboje zaśmialiśmy się,  a Holmes udał obrażonego siadając w fotelu.
- Nie, dziś to ja mu się dałam we znaki.- Spojrzałam kątem oka na lustrującego mnie wzrokiem Sherlocka. John jedynie pokiwał głową uśmiechając się. 
- Właśnie Sherlock zamierzasz znów przyjmować ludzi?- Watson spojrzał na niego, a ten tylko uśmiechnął się w ten idiotyczny sposób i wrócił do oglądania telewizji.- Bo ktoś już czeka.- Po tych słowach Loczek zerwał się i zaczął przesuwać fotele. Ja nie mając ochoty patrzeć na niego usiadłam przed laptopem i zaczęłam pisać ostatni rozdział mojej książki.  Po paru minutach weszła młoda dziewczyna i zaczęła opowiadać o swoim problemie. Potem następne parę osób. Nie słuchałam co gadają jedynie dwa razy podskoczyłam jak oparzona kiedy Sherlock krzyknął "Nudy!!!!". Kiedy do pokoju weszła już ostatnia klientka zaczęła opowiadać o tym, że jej brat popełnił samobójstwo. Mówiła, że był narkomanem i wisiał jakiemuś dilerowi pieniądze. Potem, że ten diler ma ksywę "Hazza". Zamurowało mnie jednak zachowałam powagę i spokój.
- To nie było samobójstwo tylko morderstwo. Sprawcą jest Harry Parker.- Powiedziałam znad komputera i nagle wszyscy spojrzeli na mnie pytająco.
- Ten cały "Hazza", to Harry. Mój były narzeczony Sherlocku. Teraz przynajmniej nie wyjdzie z więzienia.- Wzruszyłam ramionami i wróciłam do pisania. Po wyjściu tej kobiety John usiadł na przeciwko mnie przy stole oczekując wyjaśnień. Opowiedziałam mu wszystko bardzo dokładnie, łącznie z wydarzeniami z dzisiejszego dnia.
- Czemu nic nie mówiłaś?- Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, a ja tylko spuściłam wzrok.
- Nie chciałam cię martwić.
- No za to teraz, w ogóle się nie martwię.- Odpowiedział sarkastycznie, a ja przerzuciłam oczyma.
- Nie ma się co martwić.  Facet sobie dłuuuugo posiedzi.- Zmieniłam ton głosu na bardziej wesoły by nieco zmienić tą dziwną atmosferę.
- Może masz i rację. Przepraszam, że pytam, ale nie ma może obiadu prawda?- John spojrzał na mnie pytająco z ogromną nadzieją w oczach. Roześmiałam się widząc go takiego, a on po chwili zrobił to samo.
- Nie, ten głupek nie pozwolił mi wejść do kuchni.- Oboje spojrzeliśmy na grającego na skrzypcach Sherlocka, który wzruszył ramionami gdy poczuł na sobie nasze spojrzenia.
- Byłem bardzo zajęty, a ona mi przeszkadzała.- Loczek odpowiedział bardzo szybko z wielką obojętnością, wymachując przy tym smyczkiem. John otworzył buzie by coś powiedzieć jednak po chwili zawahania poddał się.
- To co? Idziemy na miasto coś zjeść?- Spytałam się przyjaciela, a on pokiwał głową. Wstaliśmy od stołu i zaczęliśmy się ubierać.  Kiedy staliśmy gotowi do wyjścia spojrzeliśmy na Sherlocka. On nadal siedział w tym swoim fotelu bawiąc się skrzypcami.
- Nie idziesz?- John spytał się go, ale ten udał, że nie słyszy. Dopiero po chwili ciszy odezwał się od niechcenia.
- Nie jestem głodny, idźcie sami.- Wzruszyliśmy ramionami, John wyszedł, a ja jeszcze popatrzyłam na Holmesa. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami, aż w końcu wyszłam.
- Nie to nie, łaski bez.- Powiedziałam do siebie samej pod nosem tak by John niczego nie słyszał.  Złapał on taksówkę, którą pojechaliśmy do jednego z barów z jedzeniem. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i zamówiliśmy dwie porcje lasagni i w ciszy czekaliśmy, aż kelnerka nam ją przyniesie. Odezwałam się jednak po chwili bo nie mogłam znieść po raz kolejny tej atmosfery.- Jak długo znasz Sherlocka?- Spojrzał na mnie wyraźnie zdziwiony moim pytaniem.
- Ponad rok. Właśnie skoro jesteśmy już przy tym temacie. Wiem, że on jest dziwny i bardzo często bywa niemiły, ale to naprawdę wspaniały człowiek. Daj mu trochę czasu, teraz jest obrażony na to, że ty i ja jesteśmy przyjaciółmi. Denerwuje go fakt, że nie ma mnie na wyłączność.- Słuchałam go przytakując głową, do czasu pojawia się naszego posiłku.
- On jest gejem?- Zapytałam się nie myśląc o tym co właściwie wypaliłam. John spojrzał się na mnie dziwnie, przełknął kawałek lasagni i widać było, że zbiera myśli.
- Nie, znaczy, chyba nie. Nie wiem do końca.  Też się go o to pytałem ale stwierdził, że to nie istotne.  Osobiście sądzę, że nie jest, ale on nie wie co to miłość. Nigdy się nie zakochał. - John bardzo ostrożnie dobierał słowa, tak by nie wyszło z tej rozmowy coś głupiego. No to się okazuje, że Holmes jest jeszcze większym czubkiem niż mi się wydawało. Mieć prawie 30 lat i nigdy się nie zakochać?  Widać, że ten facet nie ma uczuć no, ale bez przesady.
- Rozumiem. Mam tylko nadzieję, że przez niego nie zakują mnie w kaftan.- Uśmiechnęłam się szeroko, a mój przyjaciel zaśmiał się powodując to, że i ja zaczęłam się śmiać.
- Spokojnie, aż tak nie zagraża środowisku.



