niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 11

Obudziłam się koło 12 w południe.  Sherlocka nie było obok mnie, z resztą co się dziwić. Byłam wczoraj okropnie zmęczona więc nic dziwnego, że dziś długo pospałam. Wstałam leniwie przeciągając się, a potem poszłam do salonu jeszcze pół żywa. Sherlocka nie było więc wróciłam się do sypialni biorąc ubrania, a potem poszłam do łazienki ogarnąć się.  Wzięłam prysznic, umalowałam się i ubrałam w czyste rzeczy. Jedyne czego teraz chciałam to napić się kawy. Jak widać niedobór mojego snu nie został jeszcze w pełni uzupełniony. Kiedy wyszłam z łazienki Sherlock siedział w swoim fotelu oglądając serial.
- Cześć.  Błagam zrób mi kawy.- Rzuciłam szybko rzucając się na kanapę twarzą do niej.
- Dobrze, ale czemu wyglądasz jak John po dwóch piwach?- Podniosłam głowę próbując spiorunować go wzrokiem lecz przeszkodziły mi w tym moje włosy ponieważ roztrzepały się zasłaniając mi całą twarz.  Nie mając siły ich odgarniać poddałam się i znowu opadłam głową na kanapę.  Słychać było tylko charakterystyczne plasknięcie mojego czoła.
- Możesz przestać mnie obrażać?- Powiedziałam cicho jednak tak by to usłyszał.
- Nie, nie, nie ja cię nie obrażam. Ja cię opisuję.- Odrzekł z wielką nonszalancją w głosie,  a ja przerzuciłam oczyma.
- Pieprzony Angol.- Powiedziałam to sama do siebie pod nosem, tak by tego nie usłyszał,  ale niestety nie wyszło po mojej myśli.
- Brytyjczyk Kochanie, taki sam jak ty.- Jego ton głosu był przepełniony sarkazmem oraz rozbawieniem. Ja mu dam Kochanie.  Najpierw mówi, że wyglądam jak siedem nieszczęść, a teraz mi słodzi bezczel jeden.
- Nie cierpię cię.- Po moich słowach roześmiał się i wyszedł do kuchni. Czułam zapach kawy nawet tutaj co podtrzymało mnie na duchu.  Po chwili przyszedł i z powrotem usiadł w fotelu. Zmarszczyłam brwi bo coś mi nie pasowało. Gdzie do cholery moja kawa? Podniosłam głowę zbierając włosy z twarzy. On popijał moją kawkę i czytał gazetę. Podniosłam się szybko lustrując go wkurzonym wzrokiem.- To jest podłe! - Krzyknęłam na niego, a ten spojrzał na mnie znad kubka upijając łyka. Odstawił go na podparcie z boku fotela i odrzekł:
- Skoro mnie nie cierpisz,  kawę możesz zrobić sobie sama.- Chciałam coś powiedzieć jednak złożyłam ręce na piersiach z miną zranionego dziecka. Wstałam, zabrałam mu gazetę odkładając na bok po czym wpakowałam mu się na kolana przewieszając nogi na bok fotela, a on objął mnie z tyłu ręką. Zabrałam mu kubek i złapałam łyka pysznej kawy. Patrzył na mnie nadal rozbawiony, a ja przerzuciłam oczami. Wypiłam jeszcze trochę po czym oddałam mu kubek by mógł ją skończyć.
- Pamiętaj,  zemsta będzie słodka. - Odpowiedziałam mu najbardziej słodko jak tylko potrafiłam, a potem pocałowałam go lekko. Pogłębił pocałunek lecz nie trwał on zbyt długo.  Kiedy oderwałam się od jego ust, przytuliłam się do niego kładąc głowę na jego ramieniu, a dłoń na torsie. Wdychałam cudowny zapach jego dość drogich perfum, które uwielbiałam. Nie odzywał się więc postanowiłam przerwać ciszę.
- Za ile mamy pociąg?
- 3 godziny. -  W tym samym momencie do mieszkania wszedł Mycroft. Kiedy nas zobaczył stanął,  przekrzywił głowę i uśmiechnął się pod nosem.
- Cześć Mycroft.- Rzuciłam szybko zmęczonym głosem nie odrywając się od Sherlocka.
- Czego znów chcesz?- Sherlock zciął go wzrokiem co widziałam kątem oka.
- Nie przejmuj się Mycrfot, od wczoraj jest taki nie uprzejmy. - Mówiłam to prawie,  że nie słyszalnie i do tego mój ton brzmiał jakbym miała zaraz usnąć.
- Aha, obiło mi się o uszy, że jedziecie do Baskerville. Oddawaj przepustkę.  Miałem problemy ostatnim razem gdy wkradłeś się do labolatorium bez mojej wiedzy.- Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co chodzi.  Jakie labolatorium?! Coś czuję,  że to nie będzie cudowne i kolorowe miejsce.
- Jest mi potrzebna!- Sherlock krzyknął na brata,  a ja aż podskoczyłam. Wstałam leniwie z jego kolan by ten mógł pochodzić sobie nerwowo po pokoju. Zaczęli się kłócić i sprzeczać.  Siedziałam w fotelu podpierając brodę ręką oraz wpatrując się w nich obojętnym wzrokiem. Przecież ja mam taką samą przepustkę więc wejdziemy do tego laboratorium bez żadnych przeszkód.
- Po co chcesz tam w ogóle jechać?!
- Och jesteś głupszy niż sądziłem! Zamknij się bo zaniżasz poziom IQ całej ulicy!- Po paru minutach takich krzyków postanowiłam zareagować. Wiedziałam gdzie Sherlock trzyma tą przepustkę,bo już ją widziałam. Wstałam i podeszłam do niego.
- Portfel.- Rzuciłam szybko wyciągając przed siebie dłoń. Kiedy nie chciał mi go oddać ponagliłam go zginając szybko palce u rąk.  W  końcu wyciągnął go z tylnej kieszeni spodni i podał mi. Otworzyłam ten elegancki, czarny, skórzany portfel i wyjęłam z niego to co chciałam po czym mu go oddałam.  Przepustkę podałam Mycroftowi z uśmiechem, schował ją luzem do tylnej kieszeni.
- Dziękuję.  Widzisz braciszku,  trzeba było tak od razu.- Sherlock prychnął patrząc się na nas obrażonym wzrokiem. - Pójdę już w takim razie.  Udanej podróży. - Podeszłam ze starszym Holmesem do drzwi.
- Dziękujemy Mycrofcie. Do zobaczenia- Odpowiedziałam mu z uśmiechem,  a kiedy wyszedł poszłam do sypialni spakować się.  Wyjęłam swoją walizkę spod łóżka i otworzyłam ją.  Poukładałam w niej wszystkie potrzebne rzeczy tylko jeansy mi się nie zmieściły bo musiałam wziąć dodatkową parę butów. Stałam i myślałam co to zrobić. Podparłam się pod biodra i przygryzając dolną wargę stałam tak przez chwilę. Wtedy przyszło mi coś do głowy. Poszłam do salonu by zapytać się o coś Sherlocka. Czytał on coś na laptopie siedząc przy stole.- Masz może miejsce w swojej walizce?- Spojrzał się na mnie i bez zastanowienia odpowiedział:
- Jeszcze się nie spakowałem, ale połóż te swoje spodnie na łóżku to wezmę je.- Już nawet nie wnikam w to skąd wiedział,  że chodzi o moje spodnie, ale grunt iż je spakuje ze swoimi rzeczami. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek. Przez chwilę nawet nie zareagował, ale potem spojrzał się na mnie uśmiechając blado, a ja powiedziałam bezgłośnie "dziękuję ". Usiadłam w jego fotelu i zaczęłam pisać smsa do Johna.

Odbiorca: John
Może jednak przyjdziesz się pożegnać? Sądzę,  że Sherlock ucieszyłby się. W Głębi duszy cierpi z powodu waszej wczorajszej wymiany zdań..

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź i kiedy na wyświetlaczu pojawiło mi się powiadomienie od razu otworzyłam wiadomość.

Nadawca: John
Przepraszam Jade, ale nie mam ochoty się z nim widzieć. Skończmy ten temat, właśnie zaczynam dyżur.  Uważaj na siebie.

