wtorek, 22 marca 2016

ZERKNIJCIE

Dawno mnie tu nie było i trochę dziwnie mi tu tak pisać, ale usuwam bloggera i teraz znajdziecie mnie na wattpadzie. Mam nadzieję, że się na nim spotkamy  ;)

niedziela, 6 marca 2016

Rozdział 12

Znowu biegłam przez las. Potem znowu był Moriarty i na koniec strzał.  Po raz kolejny obudziłam się przerażona. Zapaliłam szybko lampkę i usiadłam na łóżku szybko oddychając. Zgarnęłam włosy na tył głowy po czym wstałam.  Spojrzałam przez okno,  ulica była pusta i ciemna. Zeszłam po cichu na dół do kuchni. Zastałam tam siedzącego Henryego przy szklance herbaty.  Kiedy weszłam spojrzał się na mnie  zdziwiony.
- Ty też nie możesz spać?
- Koszmary coś mnie nękają. Mogę zrobić sobie herbaty?- Spojrzałam się na niego pytająco wskazując ręką na kuchnię indukcyjną.
- Tak jasne, mówiłem czuj się jak u siebie.- Uśmiechnęłam się do niego blado po czym wstawiłam wodę, potem naszykowałam szklankę i czekałam aż się zagotuje. Kiedy zalałam herbatę usiadłam na przeciwko Henryego, który wyjął papierosy i zapalił jednego.  Kiedy poczułam dym poczułam ogromną ochotę by zapalić.  Rzuciłam palenie przed przyjazdem do Londynu,  ale to jest jednak silniejsze ode mnie.
- Mogę? - Wskazałam głową na szlugi,  a on podał mi paczkę.  Wyjęłam jednego papierosa,  a on mi go podpalił. Zaciągnęłam się  cudownym dymem i tym samym czułam jak stres związany z tym pieprzonym snem opuszcza mnie.
- Jeśli mogę widzieć,  jak długo jesteś z Sherlockiem?- Henry spojrzał na mnie pytająco,  a ja akurat wypuszczałam dym z płuc.
- Dziś mijają 3 dni. Szmat czasu co?- Prychnęła rozbawiona bawiąc się łyżeczką w herbacie.
- No cóż, musiał być ten początek.
- Ta.
- Kiedy go poznałem, wyglądał mi na takiego co nigdy nikogo nie pokocha.- Na jego słowa uniosłam zadziornie kącik ust do góry, kiwając głową.
- Też tak sądziłam. Teraz nadal mam wątpliwości. - Zacisnęłam usta w jedną linię spoglądając na Henryego.
- Może i nie jestem psychologiem, ale wiem co widzę. To, że nie chodzi za tobą krok w krok, nie gada ciągle jak bardzo cię kocha, a czasem jest chamski i nie do wytrzymania nie oznacza,  że cię nie kocha. Wręcz przeciwnie wpatruje się w ciebie jak obrazek na ścianie. Widać,  że jesteś dla niego całym światem i zrobiłby wszystko byś była szczęśliwa i bezpieczna. Teraz to ty jesteś prawdziwym sensem jego życia, a nie te wszystkie morderstwa.  Próbuje oszukać każdego pokazując, że nie ma uczuć ale jego wzrok mówi co innego.- Słuchałam tego wszystkiego bardzo uważnie uśmiechając się przy tym lekko. Henry mógł mieć rację i było to dla mnie dość dużym pocieszeniem.
- Może masz rację.- Zgasiłam papierosa i spoglądając na niego kątem oka.
- W tym wypadku mam.
- Słuchaj jest 5:30 chyba nie opłaca się iść spać.  Pójdę na górę ogarnąć się trochę. - Wstałam dopijając słodka herbatę.  Szklankę odstawiłam do zlewu i poszłam do sypialni. Wzięłam czystą bieliznę, czarne rurki oraz trochę przyduży lecz uroczy granatowy sweter z białymi, grubymi pasami, który uwielbiałam i poszłam do łazienki. Henry posiadał tu także wannę więc postanowiłam jej użyć.  Nalałam do niej wody oraz płynu o zapachu czekolady, po czym weszłam do niej. Położyłam się przymykając oczy. Mogłam choć przez chwilę odprężyć się i wyłączyć myślenie. Umyłam włosy, spłukałam je i tym sposobem wyszłam z wanny po 40 minutach.  Zawinęłam się w ręcznik i zaczęłam suszyć włosy. Potem zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się.  Piżamę rzuciłam na łóżko, chwyciłam telefon i zeszłam na dół. Henry siedział w kuchni robić kawę,  a ja postanowiłam zadzwonić do Johna. Było już po 7 więc raczej nie było szans na obudzenie go. Połączyłam się z nim video rozmową.  Kiedy zobaczyłam go na ekranie uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć Jade. Co u ciebie?