*Narrator*

Sherlock siedział w swoim fotelu przeszukując swój pałac umysłu. Nie mógł się jednak skupić bo przed oczyma miał Jade. Ta kobieta wyraźnie zaintrygowała go.
Była dla niego zagadką nie do odgadnięcia.  Nigdy nie spotkał kogoś kto tak przykułby jego uwagę.  Pomimo tego jak kruchą i delikatną osobą jest ta dziewczyna ma naprawdę trudny charakter.  Raz potrafi się z tobą kłócić i postanowić na swoim, a za chwilę płacze. Fakt, nie miała łatwo w życiu i teraz znów wszytko do niej wraca. Miał wrażenie, że kiedy ona patrzy mu w oczy to tak jakby otwierała wszystkie jego wewnętrzne drzwi do tej pory pozamykane na klucz.  Wydawało mu się, jakby jednym spojrzeniem odgadła, co tak naprawdę siedzi mu w głowie i w sercu, którego rzekomo nie ma. To wszystko było dla niego dziwne i nowe, całkiem niespotykane jak do tej pory. Nie każda dziewczyna ma coś takiego w sobie. Ona to miała, była dla niego największą zagadką przez co nie miał szansy na choćby najmniejszą dawkę nudy.



*Jade*

Rano obudziłam się ogromnym bólem głowy. Gardło piekło mnie jak oszalałe, a nos był całkowicie zatkany.  Podniosłam się ostrożnie z łóżka od razu zakładając szlafrok. Wyszłam do salonu, w którym siedział John. Pisał coś na laptopie, spojrzał na mnie i rzucił krótkie "dzień dobry". Po góra dwóch sekundach spojrzał na mnie ponownie dokładnie lustrując wzrokiem. Zmarszczył brwi ze zdziwienia, zamknął komputer po czym podszedł do mnie.
- Jesteś chora?- Przytaknęłam głową równocześnie kaszląc. Wtedy przyłożył dłoń do mojego czoła i skrzywił się lekko.- I masz gorączkę. Połóż się,  a ja zaraz przyniosę ci jakieś leki. - Nic nie mówiąc położyłam się na kanapie, szczelnie przykrywając kocem. John pogrzebał po szafkach i szufladach w kuchni, po czym przyszedł ze szklanką wody. Dał mi proszki przeciwbólowe oraz gorączkowe, które połknęłam bez żadnych zastrzeżeń.
- Dziękuję. - Powiedziałam cicho w jego stronę, a on uśmiechnął się blado.
- Niestety muszę iść zaraz na dyżur. Zadzwonię do Sherlocka żeby wrócił i miał ma ciebie oko.- Chciałam już zaprzeczyć ale on był szybszy. Wyjął komórkę z kieszeni i wybrał numer Holmesa. Wolę już być sama przez cały dzień niż użerać się z tym głupkiem.  Przecież on mi nie pomoże tylko dobije. Po kilku sygnałach John poddał się, robiąc z ust prostą linię.- Jak zwykle nie odbiera. Powiem w takim razie pani Hudson, żeby do ciebie zaglądała i przyniosła ci herbaty.- Doktor zaczął zakładać kurtkę, a ja bacznie obserwowałam jego ruchy.
- John, nie trzeba. Dam sobie rad...- Kiedy kończyłam zdanie zaczęłam kaszleć. John spojrzał na mnie wymownie, a ja nakryłam się jeszcze bardziej kocem.
- Właśnie widzę.  Wrócę najszybciej jak tylko będę mógł.  Trzymaj się.- Posłałam mu blady uśmiech i rzuciłam bardzo ciche "do zobaczenia". Potem on zniknął za drzwiami przymykając je. Odwróciłam się twarzą do ściany, nakryłam kocem po same uszy po czym zasnęłam. 

