wtorek, 15 grudnia 2015

Rozdział 3

Sherlock siedział w tym swoim fotelu oglądając jakiś głupi serial, który ciągle komentował. Ja natomiast nadal leżałam. Na szczęście było mi już dużo lepiej, ponieważ gorączka ustała. 
- Sherlock?- Spytałam niepewnie jakbym bała się jego reakcji. Spojrzał na mnie obojętnym wzrokiem po czym wrócił do serialu.  Skinął jednak głową bym mówiła dalej.- O jakiej sprawie mówił twój  brat? - Spojrzał na mnie od niechcenia wzdychając z dezaprobaty.
- Nie istotne,  zwykłe nudy. Jakieś zwykłe zabójstwo. - Wzruszył ramionami wracając do serialu.- No nie!!  Mówiłem, że ona cię zdradza!!!!- Wydarł się na cały dom uderzając pięścią w fotel. Spojrzałam na niego jak na czubka po czym wstałam by zrobić sobie herbaty. Nagle obok mnie zjawił się Sherlock i wyrwał mi kubek z ręki.
- Co ty robisz?!- Krzyknęłam na niego, a on sfrustrowany nie pozostał mi dłużny.
- Herbatę! Możesz przestać wkurzać mnie na każdym kroku?! Jesteś denerwująca i wszystko chcesz wiedzieć! Czepiasz się i nie dajesz mi spokoju! Co za cholerna kobieta z ciebie!  Nie rozumiem jakim cudem John lubi cię aż tak bardzo!- Nie wytrzymałam i spoliczkowałam go. Spojrzał na mnie przytakując głową jakby wiedział, że zasłużył a ja poszłam do sypialni zatrzaskując za sobą drzwi. Po drodze usłyszałam jak mówi sam do siebie:
- Dobrze, że nie miała pierścionka.- Wielka szkoda, że go nie miałam! Cholerny, zadufany w sobie dupek! Położyłam się na łóżku i zaczęłam przeklinać na niego po nosem, jednak trwało to może niecałe 5 minut. Kiedy drzwi otworzyły się, a w nich stanął ten głupek przekręciłam się na bok, tyłem do niego.
- Należało mi się to fakt. John dzwonił powiedzieć,  że zostaje do późna. Kazał mi się tobą zająć więc z łaski swojej nie utrudniaj mi tego.- Nie reagowałam więc podszedł do mnie bliżej.- Przepraszam, zadowolona?- Po tych słowach odwróciłam się do niego piorunując wzrokiem.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.- Odpowiedziałam triumfalnie po czym wstałam i wyszłam do salonu. Kiedy go mijałam przerzucił oczyma z dezaprobaty. Usiadłam przy stole zawijając się wcześniej w koc. On natomiast poszedł do kuchni coś kombinując. Po 10 minutach wyszedł z miską pełną domowego bulionu warzywnego.  Jestem pewna że pani Hudson go przed chwilą przyniosła bo przecież nikt z nas go nie gotował. Podał mi go, a sam usiadł naprzeciwko mnie.- A ty nie jesz?- Spytałam się go na co pokiwał przecząco głową.
- Nie jestem głodny. - Odpowiedział po pewnym czasie i tym razem to ja pokiwałam głową.  Pewne było to, że nasza rozmowa się nie kleiła. Przerwałam krępującą ciszę kiedy on przez kilka minut rejestrował mnie wzrokiem.
- Wiem, że wyglądam jak chodzące nieszczęście, ale nie musisz tak bardzo mi tego pokazywać.- Tymi słowami wyrwałam go jakby z transu. Spojrzał mi w oczy szukając w nich czegoś zaciekle.
- Nie to nie to. Denerwuje mnie to, że nie mogę cię rozszyfrować. Jesteś pierwszą taką osobą jak do tej pory.- Nie przerywając ze mną kontaktu wzrokowego odpowiedział, a ja prychnęłam.
- Mam się bać, że zaczniesz przeprowadzać na mnie jakieś chore eksperymenty? Czy może powinnam czuć się wyjątkowa?- Zaśmiałam się, a on tylko lekko się uśmiechnął.
- Powinnaś się bać, ale również jak najbardziej powinnaś czuć się pod tym względem wyjątkowa. Tylko pamiętaj, nie schlebiaj sobie zbytnio.- W pewnym momencie podczas patrzenia sobie w oczy  poczułam się po prostu głupio więc wróciłam do jedzenia.
- Czyli spokojnie mogę kogoś zabić, a ty się nie kapniesz, że to zrobiłam?- Spytałam się go po tym jak z trudem przełknęłam łyżkę zupy.
- Tego nie powiedziałem, choć  jest to prawdopodobne. Jednak  nie radził bym tego robić.