Wypuściłam głośno powietrze z płuc opadając na oparcie fotela. Jezu ale z nich są dzieci. Przyjaźnią się i nie mogą żyć bez siebie,  ale żaden nie umie przeprosić albo przestać unosić się honorem. 
- Johnowi przejdzie, nie ma się co tym przejmować.- Nagle z transu wyrwał mnie głos Sherlocka. Spojrzałam na niego gniewnie na co wzruszył ramionami jakby nigdy nic się nie stało, zamknął komputer i poszedł do sypialni. Podejrzewam, że poszedł się spakować bo niedługo musimy wyjść. Po niecałych 10 minutach pojawił się  w salonie z naszymi bagażami. 
- Słuchaj trochę może nas nie być.  Pozbądź się  Bena.- Sherlock zmarszczył brwi patrząc się na mnie jak na przybysza z kosmosu.
- Co?
- Nasz kumpel zepsuje się w lodówce. - Wzruszyłam ramionami, a on chciał coś powiedzieć lecz co otworzył usta zamykał je.
- Nazwałaś odcięta głowę Ben?!- Dla niego było to coś dziwnego,  a ja tylko robiłam sobie żarty. Zrobiłam z ust jedną linię by nie zacząć się śmiać.
- Tak i masz się go pozbyć. - Powiedziałam obojętnie i wróciłam do zabawy telefonem.  On stał jak idiota jeszcze przez chwilę patrząc się na mnie po czym poszedł do kuchni i od tak wyrzucił ludzką głowę do śmietnika.  Ciekawe czy Lestrade będzie zadowolony kiedy śmieciarz zadzwoni na policję w sprawie zabójstwa i poćwiartowania ofiary. Posiedziałam przed kominkiem jeszcze dłuższy czas po czym zaczęliśmy zbierać się do wyjścia. Założyłam swój płaszcz i buty. Wzięłam czarną,  dużą i elegancką torbę, rozejrzałam się jeszcze czy wszystko jest wzięte, a następnie zeszliśmy na dół. Zatrzymałam taksówkę po czym pojechaliśmy na stacje kolejową. Sherlock jak się okazało zarezerwował wczoraj bilety więc zapłacił za nie i poszliśmy na peron. Pociąg opóźniał się jakieś 15 minut, ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić,  a Sherlock stał jak słup wpatrując się swym badawczym wzrokiem w jeden punkt. Kiedy nasz transport w końcu nadjechał wsiedliśmy do jednego z przedziałów, który był zupełnie pusty. Usiadłam przy oknie przodem do kierunku jazdy, a Sherlock zaraz naprzeciwko mnie. Zdjęłam płaszcz tak samo jak Holmes gdyż było tu dość ciepło. Panowała niezręczna cisza, której nie starałam się przerwać i czekałam aż on się odezwie. Nie pytałam po co dokładnie tam jedziemy bo na miejscu na pewno się wszystkiego dowiem. Ciekawiło mnie tylko to nad czym Sherlock tak bardzo myśli wpatrując się w mijający krajobraz za oknem. Oparłam się głową o ścianę pociągu przymykając powieki w nadziei, że prześpię się trochę. Sen przyszedł bardzo szybko,  a z nim coś jeszcze. Ten sam koszmar co od paru dni. Po przebudzeniu oddychałam szybko, a moje serce miało ochotę wyskoczyć na podłogę.  Z transu wyrwał mnie metalowy haczyk, o który się uderzyłam w głowę gdy pociąg się  zachwiał. Syknęłam z bólu pocierając dłonią obolałe miejsce. Potem schowałam twarz w dłoniach podpierając się łokciami o uda i pochylając się do przodu wpatrując przy tym na podłogę.
- Nic ci nie jest?- Usłyszałam głos zmartwionego Sherlocka lecz pokiwałam tylko przecząco głową. Wtedy moja samotna łza rozbiła się o podłogę. Czemu? Nie wiem. Może ze strachu,  że Sherlockowi mogłoby się coś stać? Nie jestem w stanie sama sobie na to odpowiedzieć. - Co ci się śniło? Bez powodu nie płakałabyś.- Uniosłam głowę wycierając jedną ręką policzek.
- Nic takiego, z resztą to tylko sen. - Oparłam się o oparcie wpatrując za okno.- Powiesz mi po co tak właściwie tam jedziemy?- Sherlock spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Wydawał się być czymś zaniepokojony.
- Odwiedzić starego znajomego,  reszty dowiemy się na miejscu.- Pokiwałam twierdząco głową bawiąc się palcami u rąk. - Jade możesz oszukiwać samą siebie, ale nie mnie. Ewidentnie coś cię gryzie.- Odwróciłam głowę w bok by nie musieć na niego patrzeć lecz po chwili uśmiechnęłam się pod nosem. Nic się przed nim nie ukryje. Cholerny socjopata zna mnie na wylot. Wstałam po czym usiadłam mu na jednym kolanie bokiem do niego kładąc dłoń z tyłu jego szyi. Objął mnie z tyłu i patrzył  na mnie zaciekawionym wzrokiem, również lekko się przy tym uśmiechając.
- Nie martw się tak o mnie,  dam sobie radę.- Bawiłam się jego włosami nakręcają jego loczki na mój palec.  Uśmiechnął się do mnie blado odwracając głowę w stronę okna.- Ale mam do ciebie prośbę.- Na moje słowa spojrzał znów na mnie czekając aż dokończę to co chciałam powiedzieć.- Nie daj zrobić sobie krzywdy.  Kocham cię mój ty popieprzony socjopato i nie mogę cię stracić.- Spojrzałam w jego piękne tęczówki, do których tylko ja miałam klucz. Uśmiechnął się zadziornie, a potem pokiwał głową na znak, że rozumie.
- O to nie musisz się martwić. - Po jego słowach pocałowałam go lekko, a on pogłębił pocałunek.  Całował tak cholernie dobrze, a ja wręcz rozpływałam się pod wpływem jego dotyku. Jęknęłam cicho do jego ust co ewidentnie spodobało mu się bo uśmiechnął się lekko. Kiedy przerwał pocałunek objęłam go bardziej za szyję i tak siedzieliśmy przez jakiś czas gadając o głupotach.
Podróż minęła mi w miarę szybko choć i tak 4 godziny z pociągu to dla mnie za dużo. Jest prawie 11 w nocy. Przed stacją kolejową czekał na nas jakiś facet oraz stary Range Rover. Zapakowaliśmy bagaże,  a Sherlock wziął od niego kluczyki i ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku. Na ulicy panował mrok i nikogo prawie nie było, zauważyłam jedynie tabliczkę informującą, że jesteśmy w hrabstwie Devon . Po około 20 minutach zatrzymaliśmy się przed pięknym domem. Wysiedliśmy z samochodu, a następnie zadzwoniliśmy dzwonkiem czekając aż ktoś nam otworzy. Po chwili w drzwiach pojawił się brunet z odstającymi uszami.
- Pan Holmes, jak dobrze.  Wejdźcie.- Przeszliśmy przez próg drzwi,  a ja zaczęłam się rozglądać.  Dom był bardzo duży i piękny. Widać było,  że jego właściciel jest zamożny.
- Witaj Henry.- Sherlock uśmiechnął się do niego lecz gdy chłopak odwróci się ten od razu spoważniał. Szliśmy na brunetem wprost do jego salonu, wtedy stanął na przeciwko nas i chyba chciał mi się przedstawić.
- A gdzie doktor Watson?- Henry bo tak nazwał go Sherlock spojrzał na nas pytająco, na co Sherlock odwróci wzrok.
- John nie mógł niestety przyjechać.  Sprawy osobiste.- Odpowiedziałam mu na co pokiwał głową.
- Dokładnie,  to jest Jade moja...- I w tym momencie Holmes zaciął się nie wiedząc co powiedzieć.  Otwierał i zamykał usta kilkakrotnie, a ja przygryzłam dolną wargę by się nie roześmiać.
- Dziewczyna?- Henry dokończył unosząc jedną brew do góry.
- Dobrze to ująłeś, zastąpi Johna w tej sprawie.  Jest byłym detektywem więc przyda się bardziej niż on.- Na słowa Sherlocka pokiwałam głową z dezaprobaty przerzucając przy tym oczami.
- Henry miło mi.- Brunet podał mi rękę, którą uścisnęłam.
- Mi również. Może przejdźmy do sedna sprawy. - Odpowiedziałam szybko i usiadłam na kanapie. Sherlock usiadł obok mnie, a Henryk na przeciwko nas w fotelu.
- Więc zaginęła moja pani psycholog. Sherlock na pewno ją pamięta.  W tym miesiącu zaginęło już 10 osób łącznie z nią.  Mało tego chodzą plotki, że  w laboratorium znowu robią eksperymenty.. tym razem na ludziach..- Patrzył się na nas bardzo poważnie, my na niego również.  Nikt się jednak nie odzywał.
- Masz zdjęcie zaginionej?- Odpowiedziałam po chwili, a on wyjął telefon i pokazał mi. Na wyświetlaczu znajdowała się ładna brunetka po 30.- Prześlij mi je. A co z policją?
- Mówią,  że szukają,  ale każdy wie jak to wygląda nprawdę. - Henry wzruszył ramionami,  a Sherlock wstał.
- Dobrze,  dzięki odezwę się. - Holmes chciał wyjść,  lecz Henry zatrzymał go.
- Jest coś jeszcze.- Sherlock stanął jak wryty, a potem odwrócił się z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy.
- Co takiego?- Sherlock uniósł jedną brew czekając na dalszy ruch chłopaka. Ten wstał i podszedł do jasnej komody,  z której wyciągnął kartkę. Podał ją Holmesowi, a ten po przeczytaniu prychnął rozbawiony. Wstałam od razu by zobaczyć co tam jest. „Pożałujesz za ściągnięcie tu Holmesa" - To jakieś żarty.  Nikt ci nic nie zrobi.  Jade chodźmy.- Kiedy odwrócił się by wyjść złapałam go za rękę. Spojrzał na mnie wzdychając.
- Panie Holmes, wie pan jak było z tym cholernym psem. Zatrzymajcie się tutaj, będę czuł się bezpieczniej.- Henry spojrzał na niego błagającym wzrokiem, któremu towarzyszył płaczliwy ton.
- W takim razie Jade będzie cię pilnować podczas gdy ja będę się rozglądał po okolicy. W dzień nikt nie będzie próbował cię zabić więc będziemy prowadzić dochodzenie. W nocy ona tu zostanie, dla dobra i twojego i jej.- Spojrzałam się na niego jak na totalnego debila lecz nic sobie z tego nie zrobił. Poszedł po moją walizkę oraz swoją żebym mogła zabrać z niej resztę swoich rzeczy po czym zaczął iść na górę,  a my za nim.- Henry, które drzwi?
- Pierwsze po prawo.
- Stój do cholery!  Nie zostawisz mnie tu samej!- Krzyknęłam w jego stronę lecz nie zareagował,  wpakował się do wskazanej sypialni kładąc walizki na podłodze, dopiero wtedy spojrzał się na mnie.
- Henry możesz nas na chwilę zostawić samych?- Holmes zwrócił się do niego uśmiechając się szeroko na co chłopak opuścił pomieszczenie. Stanęłam z założonymi rękoma na piersiach wpatrując się groźnie w mojego chłopaka.
- Ty sobie chyba żartujesz! Jak ty to sobie wyobrażasz?!  Ja będę tu, a ty w hotelu?!
- Uspokój się.  Tego wymaga sprawa. Widzisz, że on potrzebuje opieki zwłaszcza w nocy.  Ja muszę zająć się sprawą, nie będę mógł go niańczyć jednocześnie. Poza tym będę czuł się pewniej wiedząc,  że jesteś tu bezpieczna.. - Chciał dokończyć jednak mu przerwałam.
- Dobra, ale mam kilka warunków. - Skwitowałam krótko, a on spojrzał na mnie przychylając lekko głowę oraz unosząc brwi.
- Jakich?
- W dzień pracuje z tobą nad sprawa. Nie pałętasz się w nocy sam po tym chorym mieście i masz być ze mną w ciągłym kontakcie.- Mówiłam to najbardziej surowo jak tylko potrafiłam,  widziałam iż zastanawiał się chwilę nad tym lecz w końcu przytaknął.
- Dobrze, a ty masz na siebie uważać.  Dzwoń gdyby coś się działo. Masz broń?
- Mam w walizce. - Wskazałam głową na bagaż leżący przy łóżku na co pokiwał głową.  Podeszłam do niej, wyciągnęłam pistolet i położyłam na szafce nocnej.  Potem wyjęłam swoje spodnie z jego walizki i położyłam na łóżku.
- Dobrze, w takim razie jadę zameldować się w hotelu. - Wziął swój bagaż i zszedł na dół,  a ja zaraz za nim. Czekał na nas Henry wpatrując się  w nas uważnie.- Tak jak mówiłem, Jade będzie miała na ciebie oko. Rób co ci każe i czekaj aż sprawa się wyjaśni.- Sherlock zwrócił się do niego no co ten pokiwał głową.  Potem Holmes podszedł do mnie i pocałował.
- Wszystko będzie dobrze.  Za góra tydzień będziemy razem w domu. Dasz radę, to tylko kilka dni. Jutro zaczynamy sprawę... Dobranoc Jade.- Posłał mi czuły uśmiech, który odwzajemniłam.
- Dobranoc.- Po moich słowach wyszedł. Podeszłam do okna w salonie z założonymi rękoma wypuszczając głośno powietrze z płuc patrząc jednocześnie jak odjeżdża.
- Przepraszam, że przeze mnie kazał ci tu zostać. - Obok mnie znalazł się Henry z przepraszającym spojrzeniem.
- Nie Henry, wszystko jest okey. To moja praca poza tym ktoś musi cię pilnować,  nigdy nic nie wiadomo.- Posłałam mu budujący uśmiech, a potem spojrzałam znów w okno.- Jest późno,  chodźmy spać. Gdyby coś się działo od razu mnie budź.
- Dobrze, nie ma sprawy.  Czuj się jak u siebie, gdybyś czegoś potrzebowała daj znać.
- Jasne, dzięki. Do jutra Henry.- Uśmiechnęłam się do niego ostatni raz po czym poszłam na górę.  Rozpakowałam się po czym wzięłam piżamę i poszłam do łazienki. Była ona duża podobnie jak moja sypialnia. Wzięłam prysznic, który zmył ze mnie wydarzenia całego dzisiejszego dnia po czym poszłam się położyć. Przed snem wpatrywałam się w pistolet obok mnie myśląc o tej całej sprawie.  Dziwnie się czuję widząc,  że Sherlock jest tam, a ja tu. Chciałabym aby teraz leżał obok mnie i przytulał do siebie mocno. Nagle poczułam wibracje na pościeli obok mnie. To był sms od niego.

Nadawca: Sherlock
Mam nadzieję, że nie jesteś zła. Robię to w dużej mierze dla twojego dobra. Jego nikt nie sprobuje nawet zaatakować, a ty chociaż masz dobre warunki do odpoczynku.  Jutro się zobaczymy,  a teraz śpij dobrze.

Uśmiechnęłam się do wyświetlacza jednak nie odpisałam. Odłożyłam telefon, zgasiłam lampkę po czym zamknęłam powieki czekając na błogi sen.