- Hej, wszystko okey jak na razie.  Śpię u Henryego, a Sherlock w hotelu więc mam teraz czas by na spokojnie z tobą porozmawiać. - John zmarszczył brwi nie wiedząc co powiedzieć.
- Jak to w hotelu?
- Jade jest moim prywatnym ochroniarzem.- Wtedy do pokoju wszedł Henry uśmiechając się miło.
- O witaj Henry. Miło cię widzieć.
- Pana również miło zobaczyć. Zrobiłem ci kawę,  trzymaj. - Brunet podał mi kubek z ciepłą cieczą po czym wyszedł. Upiłam łyka czekając aż John coś powie, lecz wyprzedziłam go.
- Nie pytaj.  Czuję się jak w separacji. Nawet sypialni nie mamy wspólnej. - John zaśmiał się,  a ja starałam się tego uniknąć by nie rozlać kawy.
- Przykro mi, ale ten bufon pewnie wie co robi.
- On doskonale wie co zrobić by dostać rozwód.  Ale tak na serio to rzeczywiście pilnuję Henryego. Dostał groźbę, więc ktoś musi być tutaj z nim chociażby w nocy.
- No tak.. Słuchaj muszę lecieć bo spieszę się na dyżur. Potem oddzwonię. Uważaj na siebie i wracajcie szybko.
- Dobrze John.  Miłej pracy. - Na te słowa John spojrzał się na mnie wzrokiem typu "serio?" na co się roześmiałam. Wysłałam mu całusa po czym rozłączyłam. Pokiwałam głową jeszcze się podśmiewując po czym włączyłam telewizor. Wtedy Henry usiadł obok mnie również pijąc kawę.
- Jedziecie dziś do labolatorium?- Brunet zapytał się mnie tak totalnie z dupy,  a ja wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem, to zależy od Sherlocka.  Jest dopiero po 7, pewnie sądzi,  że jeszcze śpię więc nie dzwoni i nie przyjechał.- Spojrzałam na Henryego,  który przytaknął.
- No tak. Właśnie,  nie jesteś głodna? Zapomniałem o śniadaniu.
- Spokojnie, zaraz pójdę i coś zrobię. - Puściłam mu oczko po czym wstałam. Czegoś mi jednak brakowało i miałam ochotę na pewną rzecz.. - Mogłabym jeszcze papierosa?  Potem ci odkupię.
- Leżą na szafce, bierz ile chcesz. - Henry wskazał na komodę, do której podeszłam. Wzięłam to co chciałam,  odniosłam kubek do kuchni i wyszłam na taras. Podpaliłam to cholerne dziadostwo i zaczęłam napawać się cudownym dymem. Nie powinnam tego robić,  ale jednak. Kiedy prawie spaliłam szluga do końca, zgasiłam go i peta wzięłam ze sobą by wylądował w koszu. Potem wzięłam się za robienie śniadania.  Zrobiłam omlety, które zjedliśmy w kuchni przy stole rozmawiając o głupotach. Henry zarzekł się,  że posprząta więc poszłam do salonu położyć się na kanapie. Teraz zaczęłam lekko odczuwać moją poranną pobudkę.  Ziewnęłam zatykając usta ręką, a następnie przytuliłam się do poduszki. W telewizji leciał jakiś program o zwierzętach.  Przymknęłam na chwilę powieki lecz wtedy rozległo się głośne i natarczywe pukanie do drzwi.  Zerwałam się  z kanapy jednak Henry mnie wyprzedził i otworzył drzwi.  Stanęłam oparta o framugę krzyżując ręce na piersiach. W drzwiach stanął Sherlock, przywitał się z Henrym poprzez krótkie "witaj" po czym podszedł do mnie. Jego niebieskie tęczówki wpatrywały się prosto w moje przez co uśmiechnęłam się prawie,  że automatycznie. Stanęłam na placach by złączyć nasze wargi.  Odwzajemnił pocałunek, a potem szepnął mi na ucho ,,ubierz się i wychodzimy" . Oderwałam się od niego, potruchtałam po schodach na górę po moją przepustkę chowając ją do tylnej kieszeni spodni, po czym wróciłam.  Założyłam czarne botki oraz płaszcz i czekałam na jego dalsze instrukcje.
