piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział 5

Otworzyłam gwałtownie oczy co było dużym błędem ponieważ jasne światło mnie oślepiło.  Usiadłam na łóżku i potarłam prawe oko wnętrzem dłoni.  Przeciągnęłam się i rozejrzałam po sypialni. Dziś wyjątkowo dobrze spałam.  Czuje się też dużo lepiej. Zaraz... Co ja robię w sypialni Sherlocka? Zmarszczyłam brwi próbując przypomnieć sobie wczorajszy wieczór. Po chwili rozmyśleń wszystko sobie przypomniałam. Uśmiechnęłam się na myśl o tym, że spałam przytulona do niego. Co się do diabła ze mną dzieje? Przecież nawet go nie lubię,  a mimo to ciągnie mnie do niego. Potrząsnęłam głową by odpędzić wszystkie myśli, a następnie opuściłam pokój.  W salonie zastałam oboje współlokatorów. Siedzieli na przeciw siebie w fotelach.
- Cześć wam.- Rzuciłam miło,  a oni odpowiedzieli tym samym. John podał mi filiżankę herbaty,  którą przyniosła pani Hudson jak co dzień rano. Usiadłam na kanapie i ostrożnie zaczęłam popijać gorącą ciecz.
- Jak się dziś czujesz?- John uśmiechnął się do mnie czule,  a ja odstawiłam filiżankę na stojący niedaleko stół.
- Jest już w porządku, to było zwykłe przeziębienie. - Uśmiechnęłam się do niego lekko,  a on pokiwał głową.
- Jade będziesz mi potrzebna w laboratorium,  mogłabyś się ruszyć bo za chwilę wychodzimy?- Sherlock spojrzał na mnie tym swoim dziwnym przeszywającym spojrzeniem, a ja zmarszczyłam brwi.
- Taa.. tak jasne, daj mi chwilę.- Nie pytając o nic więcej, podniosłam się i poszłam zrobić z sobą porządek. Potem pojechaliśmy taksówką do kostnicy gdzie od rana siedziała Molly. Kiedy nas zobaczyła rozpromieniła się od ucha do ucha.. Poprawka! Gdy zobaczyła Sherlocka..
- Cześć Molly.- Rzuciłam szybko uśmiechając się przy tym miło. Ona odpowiedział mi tym samym podczas gdy wieszałam swój płaszcz na wieszaku.- Więc co mam robić? - Stanęłam obok Sherlocka, który czytał akta pewnej sprawy.
- Ty zbadaj obecność cyjanku we krwi ofiary, John ci potowarzyszy, a ja i Molly idziemy do denata. Przyjdź kiedy skończysz,  przydasz się.- Pokiwałam głową po czym wzdychając dorwałam się do przygotowanych już probówek.  Tak jak mówił wyszedł  z przyjaciółką, John usiadł kawałek ode mnie na obrotowym krzesełku i przyglądał mi się uważnie.
- Lubisz tą robotę tak samo bardzo jak on. Nie wykręcaj się widać, że ci tego brakowało.- Spojrzałam na doktora kątem oka z zadziornym uśmieszkiem na twarzy. Miał rację.  Chciałam uciec od świata zbrodni i po to tu przyjechałam, ale nie umiem. Szare życie nie jest dla mnie. Czuję się dobrze w tym co teraz robię i nie ma co sobie wmawiać,  że jest inaczej.
- Aż tak to widać?- Przerwałam na chwilę pracę i odwróciłam się w stronę Johna przygryzając dolną wargę.  On tylko pokiwał głową uśmiechając się przy tym lekko.
- Nawet nie wiesz jak bardzo, ale to dobrze. Grunt, że jesteś szczęśliwa.- Przyjaciel posłał mi ciepły ojcowski uśmiech,  a ja go odwzajemniłam. Wtedy też zadzwonił jego telefon. Zmieszał się gdy spojrzał na wyświetlacz.  Rozmawiał normalnie,  ale jestem pewna,  że coś tu jest na rzeczy. John nigdy nie odchodzi na bok by porozmawiać,  a tym razem to zrobił.- Słuchaj ja muszę lecieć,  wzywają mnie do szpitala. Zobaczymy się wieczorem. - Rzucił szybko chowając telefon do kieszeni spodni.
- Kto cię wzywa?- Spojrzałam na niego uśmiechając się chytrze.