Spałam może z godzinę kiedy nagle drzwi zostały otworzone z hukiem, a do salonu wparował uporczywie się z kimś kłócący Sherlock. Miałam ochote rzucić się na niego z pięściami.  Moja głowa dopiero co przestała mnie boleć. 
- Nie rozumiesz do cholery, że to sprawa wagi państwowej?!!! 
- Tą są jakieś bzdety. Nudy i tyle! Znajdź sobie innego detektywa Mycrofcie!!- Ta krótka lecz głośna wymiana zdań wystarczyła mi by zainterweniować. Wstałam okręcona kocem po czym podeszłam do nich.
- Przepraszam, moglibyście tak nie krzyczeć?- Sherlock i jego znajomy spojrzeli się na mnie dziwnym i za razem pytającym wzrokiem.
- Tak przepraszam, a pani to kto?- Chciałam odpowiedzieć na zadane mi pytanie jednak Loczek był szybszy.
- Moja przyjaciółka i współlokatorka braciszku. Czy mógłbyś zachować się choć raz jak dżentelmen, uszanować jej obecność i przestać krzyczeć? - Sherlock posłał bratu zwycięski uśmiech, a ja stałam tam jak wryta. Czy on powiedział "przyjaciółka"?! Nie powiem, że przeszkadza mi to, lecz trochę to dziwne i podejrzane. Pomimo, że musi być tu jakiś haczyk, zrobiło mi się tak jakoś cieplej na sercu. Zaraz, to jest jego brat?!! No cóż świat jest pełen niespodzianek i na pewno nie raz zaskoczę się czymś jeszcze, przebywając z Sherlockiem.
-  Ty nie masz przyjaciół.-Mycroft spojrzał na swojego brata z pogardą,  a ja nie wiedziałam co powiedzieć.  No cóż, są do siebie podobni z charakteru.  Oboje tak samo uparci i chamscy.
- Najwidoczniej ma. Czy byłby pan tak miły i już sobie poszedł?  Źle się czuję i chcę odpocząć, a przy waszych krzykach nie mam na to najmniejszych szans.- Skwitowałam szybko i wręcz po chamsku, jednak podziało. Starszy Holmes pokiwał głową po czym powiedział mi "do widzenia" i wyszedł.  Ja nie czekając na nic położyłam się z powrotem na kanapie. 
- Jesteś chora?- Sherlock stanął nade mną, lustrując mnie dokładnie wzrokiem. Wydawał się być wyraźnie zdziwiony.
- Brawo mistrzu dedukcji.- Skwitowałam krótko przerzucając oczyma po czym znów kaszlnęłam zasłaniając buzię dłonią.
- Zaraz wrócę.- Detektyw rzucił szybko i wręcz wybiegł z mieszkania. Czekałam na niego gapiąc się w sufit. Zegarek nad kominkiem tykał odliczając sekundy, a wiatr targał zasłonkę w kuchni przez otwarte okno. Nie minęło 10 minut,  a mój współlokator wrócił. Rzucił mi na nogi niewielką reklamówkę z lekami, a sam pognał do kuchni po wodę. Postawił ją przede mną i czekał, aż zażyję tonę tych świństw.
- Dziękuję. - Powiedziałam do niego gdy oddawałam mu pustą szklankę.  On jednak nie poszedł tylko usiadł na krześle na przeciwko mnie. Patrzył mi się w oczy wyraźnie w nich czegoś szukając. Speszona odwróciłam wzrok gdzieś w bok.
- Czemu to zrobiłaś?
- Ale niby co?- Odpowiedziałam nieco zmieszana,  a on głośno westchnął jakby wkurzył się moim zachowaniem.
- Powiedziałaś Mycroftowi, że się przyjaźnimy.- Nadal wpatrywał się na mnie tymi swoimi zielononiebieskimi, bystrymi tęczówkami. Przygryzłam dolną wargę i po chwili zastanowienia jak z tego wybrnąć, odpowiedziałam.
- Bo ty to zrobiłeś, w jakimś nieznanym mi celu. Potwierdziłam żeby nie było, że kłamiesz.- Wzruszyłam ramionami czekając z niecierpliwością na to co powie mi dalej.
-  Chciałem mu dopiec i sam bym sobie poradził, jednak dziękuję za pomoc przy wywaleniu go z domu.- Po tych słowach coś ukuło mnie w sercu. Zrobiłam z ust wąska linie po czym wstałam.
- Nie ma za co.- Rzuciłam szybko uśmiechając się lekko i sztucznie, po czym poszłam do łazienki.  Stanęła przed lustrem patrząc sobie samej w oczy. Co się ze mną dzieję?  Kiedyś nie przejęłabym się tym, że ktoś wykorzystał moją osobę by wygrać głupią sprzeczkę. Przemyłam sobie twarz letnią woda i zacisnęłam powieki. Weź się w garść dziewczyno. To tylko zwykły, nic nie znaczący dupek.



-----------------------------------------------------
Hej!
I jak wam się podoba? Liczę na to, że ocenicie moją pracę w postaci komentarzy;) Następny rozdział powinien pojawić się gdzieś za tydzień.