czwartek, 25 lutego 2016

Rozdział 10

Stałam wpatrzona w okno w salonie. Padał deszcz.. znowu. Tak zrobiłam to, pocałowałam Sherlocka i wcale tego nie żałuję. Minęła dopiero godzina odkąd wyszedł,  a mam wrażenie,  że z dwa dni już go nie ma. Jego usta były tak miękkie i delikatne jak żadne inne. Nasze wargi pasowały do siebie wręcz idealnie, jakby od zawsze były dla siebie stworzone. Przejechałam palcem po swojej dolnej wardze zamykając przy tym oczy. Wróciłam pamięcią do sytuacji sprzed godziny. Nie dawało mi to spokoju i długo jeszcze nie da. Dopiero teraz będzie dziwnie kiedy Sherlock wróci.  Do tej pory było cicho, ale teraz nawet nie będziemy przechodzić obok siebie. Kiedy tak stałam usłyszałam jak ktoś wchodzi lecz zanim zdążyłam się odwrócić i zobaczyć o co chodzi poczułam silne szarpnięcie za rękę. Sherlock wpił się w moje wargi z niewyobrażalną pasją. Położył dłoń z tyłu mojej głowy wplatając swoje palce w moje włosy. Na początku byłam zdziwiona, jednak po chwili zaczęłam odwzajemniać pocałunki. Położyłam swoją prawą dłoń na jego chłodnej szyi. Myślałam, że pod wpływem motyli mój brzuch zaraz eksploduje. Czułam się nieziemsko i nie chciałam by ten pocałunek się skończył. Niestety kiedyś musiał abyśmy mogli złapać oddech. Sherlock całował mnie nachalnie lecz jednocześnie bardzo delikatnie jakby bał się,  że coś mi zrobi. Spojrzał mi w oczy,  a ja nie mogłam z nich nic rozszyfrować. Przysięgam,  że jeśli teraz znowu wyjdzie trzaskając drzwiami, zabiję go kiedy wróci. Zapadłam między nami chwila ciszy, którą postanowiłam przerwać.
- Widzę, że nic nie powiesz, więc ja to zrobię. Poszłam z Moriartym bo chciałam cię uchronić za wszelką cenę,  zrobiłabym to jeszcze raz bez jakiegokolwiek zawahania.  Wiesz dlaczego? Bo cię kocham ty popieprzony,  socjopato! Kocham cię takiego jaki jesteś, bez względu na twoje chore paranoje i upodobania!- Krzyczałam na niego i robiłabym to dalej gdyby nie to, że znowu mnie pocałował.  Musnął moje wargi bardzo ostrożnie i delikatnie.
- Ja ciebie też. - Powiedział nie odsuwając się ode mnie na więcej niż centymetr i to tak cicho jakby się tego bał. Byłam z niego dumna. Chyba pierwszy raz w życiu okazał uczucia. Byłam tak niesamowicie szczęśliwa tym co się właśnie stało,  że wręcz nie mogłam w to uwierzyć.  Uśmiechałam się jak głupia lecz  nagle on wyszedł szybko z pokoju, a ja zmarszczyłam brwi będąc ciekawa co kombinuje. Poszłam za nim do jego sypialni lecz tylko otworzył szafę i znowu wyszedł.   Wrócił po chwili z moimi rzeczami, które wyniosłam do Johna po powrocie ze szpitala. Poprzynosił mi wszystko kładąc na łóżku,  a ja nie zadawałam żadnych zbędnych pytań.  Zaczęłam układać w szafie od nowa podczas gdy on na chwilę gdzieś wyszedł. Nie zajęło mi to dużo czasu i kiedy skończyłam wyszłam do salonu. Zaczęłam sprzątać ten pieprznik. Tu było więcej papierów i dokumentów oraz akt spraw, niż na samym komisariacie. W pewnym momencie poddałam się i wypuszczając głośno powietrze z płuc opadłam bezwładnie na kanapę. Sherlock rzeczywiście szybko wrócił i zaczął kręcić się po kuchni. Nagle wychylił się z niej i zlustrował mnie wzrokiem.- Wyrzuciłaś może moje palce do eksperymentu?- Na jego słowa wyraźnie się zdziwiłam marszcząc brwi. Podeszłam do niego otwierając lodówkę. To co tam zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie i natychmiast ją zamknęłam.
- Dlaczego w lodówce jest głowa jakiegoś faceta?!- Krzyknęłam na niego wskazując rękę na urządzenie.
- Badam stężenie śliny po śmierci. Molly przysłała mi z kostnicy.- Odpowiedział szybko i obojętnie, po czym krzyknął najgłośniej jak tylko potrafił:
- Pani Hudson!  Pani Hudson!- Poszliśmy do salonu, w którym po paru sekundach pojawiła się starsza kobieta.
- Tak Sherlocku?
- Wyrzuciła pani moje palce?  Były w szufladzie lodówki!
- Masz na myśli te stare parówki?  Tak śmierdziały więc pozbyłam się ich.- Na te słowa odwróciłam się w stronę okna hamując śmiech. Zasłoniłam sobie usta ręką by nie wybuchnąć śmiechem. Zdenerwowany Sherlock przeszedł po stoliku do kawy siadając w swoim fotelu.
- Głupia kobieta.- Słyszałam jak Sherlock wypowiada te słowa patrząc się na wychodzącą pani Hudson.
- Sherlocku daj już spokój.  Molly załatwi ci nowe.- Spojrzał się na mnie gniewnie, a ja podniosłam ręce w obronnym geście.- Już dobrze, dobrze. Nic nie mówię. - Usiadłam do stołu włączając laptopa. Chciałam sprawdzić czy nie ma nowych maili z jakaś sprawą.- Zamierzasz nadal przyjmować klientów? - Przerwałam chwilę ciszy, a on spojrzał na mnie badawczym wzrokiem. Poderwał się z miejsca podchodząc do mnie. Stanął nade mną i pochylając się zaczął przeglądać sprawy bardzo szybko. Kiedy za piątym razem usłyszałam ,,nudy!" poddałam się i zamknęłam mu komputer tuż przed nosem. Zmarszczył brwi nie wiedząc o co mi chodzi. Odsunęłam krzesło i stanęłam przed nim. Podniosłam mu rękawy by coś sprawdzić. Całe ręce od nadgarstka do łokcia miał wyklejone plastrami nikotynowymi. Przerzuciłam oczyma z dezaprobaty, a potem spojrzałam na niego.- Przykro mi, ale nie oddam ci papierosów.- Pokiwałam przecząco głową  z chytrym uśmieszkiem.
- To ty je schowałaś?!- Sherlock oburzył się i zaczął gestykulować rękoma.
- Owszem i nie licz, że dostaniesz je z powrotem. - Puściłam mu oczko po czym poszłam do kuchni zrobić herbaty. Wtedy też usłyszałam strzały. Wychyliłam się i zobaczyłam jak siedzi w swoim fotelu strzelając do biednej ściany.- Nic z tego! Zamiast się dąsać, zacznij znów przyjmować klientów.- Nie wiedziałam nawet jak i kiedy ale w jednej chwili znalazł się tuż obok mnie.
- Nie dąsam się, a wszyscy potencjalni klienci nie mają żadnej ciekawej sprawy. Nie moja wina,  że świat jest pełny idiotów, którzy nawet nie umieją zaplanować porządnego morderstwa.- Wyniosłam oczy ku niebu kiwając głową z dezaprobaty.
- Przykro mi, że żadna niewinna osoba nie poniosła śmierci tylko po to abyś się nie nudził. Nie wiem co zamierzasz teraz robić,  ale ja jadę do Molly.- Zrezygnowałam z herbaty i wymijając go poszłam założyć płaszcz i buty. Wpatrując się we mnie badawczo.
- Po co?- Spojrzał się na mnie  widocznie zaintrygowany, a ja wzruszyłam obojętnie ramionami.
- Dawno u niej nie byłam.  Może przyda się jej pomoc.- Podeszłam do niego patrząc mu się w oczy. 
- Okey, jadę z tobą.- Po krótkiej wymianie spojrzeń powiedział szybko łapiąc płaszcz. Zeszliśmy na dół czekając aż jakaś taksówka będzie przejeżdżać. Lodowaty wiatr targał moje włosy powodując,  że przeszedł mnie dreszcz. Sherlock najwidoczniej to zauważył, ponieważ objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Czyli co? Teraz już nie jestem samo wystarczalna? Pytam się bo nie wiem czy mogę iść jutro gdzieś wieczorem żeby kogoś przypadkiem wyrwać. - Mówiłam to pół żartem lecz zrobiłam to specjalnie. Chciałam wiedzieć co będzie dalej. Sherlock prychnął podśpiewując się przy tym lekko.
- Nie preferuje związków otwartych.- Odpowiedział bardzo poważnym tonem odchrząkając przy tym. To była odpowiedź, którą w sumie chciałam usłyszeć. Zapadła chwila ciszy, zamyśliłam się i nawet nie zauważyła, że przed nami stanęła taksówka. Wsiadłam do niej pośpiesznie spoglądając od razu za szybę. Wtedy poczułam jak Sherlock łapie mnie za dłoń.  Było to bardzo ostrożne i nie pewne. Uśmiechnęłam się pod nosem. O czym tak bardzo myślałam? O nas. Nie chcę się zawieść i mieć złamanego serca. - Wiem o czym myślisz. - Holmes zwrócił się do mnie niespodziewanie,  a ja spojrzałam na niego kątem oka.- Boisz się, że cię zawiodę.  Myślisz o tym jak będzie dalej.- Po tych słowach spojrzałam na niego poważnie przygryzając górna wargę. Pokiwałam lekko głową spuszczając ją.- Przestań zaprzątać sobie tym nie potrzebnie głowę i spróbuj mi zaufać.
- Ufam jak nikomu innemu.- Odpowiedziałam cicho zaciskając powieki by nie uronić żadnej łzy, które cisnęły mi się do oczu. Wtedy złapał mnie delikatnie za podbródek i zmusił tym samym do spojrzenia sobie w oczy. Uwielbiałam w nie patrzeć. Były piękne i od dziś tylko moje.
- Skoro tak, to uspokój się i pozwól mi spróbować cię uszczęśliwić..  Cokolwiek to znaczy. - Prychnęłam śmiejąc się lekko. - Wiesz dobrze,  że okazywanie uczuć nie należy do moich mocnych stron.
- Wiem, Sherlocku wiem. Zdążyłam się przyzwyczaić.- Puściłam mu oczko i w tym samym momencie samochód zatrzymał się. Wysiedliśmy kierując się wprost do budynku. Na korytarzu nie było nikogo. Weszliśmy do labolatorium gdzie Molly siedziała nad mikroskopem. - Hej Molly.
- O cześć wam!- Brunetka rozpromieniła się wręcz automatycznie.
- Błagam powiedz, że mam ci w czym pomagać bo ten tu zawlecze mnie z powrotem do domu.- Spojrzałam się na nią błagalnie, a ona zmarszczyła brwi.
- Jasne, zawsze coś się znajdzie. - Uśmiechnęłam się, a kątem oka widziałam jak Sherlock spojrzał na Molly obojętnie przechodząc się po pomieszczeniu.
- Jesteś kiepskim chemikiem.
Spiorunowałam go wzrokiem na co uśmiechnął się cwaniacko pod nosem.
- Cicho bądź. Jak nie masz zamiaru siedzieć tu z nami to idź już i mnie nie denerwuj.- Rzuciłam szybko w jego stronę uśmiechając się słodko i tym samym sarkastycznie.  Skąd wiedziałam, że ma zamiar wyjść?  To proste, jeszcze nie zdjął płaszcza,  a to mogło oznaczać tylko to, że ma coś do załatwienia. Podszedł do mnie, delikatnie i subtelnie muskając moje wargi swoimi.
- Zadzwoń kiedy będziesz wychodzić. - Zwrócił się do mnie patrząc kątem oka na Molly, która teraz stała jak wryta przyglądając nam się z niedowierzaniem. Zmarszczyła brwi kiwając przecząco głową.
- Zobaczmy się w domu. Dam sobie radę.
- Dobrze. Do zobaczenia Molly.- Odpowiedział szybko, a potem zwrócił się do przyjaciółki.
- No cześć.- Chciała mu odpowiedzieć i zrobiła to, jednak wtedy wpatrywałyśmy się już w jego plecy gdy odchodził.  Od tyłu również był seksowny i do tego cały mój. - Wy jesteście razem?- Spojrzałam się na wpatrującą się we mnie dziewczynę. Jej wzrok był smutny i przeszywał mnie na wylot. Pokiwałam głową,  a ona westchnęła.
- Molly ja przepraszam, ale zrozum. Kochamy się,  wiem o tym, że ty także do niego coś czujesz, ale no.. postaraj się nas zrozumieć..- Kiedy chciałam dokończyć swoją wypowiedź przerwała mi.
- Jade daj spokój.  Ciesze się, że oboje jesteście szczęśliwi.  Ja także znalazłam swoją drugą połówkę i wszystko jest dobrze. Pasujecie do siebie jak ulał i nam nadzieję,  że ułoży wam się jak najlepiej.- Mówiła to z pełnym przekonaniem, a ja uścisnęłam ją co odwzajemniła.  Miałam do siebie lekki żal,  że zabrałam jej Sherlocka, ale to nie moja wina, że go kocham.
- Dziękuję Molly.- Uśmiechnęłam się do niej blado wlewając do probówki fenoloftaleine.
- Musisz tylko coś wiedzieć.. - Molly spojrzała na mnie przygryzając dolną wargę. Zmarszczyłam brwi zastanawiają się o co jej chodzi.
- Co takiego?
- Sherlock jeszcze przed zniknięciem był w związku.  Jednak było to oszustwo. Wykorzystał tą dziewczynę tylko po to żeby dostać się do biura jakiegoś faceta.  Nawet oświadczył się jej wtedy.- Otworzyłam usta z niedowierzania. Wiem, że byłby zdolny do czegoś takiego, ale no bez przesady. Nie jestem w żaden sposób na niego zła w tej chwili tylko, że..  Co jeśli ze mnie też robi sobie jaja? Chciałam coś powiedzieć lecz dziewczyna mnie ubiegła.- Ale to nie znaczy,  że z tobą też tak jest. Znam go i widzę jak na ciebie patrzy. Powiedziałam ci to tylko dlatego, że uważam iż powinnaś wiedzieć.  Nie przyrównuj tego do siebie pod żadnym pozorem.- Pokiwałam głową wracając do pracy. Molly ma rację,  nie powinnam porównywać tamtej sytuacji do mojej. Zapytam potem Sherlocka o to, ale nie popadnę w paranoje.
- Masz rację, nie ma co się nad tym głowić.- Uśmiechnęłam się do niej szeroko co odwzajemniła. Przez resztę czasu gadałyśmy o głupotach śmiejąc się jak głupie. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz spędziłam czas z jakąkolwiek przyjaciółką. Koło 20 postanowiłyśmy wracać do domu. Każda z nas wzięła taksówkę i pojechała w swoją stronę. Kiedy już prawie podjeżdżałam zauważyłam palącego pod drzwiami Sherlocka.  Kiedy widział, że wysiadam schował papierosa za siebie.
- Sherlock! Co trzymasz za sobą?!- Krzyknęłam idąc w jego stronę. Ten od razu spoważniał.
- Nic. Jak było? - Uśmiechnął się do mnie słodko, a ja wyrwałam mu papierosa z ręki trzymanej nadal za plecami. Wtedy spojrzał się na mnie twardo czekając na moją dalszą reakcję. Wrzuciłam niedopałka do kałuży, a on odprowadził go wzrokiem.
- Nie zmieniaj tematu.  Jeszcze raz zapalisz, a przysięgam, że skończy się to dla ciebie źle Holmes.- Detektyw przerzucił oczyma wzdychając.
- Muszę to zapamiętać.- Minęłam go kiwając głową z dezaprobaty i poszłam na górę. Zdjęłam buty oraz płaszcz,  a torbę rzuciłam na kanapę. Potem zabrałam się za robienie kolacji. Nie wiem czemu,  ale w lodówce znajdowała się lasagnea, którą zaczęłam odgrzewać. Brałam ją z zamkniętymi oczami ponieważ stała zaraz obok naszego nowego kolegi.  A raczej jego głowy..   W między czasie słyszałam jak Sherlock gra na skrzypcach i gada sam do siebie.  Chyba jakaś sprawa się trafiła bo z tego co udało mi się usłyszeć rozważał różne wersje samobójstwa. Wyjęłam dwa talerze i nałożyłam nam posiłek zanosząc na stół w salonie. Jedliśmy w milczeniu do momentu, w którym się nie odezwał.- Molly ci powiedziała prawda?- Spojrzałam na niego znad widelca, a kiedy domyśliłam się o co mu chodzi odwróciłam głowę w drugą stronę potakując. Jedno tylko mnie zastanawiało wiec postanowiłam zapytać.
- Skąd wiesz?
- Zadzwoniła do mnie tłumacząc, że musiała to zrobić.- Pokiwałam lekko głową przygryzając policzki od środka.- Musisz wiedzieć,  że wtedy zaplanowałem wszystko.  Teraz jest inaczej. Seks z kimś innym niż ty w ogóle mnie nie interesuje.- Na jego ostatnie zdanie zakrztusiłam się herbatą, która właśnie piłam. Lubię życie na krawędzi,  ale to ewidentnie był zamach na moje życie. Nie spodziewałam się po nim takich słów.
- Okey, rozumiem. Nie ma tematu. - Podniosłam się i wyniosłam puste talerze do zlewu od razu je myjąc. Kiedy wróciłam do salonu zastałam Sherlocka w swoim fotelu. Czytał coś na laptopie. Podeszłam i usiadłam mu delikatnie na kolanach przerzucając nogi na bok fotela. Położył mi komputer na nogach i dalej przeglądał jak się okazało pocztę. - Męczysz się prawda? Od bardzo długiego czasu nie miałeś żadnej ekscytującej sprawy. - Spojrzałam na niego czule lecz on nadal wpatrzony był  w ekran.
- Nic mi nie jest.- Odezwał się po chwili ciszy mówiąc bardzo szybko i twardo.
- Nie oszukasz mnie. Kręcisz się nie mogąc znaleźć sobie miejsca.  Zacząłeś znowu palić i podejrzewam, że nie śpisz. Zajmij się jakąkolwiek sprawą zanim wykończysz się nerwowo.- Spojrzał na mnie tymi kocimi oczyma zamykając laptopa.
- Dobrze. Jedziemy więc do Baskerville odwiedzić starego znajomego. Nowa sprawa jest tam do wyjaśnienia. - Wycedził nagle uśmiechając się zwycięsko. Wydęłam dolną wargę przytakując.
- Kiedy wyjeżdżamy?
- Jutro po południu.- Posłałam mu szeroki uśmiech nie mogąc się doczekać aż znowu znajdzie się w swoim żywiole.  Nowa sprawa dobrze mu zrobi. Ogarnie się psychicznie i po powrocie do domu będzie wszystko dobrze jak wcześniej. Nagle drzwi do salonu otworzyły się z hukiem, a stający w nich John zamarł na nasz widok. Chciał coś powiedzieć otwierając i zamykając usta kilkukrotnie lecz w końcu wysłowił się.
- Co jest grane?- Podszedł do nas nadal patrząc się z niedowierzaniem.- Czy wy..? Wy jesteście razem?! Wystarczyło zostawić was tylko na parę dni razem, a wy..- Zmarszczył brwi wskazując na naszą dwójkę palcem. 
- Widzisz John, życie jest pełne niespodzianek.- Sherlock odpowiedział mu bardzo poważnym tonem jednak wiedziałam,  że wewnętrznie podśmiewa się z przyjaciela. John przeszedł się po pokoju z rękoma w kieszeniach po czym usiadł  w fotelu składając dłonie jak do modlitwy.
- Nie mogę w to uwierzyć. Nie spodziewałem się tego, ale wiecie jak cholernie się cieszę?- Watson wręcz tryskał radością i miałam wrażenie,  że zaraz wyskoczy z tego starego fotela. Przeżywa to bardziej niż ja. Może dlatego, że nie widział szans dla Sherlock na życie z kimś innym niż on sam.
- John, uspokój się. Dość tego tematu, jutro jedziemy do Baskerville. - Sherlock uciął tą całą różową sielankę jednym krótkim zdaniem, które sprawiło, że doktor zaniemówił. Wpatrywał się w nas poważnym wzrokiem. Widać było iż bije się z własnymi myślami.
- Nie mogę Sherlocku. Nie zostawię Mary od tak, samej na kilka dni.- John spuści głowę bawiąc się palcami u rąk.  Na koniec zrobił z warg prostą linie czekając na reakcję przyjaciela. Wpatrywali się w siebie przez kilkanaście sekund aż nagle Sherlock podniósł się zostawiając mnie na fotelu samą.
- Sądzę,  że zrozumie i nie będzie miała nic przeciwko.- Holmes przeszedł się po pokoju chwytając po drodze za skrzypce. Stanął tyłem do nas przy oknie i zaczął grać.
- Nie Sherlocku. Jesteś moim najlepszym przyjacielem  i zawsze będę robił wszystko by pomóc,  ale nie tym razem.  Zrozum, zakładam rodzinę i teraz to jest moim głównym obowiązkiem. - W tym momencie detektyw urwał melodie pociągając za smyczek przez co instrument zapiszczał. Super teraz będą się kłócić, a na koniec pobiją się jak małe dzieci.
- Rozumiem.  W takim razie dam sobie radę bez ciebie. Możesz już iść,  Mary pewnie na ciebie czeka.- John podniósł się i stał jak wryty patrząc się smutnym wzrokiem na plecy swojego przyjaciela. Nie wiedziałam co mam robić. Byłam pomiędzy młotem, a kowadłem więc postanowiłam się nie wtrącać.
- Do zobaczenia Jade. Udanej podróży. - Po tych słowach wyszedł jakby nigdy nic, a ja stałam jak osłupiała. Podeszłam w końcu do Sherlocka kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Wszystko w porządku?- Zapytałam cicho jakbym bała się,  że wybuchnie na mnie, co w sumie było absurdalne.
- W jak najlepszym.- Odpowiedział szorstko, a ja przygryzłam wargę.
- Słuchaj jest już późno.  Chodźmy spać, sen dobrze ci zrobi.- Odwrócił się do mnie uśmiechając się lekko.
- Masz rację,  powinnaś się położyć więc zrób to, a ja dam sobie radę.- Wiedziałam, że z nim nie wygram więc pokiwałam głową po czym udałam się do łazienki wziąć prysznic. Woda zmywałam ze mnie wszystkie przeżycia dzisiejszego dnia. Naprawdę miałam wielką ochotę być już w ciepłej pościeli zasypiając. Byłam zmęczona i miałam serdecznie dość wszystkiego.  Zakręciłam więc wodę i wyszłam wycierając się do sucha. Ubrałam się w koszulkę z krótkim rękawem i krótkie spodenki ,w których zawsze spałam. Po wyjściu z łazienki chciałam zobaczyć co robi Sherlock. Stał on nadal przy tym oknie i widać było,  że intensywnie myślał.  Wiedziałam, że boli go to, że przestał być  oczkiem w głowie Johna choć nie chciał tego pokazać.  Podeszłam do niego z założonymi rękoma opierając się bokiem o ścianę tak by być przodem do niego.
- Nie dam ci tu sterczeć całą noc i patrzeć się jak idiota w latarnię.  Idziesz spać ze mną i to TERAZ.  Nie zadręczaj się Johnem tylko go zrozum, a teraz rusz się do cholery bo nie ręczę za siebie!- Krzyknęłam na niego, więc w końcu spojrzał na mnie badawczym wzrokiem, po czym bez słowa poszedł do łazienki.  Uśmiechnęłam się triumfalnie sama do siebie i poszłam do sypialni.  Zapaliłam lampkę nocną po swojej stronie po czym chwyciłam za telefon.