- Ordynator.  Pilna operacja się trafiła.
- A może ordynatorka?- Poruszyłam zabawnie brwiami co spowodowało,  że ten zmieszał się jeszcze bardziej co było potwierdzeniem mojej teorii,  że John kogoś poznał. Spojrzał się na mnie lekko zaniepokojony, a ja pokiwałam głową z dezaprobaty.- Spokojnie zatrzymam to dla siebie, ale pamiętaj chcę ją poznać! - Puściłam mu oczko po czym oboje się zaśmialiśmy. Podszedł do mnie, dał szybkiego buziaka w policzek mówiąc szybko:
- Dziękuję,  jesteś najlepsza. Co ja bym bez ciebie zrobił?!- Po raz kolejny posłałam mu uśmiech, lecz  tym razem bardziej triumfalny.
- Oj wiem, nie dałbyś sobie rady, a teraz leć już i nie każ jej czekać!- Ponagliłam go co podziałało bo wyskoczył z pomieszczenia jak torpeda, a ja wróciłam do mieszania roztworów. Kiedy skończyłam robić wszystkie powierzone mi czynności do pomieszczenia weszła Molly.
- Sherlock mówił,  żebyś przyszła..
- Okey, już idę.- Ściągnęłam silikonowe rękawiczki i sprawdzając wyświetlacz telefonu poszłam do Loczka. Po otwarciu drzwi stanęłam jak wryta. Na stole leżał trup, a Sherlock z całej siły napieprzał go jakimś batem po nogach. Podeszłam cicho stając obok.- Masz zły dzień?- Uśmiechnęłam się zadziornie, a on zaprzestał swojej czynności.
- Nie, przeprowadzam pewien eksperyment.- Pokiwałam głową na znak, że rozumiem,  ale prawda była zupełnie inna.
- Nie wykryłam cyjanku. Ofiara nie została nim otruta.
- No oczywiście,  że nie.- Wzruszył bezczelnie ramionami, a ja chciałam coś powiedzieć lecz nie mogłam się wysłowić.
- Co..? Al..- Zająknęłam się,  a on posłał mi ten swój chamski i perfidny uśmieszek.
- Facet dostał zawału i tyle.- Odłożył swój przyrząd na metalowy blat i zaczął iść w kierunku wyjścia. Nie zastanawiając się długo poszłam w jego ślady.
- Wiedziałeś o tym i kazałeś robić mi to wszystko na próżno?! - Krzyknęłam w jego stronę,  ale się nie odwrócił. Molly patrzyła na nas zdziwiona,  ale nie zwracałam na nią uwagi.- Pieprzony idiota!- Po tych słowach zdjęłam z siebie biały fartuch i podeszłam do jednego z blatów by wylać zawartość płynu,  który mieszałam. Złość wzięła nade mną górę. Ten dupek chciał mnie tylko czymś zająć! Podniosłam szklaną kolbę labolatoryjną i odwróciłam się napięcie. Wtedy też zakręciło mi się w głowie. Poczułam jak cała robię się z waty. Upuściłam przyrząd,  który roztrzaskał się na malutkie kawałeczki, wtedy oboje odwrócili się w moja stronę. Spojrzałam na ich zdziwione twarze, a potem poczułam jak upadam. Ostatnie co widziałam to Sherlocka, który łapie mnie i nie pozwala zetknąć się z podłogą, potem była już tylko zwykła ciemność.
Uchyliłam lekko powieki, a zamazany obraz stopniowo zaczął się poprawiać,  leżałam na noszach podpięta pod tlen. Przed sobą widziałam lekarza,  który pytał się Sherlocka czy jedzie ze mną.  Odmówił i odwrócił się w bok. Lekarz wsiadł do karetki siadając obok mnie. Zamknęli drzwi i ruszyliśmy do szpitala. Pieprzony sukinsyn mnie tu zostawił,  a to przez niego jadę do szpitala. Na izbie przyjęć posadzili mnie na jednym z łóżek ponieważ nie chciałam leżeć. Czułam się dobrze pomimo tego, co stało się przed chwilą. Kiedy rozglądałam się po pomieszczeniu nagle wpadł do niego zdyszany John. No ta.. w końcu jest tu lekarzem.