- No chyba, że to ty będziesz moją pierwsza ofiarą, gdy będę działa pod wpływem nerwów. Wtedy nikt do tego nie dojdzie. Dobrze ukryje twoje ciało. - Odpowiedziałam uśmiechając się do niego słodko.  On odchrząknął i odwrócił głowę w drugą stronę.
- Niezła jesteś.- Skwitował po chwili patrząc na mnie przymrużonymi oczyma. Ja uśmiechnęłam się triumfalnie co najwidoczniej go rozbawiło bo zaczął się śmiać. Tą naszą sielankę przerwał Greg wchodząc niespodziewanie do pokoju.
 Spojrzał się na nas pytająco na co od razu oboje spoważnieliśmy.
- Cześć Greg.- Rzuciłam szybko znad miseczki, a on uśmiechnął się do mnie po przyjacielsku.
- Cześć,  chora jesteś Jade?- Usiadł na kanapie czekając aż odpowiem. 
- Niestety, ale jakoś się trzymam. Sherlock faszeruje mnie rosołem, wziętym nie wiadomo skąd.- Puściłam mu oczko podśmiewując się z Holmesa, który udał obrażonego krzyżując ręce na torsie.
- Pani Hudson go przyniosła.- Loczek spiorunował mnie wzrokiem, na co podniosłam ręce w obronnym geście. Kiedy to zrobiłam przeniósł wzrok na Lestrada.- Co cię tu sprowadza? Nowa sprawa? 
- Nie do końca. Nie przyszedłem w sumie do ciebie, tylko do Jade.- Na te słowa zdziwiłam się lekko, a Sherlock otworzył szeroko oczy i myślałam, że zaraz spadnie z krzesła. Ja również byłam ciekawa o co może chodzić, skoro teraz Holmes może mu pomagać w sprawach tak jak dawniej. Do tej pory przez te dwa miesiące to ja zastępowałam w pewnym stopniu Sherlocka. Pomagałam Gregowi ze sprawami oraz Molly w laboratorium, teraz skoro ten głupek zmartwychwstał on może wrócić na swoje stanowisko 
- Do mnie?- Spytałam zdziwiona idąc do kuchni by odstawić tam pustą miskę po pysznej zupie.
- Tak, ale skoro jesteś chora nie będę cię ciągał po komisarjatach.- Greg wzruszył ramionami gestykulując przy tym lewą rekę, w której trzymał kluczki od samochodu.
- Nie no, pojadę. Dobrze się w sumie czuję, tylko powiedz w czym mam ci pomóc.- Usiadłam w fotelufotelu czekając na dalszy rozwój rozmowy. 
- Chodzi o portret pamięciowy.  Nie mamy dziś nikgo kto to robi, a potrzebujemy tego pilnie.- Tak, rysuje portrety pamięciowe.  Robiłam to bardzo dawno temu a teraz, kiedy jest taka potrzeba znów to robie. Sherlock odwrócił się w moją stronę marszcząc brwi ze zdziwinia. Świdrował mnie również tym swoim bystrym wzrokiem geniusza.
- Rysujesz mu portrety pamięciowe? Jakim cudem pominąłem ten fakt??!- Holmes wstał i zawile nad czymś myśląc zaczął chodzić po pokoju w tą i z powrotem nie dając mi szansy odpowiedzieć.
- Dobra, daj mi chwilę Greg tylko się ogarnę.- Wstałam, rzuciłam koc na fotel Sherlocka po czym poszłam do jego sypialni po moje ubrania, które nadal tam były,  a następnie wpadłam do łazienki. Mimo mojego przeziębienia nie czułam się na tyle źle bym nie mogła tam jechać i maznąc tego portretu. Po 15 minutach wyszłam do salonu, założyłam buty oraz płaszczyk po czym zeszłam razem z detektywami na dół. Mieliśmy już wsiąść do samochodu Lestrada kiedy Sherlock stwierdził, że pojedzie taksówką bo źle się będzie czuł, jadąc z tyłu. Przerzuciłam oczami po czym stanąłam z nim twarzą e twarz.
- Nie marudź do cholery i wsiadaj! A jeśli to ci nie odpowiada to nie musisz jechać wogóle!- Spiorunował mnie wzrokiem po czym obrażony wsiadł do auta. Ja zrobiłam to samo zaraz za nim i ruszyliśmy na komisarjat. Żadne z nas nie odezwało się po drodzę. Na miejscu od razu usiadłam i wzięłam się do pracy. Młoda kobieta była świadkiem kradzieży i to ona miała opisać tego mężczyznę.  Na szczęście pamiętała szczegóły i poszło szybko. 


-----------------------------------------------------------

Siemka!
Wieeem... dawno mnie tu nie było, ale jestem. Nie wiem czy pojawią się następne rozdziały, ale ten postanowiłam wrzucić. Bardzo was przepraszam za moją nieobecność, ale uwierzcie mi, że nie mam na nic czasu  :/