Odbiorca: John
John przepraszam cię za niego. Obiecuje, że z nim porozmawiam i wytłumaczę pewne rzeczy. Odkąd wyszedłeś stał jak kołek patrząc się w okno. Wszystko będzie okey, do  jutra mu przejdzie. Dobranoc

Nie czekałam długo na odpowiedź bo minęła może minuta. Odczytałam ją natychmiast przygryzając górną wargę.

Nadawca:  John
Nie masz za co przepraszać, zdążyłem się przyzwyczaić do jego fochów. Widzi tylko czubek własnego nosa i zawsze tak było.  Proszę uważaj na siebie, a zwłaszcza na tego dupka. Dzwoń gdyby coś się działo, albo gdybyś chciała porozmawiać. Dobranoc.

Uśmiechnęłam się blado do ekranu i w tym momencie wszedł Sherlock. Położył się obok mnie lustrując wzrokiem, a ja odłożyłam telefon na szafkę.
- Piszesz z Johnem.- Rzucił szybko patrząc mi się w oczy. Nie było to pytanie lecz stwierdzenie, no ta..  on i jego siódmy zmysł.
- Tak, ale porozmawiamy o tym jutro. Dobranoc.- Nie chciałam teraz poruszać tego tematu bo jeszcze skończyło by się kolejną kłótnią. Wtuliłam się w niego, a on pocałował mnie w czoło. 
- Dobranoc.



--------------------------------------------------------------

No i jak? Ujdzie?? Liczę na wasze wypowiedzi i do następnego!

P.S. Przypominam o snapchacie; Olivia Winslow

poniedziałek, 22 lutego 2016

Chodźmy razem przez życie!

Słuchajcie teraz jest na wattpadzie, znajdziecie mnie bez problemu wpisując Olivia Winslow, lub Sherlock- bez kobiety świat byłby nudny.
Zachęcam was rowniez do dodania mnie na snapchacie.  Możecie zadawać mi pytania, dzielić się ze mna swoim zyciem, a ja zawsze odpowiem ;) Licze, że bede miała do kogo snapowac  :p