- Co się stało?! - Podszedł do mnie szybkim krokiem chcąc od razu świecić mi ta jego latareczką po oczach. Odsunęłam jego rękę,  a on spiorunował mnie wzrokiem.
- Nic mi nie jest, zrobiło mi się słabo i tyle.- Wzruszyłam ramionami spoglądając na swoje palce u rąk którymi aktualnie się bawiłam.
- Gdzie Sherlock?- Mój przyjaciel rozejrzał się po pokoju, a potem z powrotem skierował swój wzrok na mnie.
- Został w labolatorium.- Na moje słowa John potarł palcami czoło w geście dezaprobaty, a na koniec wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Dobrze, potem z nim pogadam, a teraz chodź,  muszę zrobić ci wszystkie badania.- Watson chciał pomóc mi wstać lecz wyrwałam mu się.
- John nie chcę żadnych badań! Pozwól mi iść do domu!
- Nie ma mowy Jade. Nie bądź jak dziecko,  będę spokojniejszy kiedy je zrobisz.- Założyłam ręce na piersiach i patrzyłam się na niego spode łba.
- Dobra, ale tylko morfologia.- Chciał coś powiedzieć jednak uprzedziłam go wystawiając palec wskazujący w celu postawienia na swoim.
- Dobrze, niech ci będzie.  Pielęgniarka zaraz przyjdzie i pobierze ci krew. Jade gdybyś poczuła się źle obiecaj, że mi natychmiast powiesz.- Spojrzał mi w oczy tymi swoimi bystrymi źrenicami powiększonymi kilkukrotnie. Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam przygryzając policzek od środka. Westchnął z dezaprobaty spuszczając wzrok na swoje buty. - W takim razie zajrzę do ciebie potem.- Powiedział smutno po czym wyszedł z tego chorego pokoju ze wszystkimi białymi ścianami. Nie minęła minuta, a jego miejsce zajęła pielęgniarka.  Odwróciłam głowę by nie patrzeć na to co robiła. Kiedy wbiła mi igłę syknęłam prawie, że nie słyszalnie. Nienawidzę szpitala,  badań, a zwłaszcza zastrzyków czy jakichkolwiek igieł!
Siedzę tu już kilka godzin czekając aż John skończy dyżur oraz na wyniki badań. Kiedy wkońcu się zjawił miał niezbyt ciekawą minę. Coś jest nie tak, nie odzywał się całą drogę do domu,  a ja nie próbowałam poruszać tematu bo wiedziałam,  że to bez sensu. Sherlocka nie było więc miałam choć chwilę spokoju. Zrobiłam sobie herbaty i usiadłam przy stole przeglądając pocztę. Doktor usiadł na przeciwko mnie nic nie mówiąc.  Wpatrywał się tylko we mnie zaciskając szczękę.- Jade słuchaj..  nie jest dobrze.- No nareszcie! Wkońcu przerwał tą cholerną ciszę,  jednak jego słowa zaniepokoiły mnie mimo wszystko.- Twoje wyniki wyszły fatalnie. Masz poważną anemię.- Spojrzałam się na niego ze zdziwiniem marszcząc brwi.
- Przecież to tylko brak witamin, nie przesadzaj!- Machnęłam ręką wracając do oglądania poczty. Wyrwał mi kopertę z ręki tym samym zmuszając do spojrzenia na niego. Wydawał się zflustrowany.
- To nie jest śmieszne.  Nawet nie wiesz jak dużo złego może się stać przy czymś takim.  To jest naprawdę poważna sprawa i nie możesz tego zaniedbać,  rozumiesz?  Jade proszę cię, zadbaj o siebie. Ja ci nawet nie każe i nie proszę,  tylko błagam WEŹ SIĘ ZA SIEBIE!- Patrzył na mnie wyraźnie zmartwiony,  miałam wrażenie,  że jeśli oleję sprawę on się mi tu rozpłacze.
- Dobrze John, odpocznę przez kilka dni i pobiorę jakieś witaminy. Będzie dobrze, tylko nie denerwuj się już tak.- Położyłam dłoń na jego by wesprzeć go trochę. Po raz kolejny zmierzył mnie wzrokiem uśmiechając się blado.