- Henry musimy się tu trochę rozejrzeć,  do póki Jade nie wróci lepiej nie wychodź z domu.
- Dobrze, nie ma sprawy.- Brunet pokiwał głową, Holmes wyszedł,  a ja zaraz za nim wcześniej puszczając mu oczko. Zajęłam miejsce pasażera i ruszyliśmy.
- Czemu zapaliłaś?- Spojrzałam się na Sherlocka robiąc z ust jedną linię.  Wpatrywał się we mnie swym twardym wzrokiem co chwila spoglądając na ulice.
- Bo miałam ochotę. - Skwitowałam ostro lecz mój ton popsuł nagły napad ziewania. Kiedy przestałam oparłam się głową o szybę wpatrując w krajobraz.
- Ciężka noc?
- Po co się pytasz o to wszystko skoro oboje wiemy, że znasz odpowiedzi?- Wyprostowałam się spoglądając na niego z wyrzutem oraz lekko zdenerwowana jego zachowaniem. Westchnął cicho po czym znowu się odezwał.
- Dziś pójdziesz ze mną do hotelu.
- Po co? Henry jest bardzo miły i potrzebuje mojej pomocy, a poza tym było myśleć o tym wczoraj.
- Wiem, że coś jest nie tak i nie wiem tym razem co, a ty nie chcesz powiedzieć. Wolę mieć cię na oku.- Po tych słowach coś zakuło mnie w sercu. Nie wiem czemu,  ale miałam chyba wyrzuty sumienia,  że po raz kolejny udaje przed nim, że wszystko jest w należytym porządku.
- Nic mi nie jest. Nie mogłam spać przez zmianę otoczenia i tyle. Dziś będzie lepiej. - Wzruszyłam ramionami spoglądając za okno.
- Jesteś tego pewna?  Gdybyś zmieniła zdanie  to powiedz.- Nie spojrzałam na niego, ale jestem pewna,  że on patrzył na mnie.
- Tak jestem pewna. Tak właściwie gdzie my jedziemy?- Odwróciłam głowę w jego stronę z pytającym wyrazem twarzy. Dookoła było pełno drzew,  krzaków oraz płotów kolczastych z tabliczkami typu  ,,niebezpieczeństwo" albo  ,,wstęp wzbroniony ".
- Właśnie dojeżdżamy do laboratorium.
- Jak zamierzasz się tam dostać bez przepustki?- Uniosłam jedną brew do góry, a on uśmiechnął się do mnie cwaniacko.
- Zaraz coś wymyślę. - W tym momencie samochód stanął, a przy szybie Sherlocka stanął wojskowy. Wyjęłam przepustkę z kieszeni i trzymałam ją w ręku czekając na dalszy rozwój akcji.- Witam, nazywam się She.. - Przerzuciłam oczyma i nachyliłam się w stronę okienka pokazując przepustkę.
- Jade Thirlwall, proszę natychmiast udostępnić nam obiekt do nadzoru. - Powiedziałam szybko i twardo, facet w mundurze popatrzył to na mnie,  to na plakietkę po czym kazał nas przepuścić.
- Dlaczego do cholery nie mówiłaś,  że masz przepustkę do wszystkiego w tym kraju?! I skąd ty to w ogóle masz?- Sherlock krzyknął na mnie sfrustrowany, a ja zaśmiałam się pod nosem.