Rozdział 9

Minęło już kilka dni od mojego powrotu do żywych. Porobili mi wszystkie badania i na szczęście udało się zwalczyć moja anemię prawie do końca.  Oczywiście nadal mam brać witaminy i odpoczywać po tym wszystkimi, ale czuje się już dobrze. Wszystko wróciło do normy. No prawie wszystko.. Męczą mnie myśli dotyczące Sherlocka. John wyprowadził się,  a my zostaliśmy sami. Jego ciągle nie będzie,  a ja będę siedzieć sama lub z panią Hudson. Dodatkowo nie umiem być obojętna co do jego osoby.  Ciągle myślę o nim oraz o tym jakby wyglądało moje życie u jego boku. Aktualnie kończyłam pakować swojej rzeczy i czekałam na wypis, który miał przynieść John. Dzięki bogu dziś stąd wychodzę. Sherlock stał obok przyglądając mi się.
- Skończyłaś?
- Tak, możesz ją wziąć. - Zgarnęłam włosy z twarzy do tyłu podając mu torbę z rzeczami. Wtedy do pomieszczenia wszedł Watson.
- Jesteś wolna. Po dyżurze zajrzę do was. Uważajcie na siebie, a zwłaszcza ty Jade.- John podał mój wypis Sherlockowi by go schował,  a mnie przytulił. Kochałam go jak starczego brata, którego nigdy nie miałam.  Jestem z niego dumna, że w końcu zakłada rodzinę.  Tylko patrzeć jak zostanę ciocią, a Sherli wujkiem. Hmm.. wujek socjopata.  Coś nowego i ciekawego. Dzieciaki będą miały czym chwalić się w szkole.
- Nie martw się tak. Zadbam o siebie tym razem.- Puściłam Johnowi oczko na co uśmiechnął się.
- Mam nadzieję,  z resztą i tak będę miał cię pod ciągłą kontrolą. To, że się wyprowadziłem nie oznacza,  że nie będę wpadał.
- Jak nie  będziesz wpadał to skończysz marnie. Wiem gdzie cię szukać. - Spiorunowałam przyjaciela wzrokiem,  na co oboje się zaśmialiśmy.
- Jedźcie już do domu. Nie ma co zwlekać. - Uścisnął mnie jeszcze raz,  z Sherlockiem wymienili się dziwnymi spojrzeniami, które według mnie coś znaczyły.  Nie wiem co i nie zamierzam w to wnikać. Potem wyszliśmy z budynku wsiadając do taksówki. Po drodze żadne z nas nie odezwało się aż do wejścia do domu. Zdjęłam płaszcz i poszłam do sypialni Sherlocka by rozpakować się.  On kręcił się po domu szukając czegoś.
Po chwili przeszedł do mnie i zaczął grzebać w szafkach nocnych.
- Szukasz czegoś?
- John schował mi papierosy. - Zmarszczyłam brwi i patrzyłam się na niego jak na głupka. Szukał jak opętany, a przecież te papierosy to ja mu schowałam dobry kawał czasu temu. Zaczęłam się śmiać wyciągając rzeczy z szafy. Nagle stanął jak wryty przyglądając mi się badawczo.- Co robisz?
- Przenoszę się do sypialni Johna skoro teraz stoi pusta.- Wzruszyłam ramionami jakby nigdy nic i zaczęłam przenosić rzeczy do sypialni obok. Sherlock popatrzył na to przez chwilę,  a potem wyszedł z domu. Zrobiłam wszystko co miałam zrobić,  przeniosłam się do wolnej sypialni, posprzątałam mieszkanie, a potem zrobiłam kolację. O dziwo lodówka była prawie pełna. Brakowało mi tylko mleka. Przygotowałam spaghetti serowe, oczywiście zjadłam sama ponieważ Holmesa nadal nie było.  Dochodziła 22 i trochę już zaczęłam się niecierpliwić. Siedziałam przed laptopem pisząc dalsze rozdziały swojej książki. Po około pół godziny chwyciłam za telefon wybierając numer Sherlocka.  Jeden sygnał,  drugi,  piąty i nic. Odbierz do cholery! Po trzeciej próbie odłożyłam telefon z powrotem na stół. Usłyszałam jak drzwi na samym dole trzaskają i po chwili ujrzałam przemoczonego detektywa.- Nie kupiłeś może mleka?- Spojrzał się na mnie wyraźnie zamyślony,  a potem zdjął płaszcz.
- Nie.
- Już tęsknię za Johnem.
- W czym on był lepszy? - Sherlock usiadł w fotelu patrząc się na mnie ze zmarszczonym czołem i brwiami.
- Kupował mleko.- Posłałam mu zwycięski uśmiech po czym wróciłam do pisania.- W lodówce masz kolację.
- Z chęcią skorzystam. - Odpowiedział szybko po czym poszedł do kuchni. Ziewnęłam zmęczona więc postanowiłam iść już spać. Zamknęłam laptopa i bez słowa poszłam do siebie. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki.  Po odkręceniu wody stałam bez ruchu przez dobre dwie minuty. Potem rozpłakałam się.  Czemu? Sama nie wiem.  Chyba przestaje dawać sobie radę. Teraz wszystkiego jest za dużo.  Moriarty, który prawie nas zabił i nie spocznie póki tego nie zrobi. Sherlock, którego kocham... Z dnia na dzień będzie boleć jeszcze bardziej. Teraz będziemy się mijać nie mając nawet tematów do rozmów.  Nie ma sensu zostawać na stałe w Londynie. Napiszę tą książkę i wracam do Nowego Jorku. Tak będzie najlepiej. Zapomnę o Holmesie i ułożę sobie życie od nowa. Po raz kolejny to mówię.. Trochę dużo tych razy.. Jestem beznadziejna, zawsze uciekam przed tym co staje mi na drodze. Zawsze mi powtarzano, że jestem zbyt silna i los mnie nie oszczędza. Jestem z tych zawziętych i mocno charakternych osób,  ale w momencie gdy pojawia się coś nie do przeskoczenia lubię znikać. Zakręciłam wodę i wyszłam. Wytarłam się ręcznikiem, ubrałam i wyszłam po cichu do siebie.  Zapaliłam lampkę nocną i usiadłam na łóżku. Spojrzałam na mały krzyżyk nad drzwiami, a potem zamknęłam powieki.  Boże tak bardzo cię proszę.  Choć tym razem bądź po mojej stronie. Straciłam tyle bliskich mi osób, podaruj mi chociaż jedną, która zastąpi tamte i będzie przy mnie już na zawsze. Położyłam się na plecach, w odwrotną stronę łóżka  i wpatrywałam się w sufit. Nagle usłyszałam dwa strzały.  Już się chyba przyzwyczaiłam bo tylko spojrzałam na drzwi kiwając głową z dezaprobatą.  Nawet nie podskoczyłam przestraszona. Ktoś się chyba musi znowu nudzić. Było tu dość zimno, a koc zostawiłam u Sherlocka. Podniosłam się leniwie i poszłam do jego sypialni po mój koc zrobiony na drutach, złożony z kolorowych kwadratów.  W rogu było wyszyte moje imię.  Dostałam ten koc od babci na  gwiazdkę kiedy byłam mała. Zrobiła go własnoręcznie dlatego jest dla mnie taki ważny. Sherlock siedział w salonie, ale nawet nie zwróciłam na niego uwagi i po prostu wróciłam do siebie. Położyłam się pod pościelą,  a na niej rozłożyłam kocyk. Zostawiłam zapaloną łapkę i wtuliłam się w poduszkę.  Zamknęłam oczy i nim się obejrzałam pogrążyłam się w słodkim śnie. Nie trwało to długo bo już po chwili.. Śniło mi się,  że biegnę przez las i nagle zauważam jak ktoś stoi w wielkim dole i coś kopie. Gdy podeszłam bliżej spostrzegłam, że był to Moriarty. W mogile z piachu leżał John, a ten świr zakopywał go śmiejąc się chytrze. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam więcej grobów usypanych z piachu, na każdym była tabliczka.  Zaczęłam je czytać po kolei gdyż były tam imiona i nazwiska, które doskonale znałam.  Był tam grób Molly, pani Hudson, Grega, Mycrofta, moich rodziców,  siostry oraz mój.  Kiedy skierowałam wzrok jeszcze dalej zobaczyłam jak Harry stoi z przyłożonym pistoletem do głowy Sherlocka. Ten stał bez ruchu, a po jego policzku spływała pojedyncza łza.  Powiedział bezgłośne "przepraszam" w moim kierunku i w momencie kiedy rozległ się strzał otworzyłam szeroko oczy. Oddychałam szybko, a moje serce miało ochotę wyskoczyć na podłogę. Rozejrzałam się po pokoju, który nadal rozświetlała lampka. Zgarnęłam włosy do tyłu i położyłam się z powrotem.

Obudziłam się rano spoglądając w okno. Westchnęłam po czym przekręciłam się na bok przodem do drzwi. Wzięłam telefon i spojrzałam na godzinę.  10:18. Wstałam leniwie od razu kierując się po ubrania. Wzięłam czarne rurki, czarną bokserkę oraz czerwoną koszulę w czarną kratę i poszłam do łazienki.  Wzięłam prysznic,  umyłam włosy,  a potem doprowadziłam się do ładu. Zrobiłam lekki makijaż oraz pokręciłam włosy tak by wyszedł mi efekt fal. Poszłam do salonu, ale w mieszkaniu nikogo nie zastałam.  Na małym stoliku stała taca z filiżanką oraz herbata w dzbanku i mleko. Nalałam sobie gorącego jeszcze napoju i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie śniadanie i usiadłam przy stole w salonie. Było tu tak cicho.. za cicho. Spoglądałam za okno patrząc jak miasto tętni życiem.  Dziś była wyjątkowo ładna pogoda. Z zamyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę. - Drzwi otworzyły się i ujrzałam w nich kobietę w moim wieku.
- Ja do pana Holmesa.- Zmarszczyłam brwi i wstałam do niej.
- Sherl.. to znaczy pana Holmesa nie ma. Pani jest klientką? - Pokiwała głową, a ja wskazałam ręką na kanapę. Weszła od razu siadając. Wyniosłam swój talerz do kuchni usiadłam znowu przy stole wcześniej biorąc notes i długopis. - Proszę niech pani mówi.
- Ale..
- Pracuje z panem Holmesem. Przekaże mu wszystko po jego powrocie, a jeśli podejmie się sprawy skontaktuje się z panią. - Dziewczyna pokiwała głową po czym zabrała się do opowiadania.
- Więc przedwczoraj zabito mojego chłopaka, policja sądzi,  że było to samobójstwo,  ale jestem pewna, że ktoś go zabił. Pracował w dobrze prosperującej firmie ojca. Zarządzał nią,  a ostatnio zwolnił trzech pracowników za pijaństwo w pracy.- Słuchałam jej bardzo uważnie zapisując wszystko. Potem wpadłam na pewien pomysł. Sherlock nie weźmie tej sprawy bo powie, że jest nudna, ale ja mogę się tym zająć.
- Wie pani może kto zajmuje się tą sprawą na policji.- Zmarszczyła brwi intensywnie myśląc.
-  Inspektor Greg Lestrade.- Uśmiechnęłam się cwaniacko po czym wstałam i chwyciłam za telefon. Przyglądała mi się z zaciekawieniem jednak nie zwracałam na nią teraz szczególnej uwagi. Wybrałam numer Grega i na szczęście odebrał po trzech sygnałach. Umówiłam się z nim w kostnicy za 20 minut, po czym zgarnęłam klientkę na taksówkę. Nie tłumaczyłam Gregowi o co chodzi tylko poprosiłam o akta tego chłopaka. Na miejscu staliśmy wszyscy przy stole na którym leżał denat. Dziewczyna rozpłakała się,  a ja dokładnie oglądałam ciało.
- Greg, pokaż mi jeszcze zdjęcie z pozycją w jakiej go znaleźliście.- Przyjaciel podał mi zdjęcie na którym widać było jak chłopak leży na łóżku, z pistoletem po jego prawej stronie. Przyglądałam się  zdjęciu bardzo uważnie by wykryć najmniejsze szczegóły..- Znowu się pomyliliście. Ty Molly także.- Cała trójka spojrzała na mnie zszokowana czekając na moje dalsze wyjaśnienia. - Po pierwsze, na ścianach nie ma śladów krwi, a kiedy strzelasz sobie z tak bliska nie ma bata, żeby ich nie było. Po drugie nie ma łuski prawda? Czyli jest to robota kogoś kto strzelił z daleka. Wszystko było zaplanowane. No ale, jak ktoś mógł go zabić z daleka, przecież nie ma śladów? Bardzo proste, okno było otwarte i to przez nie kula wleciała.  A po trzecie pistolet leży po jego prawej stronie, a kula przeszła przez głowę od lewej strony. Teraz zostaje wam tylko wyjaśnić kto go zabił.  Proponuję monitoring oraz przesłuchanie trzech pracowników. To tyle. Sądzę, że dalej sobie poradzicie.- Popatrzyli na mnie jak na wariatkę, a potem pokiwali głowami z niedowierzaniem.
- Holmes ma na ciebie zły wpływ, robisz się taka jak on. Ale przynajmniej przydatna jesteś.- Greg podśmiewał się ze mnie na co pokazałam mu język.
- Bardzo pani dziękuję!  Ile pani chce za tą usługę?- Dziewczyna podeszła do mnie z wdzięcznością wymalowaną na twarzy. Zrobiło mi się jej żal.  Te jej czerwone od płaczu oczy mówiły same za siebie.
- Nie trzeba, cieszę się,  że mogłam pomóc. - Posłałam jej ciepły uśmiech, który odwzajemniła.
- Bardzo dziękuję za pomoc. Naprawdę jestem ogromnie wdzięczna.
- Dobrze już dobrze. Skoro sprawa jest po części wyjaśniona to ja wrócę do domu.
- Odwiozę cię.- Greg wyszedł ze mną kierując się do jego auta. Otworzył mi drzwi, a ja zajęłam miejsce pasażera.  Zapięłam pasy czekając aż ruszymy. Po drodze rozmawialiśmy o tej sprawie i w sumie tylko o tym. Pod domem podziękowałam mu za podwózkę po czym poszłam na górę. Sherlocka nadal nie było.  Zdjęłam płaszcz oraz buty, a klucze rzuciłam na stół. Włączyłam telewizor i poszłam do kuchni odgrzać sobie pozostałości wczorajszej kolacji. Usiadłam przy stole jedząc i oglądając jakąś beznadziejną komedię. Potem pozmywałam i posprzątałam tu... znowu. Wzięłam koc i nakryłam się nim siedząc w fotelu Johna. Nagle do mieszkania wpadł cały zakrwawiony Sherlock z harpunem z ręku. Spojrzałam na niego przerażona i za razem zdziwiona.  Nigdy czegoś takiego nie widziałam. To przebiło moje największe oczekiwania względem tego faceta.
- Ale nuda!!
- Wracałeś metrem?
- Żadna taksówka nie chciała mnie zabrać. - Zaczęłam się śmiać a on poszedł do siebie. Boże co za popieprzony facet z niego! Takiego właśnie go...kocham. Na tą myśl mina mi zrzedła Wróciłam do oglądania film przytulając się do kocyka. Reszta wieczoru wyglądała tak, że siedzieliśmy nie odzywając się do siebie,  a potem ja poszłam do siebie. Przyszedł John, ale powiedziałam, że jestem zmęczona i idę spać.  Może i nie było to miłe z mojej strony, ale nie miałam ochoty się teraz z nikim widzieć. Zawinięta w koc usiadłam na parapecie w sypialni wpatrując się w małą i ciemną uliczkę, w której nigdy nikt nie chodził.  Deszcz dudnił o parapet a ja przyglądałam mu się z zamiłowaniem.  Oparłam głowę o zimną szybę i czułam jak zasypiam. Ziewnęłam, a potem pojedyncza łza spłynęła mi po prawym policzku, kończąc swój żywot na kawałku koca. Podniosłam się leniwie i skierowałam wprost do łóżka.  Kładąc się w nim zasnęłam prawie,  że od razu. Jednakże ten potworny koszmar znowu przypałętał się do mojej głowy. 
Moje wszystkie dni przez następne dwa tygodnie wyglądały prawie, że identycznie.  Żyłam według jednego schematu:  wstawałam,  wychodziłam z domu, wracałam i szłam spać lecz i tak przez pół nocy nie spałam przez koszmar, który ciągle mnie nawiedza. Sherlock? Jego też ciągle nie ma. Mijamy się każdego dnia nie rozmawiając ze sobą.  Wymienimy się jakimiś pojedynczymi wyrazami  i to tyle. Cała ta sytuacja dobija mnie i powoli wykańcza.  Najgorszym złem tego świata jest kochać kogoś, kto nie kocha ciebie. Serce na myśl o tym pęka,  a łzy lecą same bez żadnego zapytania.  Nie raz płacze pod prysznicem lub zasypiając. Najbardziej boli ta bezsilność bo wiem, że nic nie mogę zrobić. Wychodziłam teraz ze swojej sypialni zawinięta w koc, z potarganymi włosami i zaryczana. Co się do jasnej cholery ze mną dzieje?! Nigdy nie przeżywałam czegoś tak bardzo mocno. Wyglądam jak chodzące nieszczęsne lub jak bezdomna. Kiedy przekroczyłam próg salonu zdziwiłam się gdy zobaczyłam Sherlocka. Przecież miało nikogo nie być!  Niech to szlag! Zakładał właśnie swój szalik,  lecz kiedy mnie zobaczył zastygł w bezruchu. Mogłabym teraz zacząć wycierać łzy, ale było mi już wszystko jedno.
- Coś się stało? - Spojrzał na mnie pytająco i widać było,  że jest trochę zmartwiony. Żebyś wiedział,  że tak. To ty się stałeś głupku.  To przez ciebie stoję w salonie jako totalne dno porośnięte wodorostami. Pokiwała lekko głową, podeszłam do niego powoli lustrując go wzrokiem. Coś natchnęło mnie do działania.  Nie wiem dlaczego, ale poczułam, że muszę coś zrobić.  Wpiłam się w jego wargi, kładąc dłoń na jego torsie. Zdziwił się i to bardzo, nie odepchnął mnie jednak, tylko odwzajemnił pocałunek dosłownie raz czy dwa po czym wyszedł bez słowa zostawiając mnie samą na środku pokoju. Stałam jak wryta patrząc się na drzwi.  Już nie płakałam,  ostatnia samotna łza spłynęła mi po policzku,  a ja wróciłam do sypialni siadając na parapecie.

wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział 8




Udało się, uratowali ją. Przed Moriartym i utonięciem. Sami nie wiedzieli co gorsze. Była utrzymywana w śpiączce lecz tylko przez kilka dni by organizm się zregenerował.  Na szczęście nic nie zagrażało jej życiu. Jedyne zdrowie jakie naprawdę podupadło to zdrowie psychiczne Sherlocka. Zdał sobie z czegoś sprawę, ale dopiero wtedy gdy dziewczyna prawie zginęła.Pierwszy raz w życiu bał się i to potwornie. Przestraszył się tego, że..  jej piękny śmiech i głos nie rozniósł by się więcej po Baker Street. To miejsce upadło by bez ani Hudson, ale bez Jade wydawało się jakby cała Anglia miała runąć. Chłopcy siedzieli na korytarzu przez salą Jade, John akurat miał dyżur. Właśnie co do Johna.. wczoraj wyprowadził się z Baker Street do Mary. Czemu tak szybko? Po pierwsze wcale nie szybko. Spotykał się z nią kilka dobrych miesięcy utrzymując to w tajemnicy. Po drugie wiedział, że pozostałej dwójce warto dać trochę.. hm... intymności? Widział co jest grane i co się szykuje. Znał Sherlocka na wylot i zdawał sobie sprawę z tego, że Holmes ulegnie uczuciom chociaż powiada, że ich nie ma. Nie prawda, każdy je ma, nawet taki popieprzony socjopata. Watson odkrył w nim uczucia oraz to, że posiada ludzkie serce już dawno temu,
- Wiem, że cierpisz. - Sherlock spojrzał na niego smutnym wzrokiem.- Kochasz ją prawda?-Detektyw zaprzeczył kiwając głową.- Sherlocku przecież widzę,  wiem o tym, że za wszelką cenę nie chcesz okazać jakichkolwiek uczuć, ale przy mnie nie musisz udawać.
- Daj już spokój! Nic mi nie jest!- Holmes krzyknął na niego podnosząc się szybko. Wyszedł przed szpital zapalając papierosa.  Wyjął telefon z kieszeni i napisał smsy do wszystkich by przyszli tu dla dziewczyny. Wybudzają ją od rana ze śpiączki więc pewnie po przebudzeniu chciałaby ich zobaczyć. Gdyby tylko mógł, cofnął by czas. Nienawidzi sam siebie za to jak ją traktował,  Teraz najchętniej porwał by ją na koniec świata i nikomu nie oddał. Jest cholernym dupkiem i tyle. No dobra, tylko co teraz? Ona wróci z nim do domu i ma być jak dawniej..? Trochę bez sensu.. Cholera! Tu nic nie ma najmniejszego sensu! Wszystko się zawaliło bo jakaś wyjątkowo seksowna i piękna pani detektyw musiała wrócić do Londynu! Mogła siedzieć w Nowym Jorku na tyłku i nie zawracać głowy innym, zapracowanym ludziom. Zgasił papierosa i wolnym krokiem wrócił do środka.  Ponownie usiadł przy dziewczynie chowając twarz w dłoniach.  Siedział tak przez ponad godzinę dopóki nie przyszli jego znajomi. Wszyscy zeszli się otaczając jej łóżko.
- Jak się trzymasz?- Lestrade położył dłoń na ramieniu Sherlocka.Ten odwróci głowę w jego stronę uśmiechając się blado.
- Nie widzisz? Nic mi nie jest.- Rzucił twardo, na co Greg zrobił z warg prostą linię.  Pani Hudson razem z Molly nie odzywały się. Sherlocka zawsze denerwowało ich gadanie, a widząc zaistniałą sytuację dały sobie spokój ze zbędnymi gadkami. Była nawet Mary, narzeczona Watsona, której  Jade nie zdążyła jeszcze poznać. Przyszła tu dla Johna, by go wspierać.
- Greg daj mu spokój, mój braciszek nie ma uczuć. Jest tu dla Johna.- Mycroft zwrócił się do Lestrada na co ten pokiwał głową. Sherlock spojrzał na brata z pogardą lecz ten nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy siedzieli tam ponad godzinę, ale Jade nie zbierało się na obudzenie. W końcu wyszli do baru na kawę. Został jedynie Sherlock wpatrując się w jej bladą twarz. W pewnym momencie coś go natchnęło do działania. Podszedł do niej i powiedział słowa których nigdy nie odważyłby się powiedzieć.
- Ko..kocham cię.- Po wypowiedzianych słowach również skierował się do wyjścia.



*Jade*

Ugh! Co za potworny ból siedzi w mojej głowie. Tak w ogóle czemu jest tak ciemno? Umarłam?  Nie no, wtedy było by jasno. Śpię? Nie to też odpada. Może jak otworzę oczy to się dowiem? Tak,  to najlepsze wyjście z sytuacji. Dawaj Jade, na 3. 1..3! Chyba zgubiłam 2 po drodze. Dobra dziewczyno nie pierdziel tylko otwórz oczy. Spięłam się w sobie i bardzo powoli zaczęłam podnosić powieki. Jaskrawe światło oślepiło mnie, a obraz był zamazany. Widziałam nad sobą kontury dwóch osób oraz  słyszałam rozmowy. Po chwili obraz wyostrzył się, a ja zobaczyłam uśmiechniętego Johna nad sobą oraz Sherlocka, który w pewnym momencie wyszedł w napięciu.  Zmarszczyłam brwi co było błędem ponieważ spowodowało to jeszcze większy ból.
- Witamy z powrotem.- John zwrócił się do mnie,  a ja rozejrzałam się po pomieszczeniu. Jestem w szpitalu? Na to wygląda.  Skupiłam się by spróbować przypomnieć sobie co się stało. Po około dwóch minutach wszystko wróciło.
- Co z Moriartym?!- Krzyknęłam nerwowo w stronę przyjaciela.
-  Spokojnie Jade.. Uciekł,  ale wszystko jest dobrze. Nie myśl teraz o tym.- John mówił do mnie spokojnym i czułym tonem. Pokiwałam głową i dopiero wtedy skapnęłam się,  że w pomieszczeniu stoi reszta.
- Cześć wam. Dużo mnie ominęło? - Spojrzałam po przyjaciołach uśmiechając się lekko. Ci podeszli do mnie bliżej.
- Ale nas przestraszyłaś!- Molly jak to ona, ma za dużo energii i wręcz kipiała radością.  W kącie dostrzegłam ładną, lecz nie znaną mi dotychczas blondynkę.  Spojrzałam na nią badawczo i wtedy John łapiąc ją za rękę przyprowadził ją do mnie bliżej.
- To jest Mary, moja narzeczona.- Zaraz... narzeczona?! Ale super! Wyglądają razem tak cudownie i na pewno będą razem szczęśliwi. Uśmiechnęłam się do nich szeroko ciesząc się jak głupia.
- Gratulacje!  Szkoda tylko, że nie pomogłam Johnowi w wyborze pierścionka. Widzę,  że sporo mnie ominęło.  Kiedy ślub? - Nawijałam jak katarynka do tego stopnia, że John zatkał mi buzię ręką.
- Zadyszki złapiesz,  uspokój się trochę.  Dopiero wzbudziłaś się ze śpiączki i prawie umarłaś. Nie mamy jeszcze daty.- Przerzuciłam oczyma z dezaprobaty na matkowanie Johna.
- No dobrze dobrze. Mycroft co ze sprawą?
- Mój brat się nią zajął,  ale chyba nie powinnaś teraz zaprzątać sobie tym głowy. - Starszy Holmes popatrzył się na przytakującego Grega, a potem znów na mnie. Potem porozmawiałam jeszcze z nimi wszystkim, aż zdecydowali się wrócić do domu. Jedynie John został na dyżur.



*Narrator*

Sherlock siedział na ławce w parku obok szpitala paląc już czwartego papierosa. Wybudziła się! To nie mógł być przypadek. Dar od losu? Szansa na zmianę swojego życia oraz wpuszczenie do niego miłości?  Holmes nie wiedział, ale był  z siebie dumny. Powiedział to co czuje pierwszy raz w życiu. Nie ważne było to, że tego nie słyszała. Ten popieprzony socjopata bez uczuć pokochał tą dziewczynę prawdziwą i czystą miłością.  Tak. On nie ma uczuć i nigdy ich nikomu nie okaże.  Nikomu prócz Johna i Jade. Są to jedyne osoby, za które jest gotowy zginać. Nie mógł uwierzyć w to, ze Thirlwall  dała się uprowadzić tylko i wyłącznie dla jego dobra. Nikt nigdy nie  zrobił dla niego czegoś tak pięknego i wręcz nie do pomyślenia. Teraz zrobi wszystko by mieć ją u swego boku. Kiedy tak siedział i myślał nie spostrzegł się nawet, że zastała go noc. Podniósł się i tym swoim szybkim krokiem udał się do szpitala wprost do jej sali. Po  drodze wpadł na Johna, który właśnie od niej wracał.
- Sherlocku..  Proszę cię tylko o jedno..- Wymierzyli się braterskimi spojrzeniami, a potem Holmes postanowił się odezwać.
- Tak John?
- Nie okłamuj siebie, mnie i jej. Kochasz ją i błagam,  nie spieprz tego! Wiem, że jesteś socjopatą czy kim tam jeszcze chcesz i nie chcesz ukazać uczuć,  słabości ani niczego co ludzkie. Rozumiem to, ale pomyśl.. Ona była gotowa oddać za ciebie życie i prawie tak było więc do jasnej cholery jeśli nie chcesz zostać sam do końca życia zrób coś!  Sherlocku, wyprowadziłem się, to idealna okazja dla ciebie by zacząć się ustatkowywać. Nie każę ci od razu się żenić czy mieć dzieci.  Wystarczy jeśli po prostu będziesz z nią w prostym związku. Przemyśl to.- John poklepał przyjaciela po ramieniu po czym poszedł do pacjentów. Sherlock odprowadził go wzrokiem po czym wszedł do ciemnej sali. Jade najwyraźniej spała skoro światło było zgaszone. Usiadł cicho na krześle niedaleko łóżka splatając palce u rąk.  John miał rację.  Czas wziąć się w garść.  Wiadomo,  że socjopata nigdy się nie zmieni , ale był pewien,  że ta dziewczyna może być wyjątkiem we wszystkich jego dotychczasowych zasadach czy stylu bycia. Nie był jednak pewny, czy jest w stanie to zrobić.  Nie chciał jej ranić,  ale jeśli nie spróbuje czegoś zrobić, straci ją pewnego dnia na zawsze..