- Pamiętaj,  mam cię na oku.- Pogroził mi placem, a ja zaśmiałam się. W tym samym momencie do mieszkania wszedł Sherlock. Ominął nas jakby nigdy nic. Spojrzeliśmy z Doktorem po sobie,  a potem na Holmesa. Tamten biegał po domu jakby czegoś szukał.- Sherlocku, możemy pogadać? - Watson podniósł się z krzesła krzyżując ręce na torsie. Detektyw zaczął rozwalać papiery leżące na parapecie w salonie.
- Mów John.- Rzucił oschle nie zwracając na przyjaciela większej uwagi.
- Mógłbyś się odwrócić?- Watson podszedł do niego, a kiedy tamten nie reagował wyrwał mu kartkę papieru z dłoni,  którą aktualnie czytał.  Zaczęli wyrywać sobię dokumenty, John wskoczył mu na plecy, a potem oboje się przewrócili.  Tarzając się po podłodze krzyczeli na siebie. Normalnie jakbym widziała bójkę dwóch małych chłopców.  Zrozumiałam z tego bełkotu tylko to, że Doktor miał pretensję,  że Sherlock nie pojechał ze mną do szpitala,  a tamten bronił się tym,  że był zajęty. Nie powiem, że nie zabolało mnie wtedy jego zachowanie. Ten gość rani mnie na każdym kroku, pomimo tego, że ja staram się z nim dogadać i zaprzyjaźnić. Kiedyś do cholery dopnę swego i wszystko się ułoży!
- Chłopcy!- Krzyknęłam w ich stronę,  ale kiedy nie zareagowali westchnęłam i podeszłam do kominka. Chwyciłam pistolet, który na nim leżał i oddałam trzy strzały jeden po drugim tuż nad ich głowami celując w ścianę. Bójka skończyła się w jednym momencie. Oboje spojrzeli na mnie zszokowani podnosząc się z podłogi.  John był potargany i miał podbite oko, a Sherlock rozciętą wargę.- Dość tego, ogarnijcie się do jasnej cholery! - Pokiwali równocześnie głowami. John dostał smsa, po którym wyszedł,  a Sherlock poszedł do łazienki opatrzyć wargę.  Poszłam zobaczyć w jaki sposób to robi, bo znając życie nawet tego nie odkazi. Stanęłam ze splecionymi rękoma na piersiach opierając się o framugę.  Przyglądałam mu się z rozbawieniem gdy nie mógł znaleźć wody utlenionej. Podeszłam do szafki, której wyjęłam płyn.- Stój spokojnie.- Wzięłam wacik i chciałam opatrzyć tego debila,  ale mi nie pozwolił.  Złapał moją rękę w mocnym uścisku,  lecz w ten sposób by nie zadać mi bólu.
- Skąd mam wiedzieć,  że specjalnie mi czegoś nie zrobisz?
- Gdybym chciała to zrobić,  zastrzeliłabym cię na śnie przy pierwszej lepszej okazji. Tak w ogóle dziękuje za wczoraj. - Spojrzeliśmy sobie w oczy lecz on zaraz odwrócił wzrok.
- Nie wiem o czym mówisz.  Coś musiało ci się przyśnić. - Rzucił oschle puszczając moją rękę.
- Doskonale wiesz co mam na myśli,  ale okey. Mów co chcesz.- Wzruszyłam ramionami, a on przyglądał mi się z zainteresowaniem gdy namaczałam wacik w wodzie utlenionej. Kiedy przyłożyłam go do małej rany nawet nie drgnął. Jedynie ciągle się we mnie wpatrywał. Czemu on musi tak sexownie wyglądać w tej fioletowej koszuli i musi być tak przystojny no?! Przecież to powinno być karalne. Nakleiłam mu malutki plasterek, po czym odstawiłam wodę na miejsce.
- Dziękuję.- Powiedział cicho jakby nie chciał bym to usłyszała.  Uśmiechnęłam się lekko co odwzajemnił.
- Nie ma za co. - Powiedziałam szybko i wyszłam z łazienki. Wzięłam akta sprawy, którą mam rozwiązać po czym usiadłam w fotelu i zaczęłam dokładnie studiować. Robiłam to do momentu ponownego zaśnięcia. Tym razem moim wybawcą był John, który wrócił do domu około 23 i zaniósł mnie do łózka.

piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 4

Wraz z Sherlockiem szykowałam się już do wyjścia z gabinetu Grega. Zatrzymała nas jedynie ciemnoskóra policjantka z papierową teczka w ręce.  Kiedy weszła do pomieszczenia na widok Holmesa jej twarz wyrażała widoczny grymas.