- Nie mówiłam, bo zacząłbyś mnie wykorzystywać w swych chorych planach.  To cacko załatwił mi były znajomy,  znajomość się skończyła,  plakietka została. - Wzruszyłam ramionami i wysiadłam z auta. Sherlock wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem kiwając przy tym głową. Kiedy znalazł się obok mnie przywitał nas młody oficer. Sherlock zajął się całą rozmową kłamiąc jak z nut. Zaczęli nas oprowadzać jednak potem Holmes uparł się,  że odnajdziemy się tu sami. Wszystko było białe i przerażające.  Czułam się jak w  psychiatryku i wiem, że nigdy więcej tu nie wrócę.  Takie miejsca pobudzają koszmary nocne. Ludzie w białych fartuchach robili te wszystkie dziwne eksperymenty na zwierzętach. Sherlock prowadził mnie w jedno konkretne miejsce. Chciał się zobaczyć z jakąś profesorką, która ostatecznie wygadała mu wszystko co chciał wiedzieć. Badania na ludziach to ewidentnie głupia plotka. Rząd Brytyjski nie pozwolił by na coś takiego pod żadnym pozorem. Kiedy Sherlock zwiedzał wszystko po raz drugi do mnie zadzwonił John. Najwidoczniej miał przerwę w dyżurze. Odeszłam na bok odbierając telefon.
- Gdzie jesteście?
- W tym chorym labolatorium, mam ochotę wyjść stąd jak najszybciej.
- Nie ty jedna, osobiście nie mam dobrych wspomnień związanych z tym miejscem. Mała rada, nie chodź nigdzie bez tego dupka bo zamknie cię w klatce i naćpa jak mnie.- Zmarszczyłam brwi jeszcze raz kalkulując słowa Johna.
- Co?!
- Nie ważne,  opowiem ci to przy lepszej okazji.
- Dobrze,.właśnie Sherlock cię pozdrawia.- Kiedy wypowiedziałam te zdanie Sherlock przechodził obok mnie rzucając szybkie "nie prawda". Przerzuciłam oczyma kiwając jednocześnie głową z dezaprobaty.
- Nie kłam.  To zwykły dupek i cham.  Nie byłby na tyle miły. - Wypuściłam głośno powietrze z płuc zgarniając włosy do tyłu.
- Ale z was są dzieci. Jesteście najlepszymi przyjaciółmi,  a robicie z siebie wrogów! - Mówiłam już trochę poirytowana lecz starałam się trzymać nerwy na wodzy.
- Już dobrze no, uspokój się.
- Co dobrze?! Nic nie jest dobrze, a ja jestem spokojna.
- No właśnie słyszę.
- Dobra John muszę kończyć,  Sherlock mnie woła.- Rozłączyłam to cholerne połączenie chowając telefon do tylnej kieszeni.   Zaraz po powrocie obaj mają rozmowę wychowawczą bo ja nie zamierzam być pomiędzy młotem, a kowadłem.  Holmes siedział grzebiąc coś w komputerze,  podeszłam do niego opierając się ręką o oparcie fotela na kółkach. - I co? Masz coś?
- Nic nadzwyczajnego i raczej nic więcej tu nie znajdę.  Możemy iść. - Sherlock wstał z fotela i zaczęliśmy iść w kierunku wyjścia. - Widzę,  że John cię zdenerwował. - Przerwał chwilę ciszy lecz wolałam już chyba jak szedł cicho.
- Zamknij się. - Odpowiedziałam twardo na co uśmiechnął się cwaniacko pod nosem. Opuściliśmy ten przeklęty budynek i odjechaliśmy najszybciej jak to możliwe. Po drodze zauważyłam stacje benzynową i coś sobie przypomniałam.- Zatrzymaj się na chwilę. - Sherlock popatrzył na mnie lecz zrobił to o co prosiłam bez żadnych pytań czy dyskusji.  Poszłam kupić sobie fajki bo teraz już nie dam rady bez nich. Stanęłam obok samochodu i zapaliłam opierając się o bok auta. Wtedy Holmes również wysiadł opierając się tak jak ja. Byliśmy przodem do siebie. Jego wzrok był stanowczy i zimny, nie wiedziałam co teraz powie. Rzuciłam mu papierosy by również mógł zapalić.  Normalnie bym tego nie zrobiła,  ale z racji, że ja to robię nie mogę go pouczać, samemu będąc nie w porządku. Zapalił go tak jak ja i podszedł oddając paczkę.