*Jade*

Otworzyłam oczy ponieważ nie mogłam spać.  W pomieszczeniu było ciemno, lecz widziałam,  że ktoś siedzi tu ze mną. Był to Sherlock.
- Co tu robisz? Jest późno.  Jedź do domu i wyśpij się. - Na moje słowa lekko się wzdrygnął,  chyba siedział w swoim pałacu umysłu, a ja wyrwałam go z transu. Wstał i zapalił lampkę stojącą na szafce obok mojego łóżka, po czym wrócił na miejsce bacznie mi się przyglądając.
- John prosił bym posiedział tu z tobą.  Mają tu niezłą kawę,  więc nie ma sensu iść spać.
- Jak wolisz.- Rzuciłam oschle urywając temat. Miałam nadzieję,  że przyszedł tu sam z siebie... Kocham tego sukinsyna bez względu na wszystko.  Szkoda tylko, że nic dla niego nie znaczę. Nie no.. nic prócz przyjaźni.  Kiedy tam na moście powiedział,  że przyjaciół się nie zostawia w moim sercu zrobiło się dużo cieplej.
- Dziękuję. - Niezręczna ciszę przerwał on, wyrywając mnie z zamyślenia,  spojrzałam na niego marszcząc brwi.
- Za co?
- Za to, że zrobiłaś wszystko bym nie zginął, tym samym prawie oddając swoje życie. - Przymknęłam powieki  zaciskając przy usta. Chciałam zapomnieć o tym wszystkim i nigdy więcej nie spotkać Moriartyego.
- Nie ma za co,  ja dziękuję,  że po mnie przyszedłeś. 
- Nie ma za co. Dopilnuję by Moriarty nigdy więcej nie zbliżył się do ciebie.- Sherlock mówił szybko i bardzo oschle nie okazując żadnych uczuć.  Uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam go poprawić.
- Chciałeś powiedzieć do nas.., do nas wszystkich.
- No tak.. oczywiście. Idź spać,  powinnaś chyba odpoczywać.
- A ty? - Uniosłam jedną brew ku górze czekając na dalsze rozwinięcie akcji.
- Dam sobię radę.
- Dobrze.. w takim razie dobranoc.- Odpowiedziałam smutno odwracając się na bok  tyłem do niego.
- Dobranoc.

piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 7

Stałam przy oknie wpatrując się w krople deszczu roztrzaskujące się o chodnik i parapet. Tu jest okropnie,  minęła już jedna noc, której prawie w ogóle nie spałam.  Płakałabym teraz gdyby nie to, że nie mam już czym. Tak bardzo nie chcę tu być.  Nie mogę się doczekać,  aż chłopcy mnie znajdą i dokopią Moriartyemu do tyłka. Przeklęty dupek znalazł sobie hobby prześladowania innych.  Jestem pewna, że Sherlock nie podpadł mu nigdy czymś tak okrutnym, żeby ten teraz miał powód by się mścić. Kiedy tak stałam usłyszałam jak drzwi się otwierają .  Jednak nie odwróciłam się w ich stronę, po kilku sekundach ten pojeb stanął obok mnie z rękoma w kieszeniach.
- Ahh ta pogoda..  To jest jedyna wada tego cudownego miejsca.- Spojrzałam się na niego jak na totalnego wariata, a ten uśmiechnął się cwaniacko.- Jeśli jesteś głodna na dole czeka śniadanie. - Wzruszył ramionami i wyszedł nie zamykając za sobą drzwi. Cholera i co teraz?  Iść czy nie? Z jednej strony nie chcę nic od tego świra,  ale z drugiej mam anemię i jestem osłabiona tak? Mogłabym żyć na głodówce, ale mój organizm znowu może tego nie wytrzymać.  Nie chce spotkać się z podłoga, zwłaszcza wiedząc,  że on nie udzieli mi pomocy. Jeśli zadzwoniłby po karetkę to byłby koniec jego planu.  Wypuściłam głośno powietrze z płuc i ostrożnie wyszłam z tego przeklętego pokoju. Dom był spory i nieźle urządzony.  Z zewnątrz wygląda dużo gorzej.  Zeszłam po schodach i zaczęłam rozglądać się za kuchnią.  Nie było problemem by ją znaleźć.  Była zaraz na wprost schodów. Na stole było mnóstwo jedzenia. Podeszłam do niego i usiadłam przy stole. Nalałam sobie herbaty,  a potem sięgnęłam po tosty. Posmarowałam je masłem,  a potem dżemem truskawkowym i zabrałam się do spożywania posiłku.  Do kuchni wszedł Moriarty siadając naprzeciwko mnie. Przez jakiś czas wpatrywał się we mnie,  a potem postanowił się odezwać. - Możesz mi wierzyć lub nie, ale nie chcę zrobić ci nic złego. Niczym mi nie zawiniłaś, ale Sherlock tak. Chcę ukarać tylko i wyłącznie jego. Kiedy on po ciebie przyjdzie ty wrócisz sobie bezpiecznie do domu i więcej się nie zobaczymy..- Chciał mówić dalej jednak mu przerwałam.
- Mam nadzieję,  nie mogę na ciebie patrzeć. Jesteś dla mnie niczym! Zwykłym potworem i mordercą! Pojebało cię na starość i szukasz zemsty tam gdzie jej nie ma. Na takich jak ty czeka krzesło elektryczne.- Rzuciłam przez zaciśnięte zęby,  a ten zaśmiał się jak głupek kiwając głową z dezaprobaty.
- Harry!- Nagle krzyknął, a do kuchni wszedł wysoki, dobrze znany mi brunet. Zmierzył mnie swoim ohydnym wzrokiem uśmiechając się cwaniacko. Cała aż zesztywniałam. Przecież...  podobno Greg go dorwał i wsadził do pierdla. Jakim cudem on tu kurwa jest?! Spojrzałam przestraszonym wzrokiem na mojego porywacza. - Radzę ci zachowywać się jak na kobietę przystało i mieć bardziej powściągliwy język.- Wstał od stołu, podszedł do mnie dokładnie lustrując wzrokiem wypełnionym  nienawiścią, po czym spoliczkował mnie. Syknęłam z bólu, łapiąc się za zaczerwieniony policzek.- Zabierz ją stąd. - Harry złapał mnie za rękę wyprowadzając z kuchni. Kiedy byliśmy na schodach popchnęłam go tak, że poleciał na barierkę, a sama rzuciłam się biegiem w stronę drzwi wyjściowych.  Udało mi się je otworzyć i kiedy już miałam wybiec, pociągnął mnie za włosy przez co upadłam z hukiem na podłogę. Zamknął drzwi i podszedł do mnie nieźle wkurzony. Złapał mnie ponownie za włosy nachylając się nade mną.
- Nigdy więcej nie próbuj tego robić suko.- Wycedził przez zęby,  a potem rzucił mną o podłogę. Potem przerzucił mnie sobie przez ramię i zaniósł do sypialni. Zrzucił mnie na łóżko jak worek ziemniaków, następnie próbując się do mnie dobrać.- Mówiłem, że jeszcze się spotkamy, ten twój świr nie zdąży po ciebie przyjść.  Jim załatwi go jeszcze dziś.- Po tych słowach zaczęłam się szarpać. Strzeliłam mu z całej siły w twarz co rozwścieczyło go jeszcze bardziej. Uderzył mnie w brzuch, a potem zwalił z łóżka na podłogę.  Po drodze uderzyłam się udem o szafkę nocna. Spoliczkował mnie jeszcze dwa razy, aż w końcu zadał mocniejsze ciosy. Rozciął mi wargę,  brew, a moje oko było sine. Kiedy zobaczył, że już nawet nie reaguje,  wstał i wyszedł zamykając drzwi na klucz. Wtedy też poczułam jak moje powieki opadają, a wszystko dookoła robi się czarne. Nie czując żadnego bólu straciłam przytomność.



*Narrator*

Sherlock siedział cały dzień na komisariacie,  zastanawiając się co dalej.  Przeglądali monitoring uliczny, czytali akta Moriartyego i próbowali rozgryźć co dokładnie planuje jego wróg.  Wszystko było na nic. Nie mógł się na niczym skupić.  Cały czas miał przed oczami Jade wsiadając do taksówki.  Po powrocie do domu siedział pochylony w fotelu myśląc.
- Idź spać jest środek nocy,  tak jej nie pomożesz. Jutro dokończysz śledztwo. - John podszedł do niego kładąc rękę na jego ramieniu.
- Jakie śledztwo?! Moriarty prześle wskazówkę z miejscem gdzie ją trzyma!- Sherlock wstał nerwowo krzycząc. Zaczął chodzić w tą i z powrotem po pokoju, a w momencie gdy dostał smsa przeszedł szybkim krokiem po niskim stoliku by jak najszybciej poznać jego treść.

Nadawca:  Numer Zastrzeżony
Przestań palić za sobą mosty, samobójstwo było dla niej najlepszym wyjściem. Zrobiła to podziwiając piękno księżyca.  Mówiła, że to najlepsza pora. Cóż.. w końcu to pisarka,  lubiła takie dramaty.

Czytał tego smsa zaciskając szczękę.  Był jednak pewny jednego. Jade nie popełniła samobójstwa, jest zbyt twarda by to zrobić, oczywiście jest do tego zdolna bo zbyt duża odwaga z bycia kryminalną nadal w niej siedzi. Jednak.. to do niej nie pasuje.  Nie miała powodu do odebrania sobie życia.  Przeczytał wiadomość jeszcze raz dokładnie ją analizując. Wtedy dostał olśnienia! ,,Cicha woda brzegi rwie", ,,palić mosty", samobójcy odbierają sobie życie najczęściej o 24:00, pełnia księżyca jest jutro!
- No jasne!  John!  Wszystko jasne!- Detektyw pobiegł do swojego przyjaciela, który już prawie spał.  Zdjął z niego pościel,  a ten jęknął próbując nakryć się z powrotem. - Mam rozwiązanie zagadki!- Holmes krzyknął podekscytowany, a doktor zastygł w bezruchu.
- No mów! - Watson poderwał się z łóżka i stanął naprzeciwko przyjaciela.
- Jutro o północy na Tower Bridge  od lewego  brzegu.- Współlokatorzy wymienili się triumfalnymi uśmiechami nie mogąc się doczekać, aż dziewczyna z powrotem trafi w ich ręce. Dlaczego lewy brzeg? To proste, brzeg jest łagodniejszy, a Moriaty będzie chciał wystawić ich na próbę.


*Jade*

Otworzyłam lekko powieki nie wiedząc co jest grane.  Kiedy chciałam się podnieść potworny ból w całym ciele przypomniał mi wcześniejsze zdarzenia. Było mi cholernie zimno więc jakimś cudem udało mi się wdrapać na łóżko i nakryć kołdrą. Był środek nocy, w całym domu panowała cisza. Jedynie deszcz nadal dudnił o parapet.  Mam dość tego wszystkiego,  przyjechałam tu by zacząć normalne życie,  a tym czasem jestem pobitym zakładnikiem jakiegoś szaleńca. Holmes do cholery pośpiesz się. Chcę być już w domu wygrzewając się przy kominku. Tęsknię nawet za chamstwem i podłością Sherlocka. Chciałabym żeby tu był. Boje się mimo wszystko o niego. Jeśli coś pójdzie nie tak, a Moriarty dopnie swego Sherlock zginie, a do tego nie mogę dopuścić.  Jest dla mnie naprawdę ważny i zrobię wszystko co w mojej mocy by wyszedł z tego cało. Nie wiem nawet kiedy, ale zasnęłam. Obudził mnie dopiero Moriarty. Kiedy spojrzałam na zegarek była 22:30 następnego dnia. Nie wiem jakim cudem udało mi się tyle przespać. Wstałam bardzo ostrożnie przez nadal dający się we znaki ból. Potem związali mi ręce i wsadzili do samochodu. Coś czuję,  że za parę godzin wszystko się skończy.  Patrzyłam smutnym wzrokiem na ludzi na ulicy.  W tłumie dostrzegłam Molly idącą z jakimś chłopakiem. Uśmiechnęłam się blado na ten widok, a pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Dlaczego to wszystko musi się dziać? Przysięgam,  że kiedy wszystko wróci do normy nigdy więcej nie wyjdę z domu po kłótni z Loczkiem.
- Wysiadaj.- Usłyszałam ostry głos Harryego, nie chcąc ryzykować zrobiłam to co kazał i zaczęłam iść tuż przed nim. Byliśmy na moście,  co nie wróżyło nic dobrego.



*Narrator*

Sherlock szedł szybkim krokiem wprost w stronę Moriartyego który już czekał. Zmierzyli się wrogimi spojrzeniami i gdyby mogli rzucili by się na siebie okładając pięściami.  Serce Holmesa stanęło gdy zobaczył Jade stojąca na barierce mostu. Trzymał ją jej były chłopak,  a ona była cała pobita, zimny wiatr rozwiewał jej długie włosy. Wyglądała jak wrak, człowieka. Czuł się za to odpowiedzialny i winny.  To przez niego ta dziewczyna musi cierpieć.  Patrzyła na niego smutnym i wygasłym spojrzeniem. W jej dużych i pięknych oczach nie było grama życia. Po tańczących,  kolorowych iskierkach nie było nawet śladu.  Kiedy zobaczyła jak Sherlockowi pęka serce posłała mu lekki uśmiech by choć w taki sposób podnieść go na duchu. Tylko ona była w stanie rozszyfrować jego wnętrze zamknięte na tysiąc spustów. Ona jedyna miała dostęp do środka jego serca.  Oboje mieli wrażenie  jakby znali się od urodzenia. Ich serca biły jak szalone. Zależało im na sobie, mimo iż żadne nie zamierzało się do tego przyznać, może dlatego, że nie dopuszczali takiej myśli do siebie? 