- Cześć Świrze. Witaj Jade, powiesz mi jak ty z nim wytrzymujesz? Ja bym nie dała rady.- Policjantka przeniosła swój wzrok ze stojącego spokojnie Sherlocka na mnie. Wzruszyłam tylko ramionami po czym spotkałam się z badawczym i zaciekawionym wzorkiem mojego współlokatora.
- On nie jest taki zły,  do pewnych rzeczy już się przyzwyczaiłam.- Na moje słowa Sherlock uśmiechnął się cwaniacko. - Co tam masz?- Chciałam zmienić temat więc wskazałam głową trzymaną przez nią teczkę. Kobieta rzuciła ją na biurko po czym wyszła wcześniej rzucając krótkie "powodzenia". Spojrzeliśmy do teczki co było wielkim błędem. Zdjęcia które tam były spowodowały,  że żołądek podskoczył mi do gardła.  Było to brutalne morderstwa,  a sprawca pomimo poćwiartowania ofiary pozbawił ją wnętrzności.  Normalnie nie ruszyło mnie to gdyby nie fakt, że nie czuję się w pełni sił przez to przeziębienie.  Natychmiast zbladłam i prawie się przewróciłam gdyby nie biurko, którego złapałam się w  ostatnim momencie.
- Co jest? Wszystko w porządku? - Greg podtrzymał mnie za ramię  i spojrzał lekko przestraszonym i pytającym wzorkiem.
- Wszystko jest ok, ale pozwól,  że wrócę już do domu.- Lestrad pokiwał głową, Sherlock chwycił mnie w talii i zaczął prowadzić do drzwi.
- Spokojnie Greg, zajmę się nią. Poza tym John pewnie niedługo wróci. - Po jego słowach wyszliśmy z pokoju i po paru sekundach z budynku. Lodowaty wiatr rozwiał moje włosy powodując dreszcze na moim ciele. Straciłabym po raz kolejny grunt pod nogami gdyby nie Holmes. Posadził mnie na murku, a ja schowałam twarz w dłoniach głęboko oddychając.
- Dziękuję.- Odezwałam się po około pięciu minutach ciszy. Loczek spojrzał na mnie tymi swoimi bystrymi oczyma z lekkim uśmiechem.- Wiem, że cieszysz się,  a w głębi duszy wręcz skaczesz z radości z powodu mojego cierpienia, ale nie musisz tego tak okazywać. - Spojrzałam mu obojętnie w oczy po czym uśmiechnęłam się blado . - Przesadzasz. Gdybym tak bardzo się z tego cieszył sprawiłby sobie jeszcze większą frajdę i zostawił cię tu samą. - Uśmiechnął się do mnie bardzo szeroko i za razem najbardziej chamsko jak tylko potrafił a ja prychnęłam.
- Chodźmy do domu,  marzę tylko o tym żeby owinąć się w koc i posiedzieć przed kminkiem.- Chciałam po woli wstać,  a detektyw mi w tym pomógł.  Zatrzymał taksówkę i po około dwudziestu minutach staliśmy pod drzwiami domu. Pomimo tego, że mdłości mi przeszły, wchodzenie po schodach było czymś wyjątkowo okrutnym. Kiedy przekroczyłam próg naszego mieszkania bez głębszego zastanowienia chwyciłam koc i szczelnie się nim okręcając usiadłam w fotelu Johna na przeciwko kominka. Oparłam się i bezwładnie wpatrywałam w iskierki tańczącego ognia. Sherlock krzątał się po kuchni robiąc te swoje eksperymenty jednak w pewnej chwili pojawił się z herbatą. Wtedy usiadł w drugim fotelu i oboje oglądaliśmy jakiś durny serial,  w którym nie miałam pojęcia o co chodzi. Po około godzinie takiego siedzenia, do pokoju wszedł brat Holmesa. Zlustrował nas wzrokiem unosząc jeden kącik ust.
- Witam. Chciałbym porozmawiać z moim Bratem, nie będzie to pani przeszkadzać?- Mężczyzna podszedł bliżej mnie, a ja wyglądając zza koca pokręciłam przecząco głową.