- Nadal będziesz mi i sobie wmawiać, że wszystko jest tak jak powinno być?- Spojrzał gdzieś w bok chcąc pokazać swoją obojętność, jednak martwił się i to bardzo.
- Coś czuję, że nie dasz mi spokoju.- Zwróciłam się do niego strząsając popiół z papierosa. Zerknął na mnie kątem oka uśmiechając się chytrze pod nosem.
- Szybko się uczysz. - Przerzuciłam oczyma po czym zgasiłam papierosa i wsiadłam do samochodu.  Sherlock zrobił to samo co ja, odpalił auto i ruszyliśmy dalej.
- Zaczynają męczyć mnie koszmary. Po raz kolejny śnił mi się ten sam sen. Po obudzeniu nie mogłam już zasnąć. Za każdym razem ten sam obraz, groby.. i Moriarty. - Mówiłam bardzo szybko by mieć ten temat już z głowy.  Jednak gdy doszłam do ostatniego zdania każde słowo dokładnie ważyłam i prawie się zacięłam ponieważ głos zaczął mi się załamywać. Zacisnęłam mocno powieki, wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na Sherlocka. Był skupiony na drodze,  ale słuchał mnie i to uważnie.
- Zostanę dziś z tobą u Henryego.- Spojrzał się na mnie tym swoim przeszywającym wzrokiem,  a ja pokiwałam głową.  W środku cieszyłam się jak dziecko, że nie będę znowu musiała spać sama.
- Dobrze, ale co z twoim śledztwem? Nie ucieknie ci przypadkiem?- Posłałam mu najbardziej wredny jak i uroczy za razem uśmiech na jaki tylko było mnie stać. Uniósł jedną brew do góry zerkając na mnie kątem oka.
- Jesteś trochę za bardzo wyszczekana, więc skończ z tym. John uczy się tego od ciebie, a to źle na niego wpływa. - Pokiwałam głową z dezaprobaty śmiejąc się przy tym. Dopiero teraz zobaczyłam,  że stanęliśmy pod jedyną restauracją i hotelem w tej dziurze. Poszliśmy zjeść obiad, który był całkiem niezły, a potem pojechaliśmy do domu Henryego. Chłopak siedział w  salonie oglądając telewizję.  Usiedliśmy na kanapie ponieważ Sherlock chciał zdać mu relację.
- Czyli nie ma tam nic wyjątkowo podejrzanego?- Na jego pytanie pokiwałam przecząco głową,  a on przytaknął.
- Ale spokojnie Henry, jutro rozejrzymy się po mieście. Jade wtopisz się jakoś w tłum prawda? - Sherlock spojrzał się na mnie znacząco, na co uśmiechnęłam się zadziornie. Wpadłam na pomysł w jaki sposób mogę stać się zwykła turystką, potrzebny był mi tylko jeden szczegół.
- Henry, dużo osób tutaj uprawia jogging?- Brunet spojrzał się na mnie ze zdziwieniem jednak zaraz udzielił odpowiedzi.
- No dość sporo,  a co?
- Jutro przypomnę sobie jak się biega i tym samym dokładnie rozejrzę się po okolicy.
- A potem staniesz po 200 metrach dusząc się z braku kondycji. - Spiorunowałam Sherlocka wzrokiem,  na co prychnął.
- Zamknij się,  ja przynajmniej nie tracę świadomości po 3 piwach i setce.- Skwitowałam oschle puszczając oczko do rozbawionego Henryego.
- Skąd niby możesz wiedzieć jak dużo jestem w stanie wypić?!
- John wszystko mi wyśpiewał.
- Zemszczę się kiedy wrócimy.
- No z pewnością. Mów sobie co tam chcesz, ale ja idę na taras.- Wstałam, ominęłam go po czym poszłam po papierosy sięgając po nie do kieszeni płaszcza.  Przeszłam ponownie przez salon i wyszłam na kamienne płytki. Było dość zimno, ale nie przeszkadzało mi to. Po chwili przyszedł Sherlock chcąc zapalić. - Ty nie palisz,  przynajmniej nie przy mnie.- Na moje słowa wyrwał mi fajkę z ręki i zgasił pod butem.- Ej!!- Krzyknęłam na niego lecz nic sobie z tego nie  zrobił, wręcz przeciwnie wskazał mi wzrokiem drzwi tarasowe do salonu.