*Jade*


- I co teraz zrobisz? Widzimy się ponownie i znowu to ja rozdaje karty. Aż szkoda mi tej dziewczyny. Niczym sobie na to nie zasłużyła...- Podczas tej chorej gadki, którą już słyszałam miałam ochotę zatkać sobie uszy. Facet ewidentnie lubi dramatyczne sytuacje. Przerzuciłam oczyma w geście dezaprobaty kiwając przy tym głową po czym postanowiłam mu przerwać.
- Och zamknij się Moriarty! Nie rób z siebie pajaca, a patrzenie na ciebie kiedy próbujesz myśleć aż boli.- Rzuciłam w jego stronę,  a on spiorunował mnie wzrokiem.
- Wyszczekana Holmes,  ty ją tego nauczyłeś?
- Nie musiałem,  a teraz wypuść ją i pozwól odejść.  To tylko i wyłącznie nasza sprawa.- Sherlock chciał podejść bliżej ale wtedy Jim wycelował w niego gnatem.
- Decyduj,  albo ty,  albo ona..- Chciał mówić dalej, ale znowu weszłam mu w zdanie.
- Nie!- Kiedy krzyknęłam zrozpaczona Sherlock spojrzał mi prosto w oczy swoim twardym wzrokiem.
- Spokojnie Jade, wszystko będzie dobrze. Przyszedłem tu bo przyjaciół się nie zostawia..- Holmes mówił do mnie bardzo spokojnie i czule bym nie wpadła mu w histerię.
- Nie ruszaj się. - Usłyszałam głos Johna.  Nie wiem jak i kiedy to zrobił ale teraz stał za Moriartym z bronią przełożoną do jego pleców. Jim zaśmiał się szyderczo  po czym skierował swój pistolet na mnie. Serce podeszło mi do gardła,  a Holmes mierzył się z nim wzrokiem.
- I co? Jeśli ja zginę,  ona również.
- John!- Krzyknęłam w stronę przyjaciela, który od razu na mnie spojrzał.- Strzelaj.
- Nie!- Odpowiedział bardzo szybko, widać było jak ta sytuacja go przerasta. 
- Strzelaj do cholery!- Krzyknęłam ponownie i wtedy rozległ się dźwięk strzału.  Nie był to jednak strzał wykonany przez Johna.  Moriarty zastrzelił Harryego, który mnie trzymał.  Kiedy upadał popchnął mnie. Leciałam w dół wprost do lodowatej wody. Miałam związane ręce więc nie mogłam wypłynąć.  Próbowałam zrobić wszystko by wrócić na powierzchnię jednak na próżno.  Woda zaczęła wlewać się do moich płuc.  Czułam jak tonę.  Tak się kończy historia mojego życia.  Utonę w Tamizie i wszelki słuch po mnie zaginie. Cóż..  Śmierć za ukochaną osobę wydaję się być najlepsza i taka właśnie jest. Tak, kocham Sherlocka i zdałam sobie z tego sprawę dopiero w obliczu śmierci. Chyba trochę za późno.. Jeśli jednak jakimś cudem przeżyje zrobię wszystko by moja przyszłość toczyła się u jego boku. Zamknęłam oczy czekając na mój koniec.  Co było dalej? Nie wiem..



piątek, 5 lutego 2016

Rozdział 6

Minęły już ponad trzy tygodnie od mojego wypadku w labolatorium. Niestety te wszystkie dni nie są najmilszym czasem w moim życiu.  Ciągle kłócimy się z Sherlockiem, dogryzamy sobie lub robimy na złość.  Jednak to on zawsze zaczyna, a ja się tylko bronię! Czasem  jest naprawdę nie do wytrzymania. John także ma już dość tych kłótni.  Muszę koniecznie znaleźć sobie mieszkanie bo nie da się tak żyć. Naprawdę próbowałam i nadal próbuje dojść z nim do porozumienia, ale on trzyma się swojego. Sądziłam, że tak jak John stał się moim przyjacielem, tak i Holmes nim będzie.  Nie wiem czemu, ale gdzieś w środku gryzie mnie to i wręcz boli. Jakoś tak zależy mi na nim jako przyjacielu. Martwię się o niego i przejmuje tym czy wszystko jest w porządku w jego życiu.  W głębi duszy jest wspaniałym człowiekiem i ma uczucia mimo,  że zawsze temu zaprzecza. Mam dziwne wrażenie, jakby Molly znaczyła dla niego coś więcej.  Ona go kocha, to jest pewne.  W pewnym stopniu on ją też.  No ale Sherlock nigdy nie będzie w związku, o małżeństwie nie wspominając. John znowu był teraz na dyżurze, Holmes grzebał coś w laptopie, a ja siedziałam na kanapie nudząc się.  Podpierałam brodę ręką wpatrując się w ścianę. Może przejdę się do Molly? Albo na komisariat? Boże błagał niech ktoś da mi jakieś zajęcie bo zaraz tu umrę.  Wstałam leniwie i podeszłam do okna. Kiedy mijałam siedzącego przy stole Sherlocka rzucił mi się w oczy pewien szczegół. On korzystał z MOJEGO laptopa. Podeszłam do niego, zamknęłam mu urządzenie przed nosem, a on zamarł w bezruchu.  Jezu! Jak on mnie czasem doprowadza do szału! Spojrzał się na mnie wzdychając, a ja pokiwałam głową z dezaprobaty.
- Czemu korzystasz z mojego komputera?!
- Ponieważ ten miałem pod ręką.- Odpowiedział bardzo powoli i spokojnie, w przeciwieństwie do mnie.
- Miałam hasło!
- Nie było problemem by je rozszyfrować.- Wstał odsuwając krzesło, a ja popatrzyłam na niego wściekłym wzrokiem.
- Nigdy więcej tego nie rób! To moja własność i mam tam prywatne rzeczy.- Krzyknęłam na niego odstawiając laptopa na głąb stołu.
- Nie ma tam nic niezwykłego. Jakaś durna książka i parę zdjęć twoich rodziców.  Nie wiem po co je tu trzymasz. Są bezwartościowe, nie warto być sentymentalnym. Sentymenty to tylko reakcje chemiczne, a chemia jest banalnie prosta. Ja, uodporniłem się na tego typu rzeczy, tobie też radzę to zrobić.
- Sherlock wzruszył ramionami popijając herbatę, którą właśnie wziął ze stołu. Myślałam, że zaraz się na niego rzucę.  Zacisnęłam dłonie w pięści głęboko oddychając. 
- Jesteś podły.- Rzuciłam przez zęby po czym zaczęłam się ubierać by jak najszybciej opuścić to przeklęte miejsce.


*Narrator*

Sekundę po wyjściu Jade z salonu Sherlock dostał smsa. Otworzył go zdziwiony tym, kto mógł go wysłać.


Od: Numer Zastrzeżony
Pilnuj przyjaciółki, bo może spotkać ją coś złego. Pamiętaj,  cicha woda brzegi rwie.

Holmes zacisnął zęby oraz usta robiąc z nich jedną, wąską linię. Złapał płaszcz i wybiegł za Jade. Wiedział, że Moriarty wróci prędzej czy później,  ale nie sądził, że będzie to aż tak szybko. W tej chwili chyba po raz pierwszy poczuł, że boi się i wręcz martwi o swoją współlokatorkę. Kiedy zszedł na dół zobaczył jak przed domem stoi taksówka. Jade miała już do niej wsiąść, lecz zatrzymał ją w ostatniej chwili.
- Nie wsiadaj! Chodź tu i idź na górę!- Krzyknął do niej na co odwróciła się gniewnie. W tym samym momencie z pojazdu wysiadł Jim. Thirlwall popatrzyła na nich zdezorientowana. Zamknęła drzwi i stanęła bliżej Sherlocka. Moriarty stanął kawałek za nią tak, że teraz była pomiędzy nimi.
- Proszę, proszę.  Myślałeś, że uda ci się ją uratować. Jesteś w błędzie.  - Jim zwrócił się do Sherlocka tym swoim typowym dla niego tonem.- Wsiadaj do samochodu!- Krzyknął na całkowicie zaskoczoną dziewczynę. 
- A jeśli nie to co?- Zwróciła się do Moriartyego, a ten głośno westchnął. Wyjął broń zza marynarki i wycelował w Sherlocka. 
- Zabije go już teraz.- Spojrzał na nią wymownie,  a ta zacisnęła zęby myśląc szybko co tu zrobić. Nie chciała by Holmesowi stało się coś złego. Pomimo tego jak ją traktował był dla niej ważny. Mimo wszystko traktowała go jak przyjaciela, którym już zawsze dla niej będzie. 
- Dobrze. Pojadę z tobą,  ale nie rób mu krzywdy.- Spojrzała wściekłym wzrokiem na Jima, który się roześmiał. 
- Jakie to urocze. Przyjaciółka chce oddać za ciebie własne życie. Możesz być spokojna, teraz nic mu nie zrobię, ale potem.. będziesz musiała się z nim pożegnać.- Powiedział rozbawiony otwierając jej drzwi. Podeszła w stronę taksówki. 
- Nie rób tego!- Sherlock krzyknął w jej stronę,  a ona spojrzała na niego zaczerwienionymi oczyma.
- Spokojnie,  wiem co robię.  Nie dam cię zabić. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, a dla przyjaciół jestem gotowa ponieść największe koszty.- Powiedziała cicho wsiadając do taksówki. 
- Moriarty wypuść ją. To nasza sprawa.  Nie mieszaj w to innych.- Sherlock chciał do niego podejść jednak ten wycelował w Jade. Ta tylko spuściła głowę by nie musieć na to patrzeć. 
- Nie ma mowy mój drogi. Teraz jest moja.- Zamknął drzwi od strony dziewczyny i sam wsiadł do pojazdu. Potem odjechali,  a Sherlock zaklął pod nosem.  Patrzył się jak odjeżdżają nie wiedząc co robić. Wrócił szybko do mieszkania siadając w fotelu. Był zdenerwowany jak nigdy.  Ta dziewczyna,  którą tak bardzo próbował do siebie zniechęcić w każdy możliwy sposób, nazwała go najlepszym przyjacielem. Mało tego,  jest gotowa oddać własne życie za jego. Nigdy nie spotkał się z czymś takim.. no może prócz Johna. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem, pierwszy raz w życiu doszło do niego to, że ma dwójkę wspaniałych przyjaciół.  Ma osoby dla których znaczy naprawdę dużo i może na nich zawsze polegać.  Co więcej..  te osoby są dla niego tak samo cenne jak on dla nich. Dopiero teraz to zrozumiał, gdy komuś może stać się krzywda. Przeklinał w myślach siebie samego, jest kompletnym idiotą i tyle. Chwycił broń i strzelił kilkakrotnie w ścianę tuż przez nosem przestraszonego Johna,  który lustrował go zdziwionym wzrokiem. 
- Co tym razem? Gdzie Jade?- Na te słowa Sherlock wstał nerwowo z fotela zaciskając wargi.
- Moriarty ją zabrał. Jedziemy do Lestrada, nie ma czasu.- Detektyw wyminął współlokatora, który zbiegał po schodach zaraz za nim, złapali taksówkę i pojechali prosto na komisariat. Po drodze jednak zdenerwowany i przejęty całą sytuacją John żądał wyjaśnień.
- Jak to ją zabrał?! Czemu nic nie zrobiłeś?!
- Chciałem ale nie pozwoliła mi!
- Jak to?!
- John.. powiedziała,  że jest gotowa oddać za mnie życie. Nazwała mnie swoim przyjacielem.. Pojechała z nim by ten sukinsyn nie zastrzelił mnie na środku ulicy. Nie spodziewałem się tego po niej.. Myliłem się co do niej.  Teraz już wiem, że znaczy dla mnie tyle samo co ty.- Na koniec wypowiadanego zdania zacisnął wargi w jedną linię czekając na reakcję Johna. Ten był wielce zaskoczony słowami Sherlocka. Nigdy by się nie spodziewał, że ten wyrazi swe pozytywne uczucia względem tej dziewczyny. Popatrzyli na siebie poważnym wzrokiem, a ich twarze były praktycznie nieruchome. 
- Co zamierzasz teraz zrobić? 
- Odnaleźć ją i pozbyć się Moriartego raz na zawsze.


Jade jechała tą przeklęta taksówką ocierając szybko łzy. Nie chciała okazać aż tak wielkiej słabości. Bała się i to okropnie. Ten facet był totalnym świrem i wariatem. Bała się również o Sherlocka. Nie chciała by spotkało go cokolwiek złego. Miała jednak nadzieję,  że odnajdzie ją i zrobi porządek z Moriartym. Co jeśli ona go nie obchodzi,  a on zostawi ją na pewną śmierć z rąk jej porywacza? Przecież wielokrotne okazywał jej to, jak bardzo ją nienawidzi. Chociaż z drugiej strony.. wiedziała, że to wspaniały człowiek, który w głębi serca ma uczucia. Musi mu zaufać i tyle. Wszystko się jakoś ułoży.  Za parę dni będzie ze swoimi przyjaciółmi rozwiązywać kolejne sprawy w domu pod numerem 221B. Samochód zatrzymał się pod starym domem. Wysiedli, a Jim zaprowadził ją do jednego z pokoi. Nie miała  jednak szans na jakąkolwiek ucieczkę ponieważ okna były zakratowane. Usiadła na łóżku cała się trzęsąc. Moriarty spojrzał na nią uśmiechając się cwaniacko.
- Spokojnie,  niedługo zobaczysz swojego przyjaciela czy kochasia.  Nie wiem do końca jak wyglądają wasze stosunki.  Szkoda tylko, że jedno z was zginie.- Po tych słowach zaśmiał się szyderczo wychodząc i zamykając drzwi na klucz. Kiedy Jade była pewna, że poszedł sobie i nie ma go przy drzwiach położyła się na łóżku i rozpłakała się jak dziecko. 
- Sherlock, proszę cię..  Znajdź mnie jak najszybciej.- Załkała cicho zaciskając pięści na pościeli. 

Sherlock wszedł szybkim krokiem na komisariat i  bez pukania wpakował się Gregowi do gabinetu.  Ten spojrzał na niego zdziwiony odkładając na biurko papiery.
- Coś się stało?
- Moriarty wrócił i zabrał Jade...