- Już mi dzisiaj wszystko jedno, mam ochotę umrzeć więc proszę się nie krępować. Tak w ogóle jestem Jade.- Starszy Holmes posłał mi miły uśmiech i chciał podać mi rękę jednak odradziłam mu to po raz kolejny kręcąc głową.
- Mycroft, miło mi.
- Mi również, to ja sobie pójdę żeby wam nie przeszkadzać. - Chciałam wstać, ale Sherlock zatrzymał mnie kładąc dłoń na kolanie.
- Nie przeszkadzasz. Siedź tu bo nie będę zbierał cię z podłogi.- Przytaknęłam posłusznie, spoglądając się na niego z wdzięcznością. On tylko przymknął na chwilę powieki chcąc w ten sposób powiedzieć "nie ma za co". Doskonale wiedział,  że nie mam najmniejszej ochoty się stąd ruszać.
- Jeśli chodzi o tamtą sprawę braciszku to nie ma mowy, ale wiem kto ci może pomóc. - Młodszy Holmes mówił bardzo szybko i trochę tajemniczo. Bracia piorunowali się na wzajem wzrokiem, ale Mycroft po chwili wypuścił głośno powietrze z płuc w geście dezaprobaty, a następnie potarł czoło z nerwów.
- Dobrze,  kto to taki?
- Ona.- Sherlock spojrzał się na mnie z dumnym uśmieszkiem na twarzy. 
- Ja?!- Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia i prawie wyskoczyłam z tego fotela.
- Ona?!- Reakcja Mycrofta była prawie,  że identyczna co moja. Loczek wstał i przeszedł się po mieszkaniu, biorąc przy okazji skrzypce.  
- Tak, jest niezła.  Da sobie radę z tą sprawą. - Sherlock odwrócił się w stronę okna i zaczął grać. Miałam ochotę czymś w niego rzucić bo dźwięk tego instrumentu wprawiał mnie w jeszcze większy ból głowy.
- Dobrze, dobrze! Niech będzie.  Jade podejmiesz się tego?- Mycroft stanął naprzeciwko mnie podając teczkę.  Jeśli tam będzie coś w podobie do tego co u Grega, to puszczę pawia na dywan pani Hudson. Otworzyłam teczkę i na moje szczęście nie było tam nic szczególnego. Zwykłe zaginięcie. Spojrzałam na starszego Holmesa spod koca i pokiwałam głową.
- Tak, tylko dajcie mi kilka dni na dojście do siebie.
- Oczywiście,  dziękuję za pomoc,  a teraz przepraszam, ale pójdę już sobie.- Uśmiechnął się do mnie na pożegnanie,  Sherlocka po raz kolejny spiorunował wzrokiem i wyszedł. Kiedy trzasnął za sobą drzwiami w tym samym momencie Loczek pociągnął smyczek, a instrument wydał z siebie przeraźliwy pisk przez, który aż podskoczyłam. Zabiłam wzrokiem stojącego do mnie tyłem Sherlocka, po czym wróciłam do czytania akt sprawy. Po kilkunastu minutach czytania przy tym razem kojącym dźwięku skrzypiec poczułam jak moje powieki opadają. Muszę przyznać, ze Sherlock gra naprawdę pięknie, czego w sumie nie spodziewałabym się po tym psycholu.


*Narrator *

Kiedy po dwóch godzinach uporczywego grania na instrumencie, Sherlock odwrócił się w końcu w stronę jego nowej współlokatorki, zobaczył ją śpiąca w fotelu i opatuloną kocem z otwartą teczką na kolanach. Stał tak przez chwilę myśląc co zrobić.  Pozwolić jej spać tak jak teraz czy zapewnić więcej komfortu zanosząc do sypialni? Jeśli to zrobi może wyjść na to, że jednak ma jakiekolwiek uczucia, ale jeśli tego nie zrobi John będzie wściekły gdy wróci i ją zastanie w takiej pozycji. Westchnął głośno,  odłożył skrzypce na stół po czym podszedł do śpiącej dziewczyny. Odłożył teczkę na bok, zdjął z niej koc po czym ostrożnie wziął na ręce. Nie spodziewał się tego co stało się po kilku sekundach. Jade wtuliła się w jego tors jak mała dziewczynka, a on poczuł uwodzicielski zapach jej perfum. W tamtym momencie poczuł się co najmniej dziwnie i wręcz nieswojo. Poszedł z nią do swojej sypialni, ułożył na łóżku,  a na koniec okrył szczelnie kołdrą. Brunetka poruszyła się wzdychając przez sen oraz uśmiechając się.  Detektyw popatrzył na nią przez moment i stałby tam dalej gdyby nie odgłos wchodzenia po schodach, który wyrwał go z transu. Wyszedł pospiesznie z pokoju zamykając za sobą drzwi.  W salonie zastał Johna, który wieszał kurtkę. Wymienili się uśmiechami po czym usiedli na przeciw siebie w fotelach.