- A ty nie kusisz mnie zapachem. - Zmierzył mnie tym swoim groźnym wzrokiem.
- Ugh! Cholerny dupek!- Poszłam do siebie na górę i po drodze wpadłam na pewien pomysł. Jest dopiero 16 więc zdążę zwiedzić okolicę.  Przebrałam się w dresy oraz bluzę, założyłam buty do biegania i zeszłam na dół.  Włosy związałam w wysokiego kucyka i weszłam do salonu.- Wychodzę panie wszechwiedzący detektywie, który wkurza wszystkich na każdym kroku.- Sherlock wstał i podszedł do mnie.
- Tylko uważaj na siebie.- Przytaknęła głową, a potem pocałowałam go delikatnie.
- W przeciwieństwie do ciebie robię to zawsze.  Wyszłam z domu i po przejściu 300 metrów zrobiłam parę skłonów, rozgrzałam stawy skokowe i zaczęłam truchtać. Kiedy byłam na wysokości jakiegoś małego baru zaczęłam biec normalnie. Potem znalazłam ścieżkę prowadzącą przez las.  Na ulicy nie było prawie nikogo więc i tak nic podejrzanego bym nie zauważyła.  Jedyne co mnie zainteresowało to facet, który mnie obserwował pijąc piwo przed barem.  Wyglądał jakoś znajomo.. W lesie co jakiś czas mijał mnie jakiś biegacz. Potem zeszłam ze ścieżki i odbiłam w prawo w malutką dróżkę.  Biegłam tak z dobre 10 minut do czasu aż prawie spadłam z 6 metrowej skarpy. Zatrzymałam się od razu łapiąc drzewa. Potraktowałam to jako przerwę.  Pochyliłam się do przodu głęboko oddychając. Kiedy spojrzałam przed siebie zobaczyłam coś co po prostu mnie zatkało. Wyprostowałam się i marszcząc brwi starałam sie wytężyć wzrok. Na dole przedemną były usypane groby z piachu. Było ich 10. Jednak obok był jeszcze jeden nie zasypany. Rozejrzałam się wokół siebie, czy nikogo tu nie ma. Wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie.  Potem jeszcze raz zlustrowałam wszystko wzrokiem i pobiegłam w stronę domu.  To miejsce jest coraz dziwniejsze! Co jest tu do cholery grane?! Niech Sherlock rozwiąże tą sprawę i wracajmy do domu jak najszybciej.  11 grobów pośrodku lasu! Seryjny zabójca jest pod nosem, a ja biegam sama po tym pieprzonym lesie! Nie no luzik, przecież to standard! Coś czuję, że to ma związek z tymi zaginięciami. Teraz zostanie porwana i zabita 11 osoba.  Wpadłam do domu jak piorun wołając Sherlocka. Ten siedział w salonie myśląc nad czymś uporczywie. Kiedy mnie zobaczył zdziwił się nie wiedząc o co chodzi. - Zobacz co znalazłam w lesie.- Pokazałam mu zdjęcie w telefonie, przez które cały zesztywniał.
- Muszę iść powiadomić policję i sięgnąć do akt zaginionych. Morderca zaatakuje znowu,  więc zostań tu i pilnuj Henryego, wrócę najszybciej jak tylko będę mógł. - Cmoknął mnie szybko w usta, założył płaszcz prawie w biegu i zniknął za drzwiami.
- Henry!- Zawołałam Bruneta lecz nie czekałam na niego tylko poszłam do kuchni sądząc,  że tam może siedzieć. Miałam rację bo wpadliśmy na siebie we framudzę.
- Coś się stało?
- Pozamykaj wszystkie drzwi i bramę. W lesie znalazłam groby prawdopodobnie zaginionych osób. Morderca szykuję się do kolejnego zabójstwa bo wykopana jest świeża, niezasypana mogiła.
- Dobrze, już..  już idę. - Spojrzał się na mnie smutno i widać było,  że automatycznie zdenerwował się tym co mu powiedziałam. Przez resztę wieczoru siedzieliśmy w salonie.