- Jak Jade?- John odezwał się po chwili ciszy gestykulując lekko prawą ręką. Sherlock spojrzał w bok przełykając ślinę,  po czym wrócił wzrokiem na twarz przyjaciela.
- Śpi u mnie, nie martw się,  zająłem się nią tak jak prosiłeś.- Sherlock odpowiedział z ogromnym spokojem wyczekując na reakcję doktora. John pokiwał głową uśmiechając się usatysfakcjonowany zachowaniem Holmesa co do jego przyjaciółki.  Miał on olbrzymią nadzieję,  że niedługo Jade będzie również najlepszą przyjaciółką detektywa.
- Dziękuję ci za to. Wiesz co? Nie sądziłem, że ją  zaakceptujesz.- Po tych słowach Sherlock natychmiast spoważniał i cały zesztywniał. Złączył palce dłoni po czym wycedził szybko:
- Mylisz się,  udaję to wszystko tylko ze względu na ciebie John. Chciałbym aby wyprowadziła się stąd jak najszybciej.- Sherlock spojrzał wymownie na siedzącego naprzeciwko niego przyjaciela. Doktor zmarszczył brwi, chcąc coś powiedzieć. Otwierał usta kilkakrotnie lecz nie mógł wydusić z siebie ani słowa.  Po chwili wstał i zlustrował Sherlocka wkurzonym wzrokiem.
- Słuchaj ona się nie wyprowadzi, a ty  przestań zachowywać się jak dziecko! - John krzyknął w stronę detektywa, który automatycznie podniósł się i złapał za skrzypce.- Nie waż się teraz grać.  Obudzisz ją idioto.- Watson wskazał palcem na Loczka, a jego wzrok przepełniony był złością.- A teraz dobranoc, nie zamierzam ciągnąć dalej tego tematu.- John opuścił salon w prawie natychmiastowym tępię, kierując się do swojej sypialni. Sherlock popatrzył jeszcze chwilę za okno po czym chwycił za płaszcz i wyszedł jakby nigdy nic. Udał się do labolatorium by móc w spokoju pomyśleć. Usiadł na obrotowym krzesełku i zaczął przelewać różne kolorowe płyny do momentu gdy stłukł jedno ze szkiełek mikroskopu. Sam nie wiedział jak udało mu się to zrobić,  ale nie wnikał w szczegóły. Zaklnął pod nosem, następnie pocierając twarz dłońmi. To przez nią.  Utknęła mu w głowie tylko dlaczego? Ewidentnie i niezaprzeczalnie zaintrygowała go. Jest inna niż dotąd spotykane przez niego kobiety. On mimo wszystko nie wiedział czemu tak działa mu na nerwy. Może on po prostu to sobie wmawia?  John dał jej szanse, może on także powinien? Ale po co? To tylko jedna, nic nie znaczącą dziewczyna,  która wszystko psuje. Zwłaszcza jego kontakt z Johnem. Ich przyjaźń wisiała ma włosku tylko i wyłącznie przez nią. Ten wybitny detektyw pierwszy raz w życiu był w kropce.  Nie wiedział co się z nim dzieje. Tak dziwne uczucie poznał kilka lat temu tracąc je, lecz teraz powróciło.  Ale przecież uczucia to tylko chemia, a chemia jest banalnie prosta. Sherlock czując się bezradnym uderzył pięścią w blat po czym nerwowo przeczesał kręcone włosy. Wstał nerwowo sprawiając, że krzesło odjechało dwa metry dalej, zdjął pośpiesznie płaszcz z wieszaka po czym wyszedł trzaskając drzwiami. Udał się prosto do domu, darował sobie bezsensowne błądzenie po londyńskich uliczkach. Wszystkie światła były zgaszone, po przekroczeniu progu mieszkania poczuł zimny powiew wiatru. Przeczuł, że coś jest nie tak. Przecież nikt z jego współlokatorów nie otwierałby okna na oścież w środku nocy. Chwycił za broń, która leżała na stole i ostrożnie zapalił światło. Kiedy ujrzał ten sam zwykły salon co zawsze, udał się w stronę sypialni Jade ponieważ wydawało się, że to właśnie tam powstawał przeciąg. Szedł bardzo ostrożnie, drzwi jej sypialni były lekko uchylone. Popchnął je i będąc gotowym na wszystko wszedł do niej z największą gracją by tylko nie obudzić dziewczyny. W pokoju oprócz nich nie było nikogo. Czuł on jednak, że ktoś musiał tu być. Okno było otwarte i tylko biała firanka powiewała w nim bardzo szybko. Sherlock zamknął je i podszedł do nadal śpiącej brunetki. Była ona nakryta pod sam nos i widać było,  że trzęsła się z zimna. Dotknął jej czoła by sprawdzić czy ma gorączkę.  Była cała rozpalona, pod dotykiem jego zimnej dłoni otworzyła oczy. Na początku nie wiedziała kto stoi tuż nad nią. 
- Poczekaj, przyniosę ci jakieś proszki.- Holmes wypowiedział się bardzo szybko po czym zniknął za drzwiami. Po chwili jednak pojawił się z powrotem ze szklanką wody i lekami. Jade usiadła ostrożnie i zażyła tabletki popijając dużą ilością wody.
- Dziękuje.- Wycedziła cicho zachrypniętym tonem, a następnie chciała wstać jednak detektyw jej nie pozwolił.
- Gdzie chcesz iść?
- Na kanapę,  tam jest cieplej, a ty będziesz mógł spać we własnym łóżku.- Wzruszyła ramionami i spojrzała na niego schorowanym wzrokiem, w którym nie było grama radości i chęci życia. Sherlock patrzył jej prosto w oczy szukając w nich choć odrobiny tych samych iskierek, które tańczyły tam jeszcze wczoraj. Nakrył ją z powrotem pościelą po czym sam zdjął z siebie koszule i zamienił ją na zwykłą koszulkę.  Podobnie zrobił ze spodniami zakładając jakieś zwykłe piżamowe. Następnie wszedł pod kołdrę obok zszokowanej dziewczyny.
- Nie patrz się tak, nie zamierzam cię zgwałcić. Tobie będzie cieplej i oboje wyśpimy się jak ludzie.- Sherlock powiedział obojętnym tonem chcąc by dziewczyna w końcu poszła spać dalej i dała mu święty spokój. Jade pokiwała tylko głową sygnalizując tym, że jego słowa do niej dotarły. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal marzła.  Niespodziewanie przytuliła się do torsu współlokatora,  który automatycznie zesztywniał. Nie zamierzał jednak odwrócić się na drugi bok, ani kazać się jej odsunąć. Coś w środku ukuło go. To samo "coś" co kilkanaście lat temu. Sam nie wiedział czemu, ale objął ją ramieniem i przesunął jeszcze bliżej siebie. Patrzył się na jej śliczną twarz jeszcze przez kilka minut. Nie spostrzegł się nawet, że ona już dawno zasnęła. Kiedy ten fakt dotarł do jego umysłu, również zamknął powieki i czekał aż zmorzy go sen.
Ten sam Sherlock Holmes, który nie ma uczuć ani serca, pozwolił by ciepło tej dziewczyny dotarło do niego. Zdawał sobie sprawę, że brakowało mu tego, lecz wolał okłamać samego siebie i wyprzeć się wszystkich faktów. Nawet socjopata potrzebuje w życiu miłości i drugiej połówki.  Osoby, która by o niego zadbała, martwiła się,  opiekowała. Osoby która z niecierpliwością czekałaby na niego,  aż wróci z rozwiązaniem jakiejś sprawy i przede wszystkim będzie wspierać go we wszystkim co robi. Może to właśnie ona miała być osobą, która do końca życia trzymałaby go w ryzach?  Nie wiadomo, ale pewne jest to, że on nigdy nie będzie chciał zdać sobie sprawy z czegoś takiego...

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Powracam!

Więc uwaga!
Wracam na bloga!
Rozdział pojawi się w piątek prawdopodobnie, a ja wzięłam się już za jego pisanie  :D